Gen. Błasik nie siedział za sterami Tupolewa, w czasie katastrofy.
Stwierdzono też, że nie był przypięty do fotela, pasami. Stał lub siedział na foteliku składanym, jednak w kabinie pilotów.
"Ładne" zwyczaje panowaly na pokładzie tego samolotu.
Przy lądowaniu, pasażerowie "luzem" przebywali w kabinie pilotów. Bo i dyrektor Kazana, też.
Przy takim bałaganie, naciskach i w obliczu spóźnienia prezydenta do Katynia, można tylko współczuć załodze samolotu, która robiła co mogła, aby sprostać wymaganiom.
To się musiało tak skończyć. Tym bardziej, że i warunków pogodowych do lądowania na lotnisku w Smoleńsku nie było.
Ciekawe, czy po tej nauce, takie "odloty" Vip-ów się skończą.
Inne tematy w dziale Polityka