Żar się z nieba leje i trudno wytrzymać - ostatnio - w mieście. Dziś u mnie termometr zewnętrzny zanotował 34 stopnie ciepła w cieniu, a to podobno nie jest jeszcze apogeum, bo jutro ma być goręcej.
Ludzie mdleją. W Polsce jest też już ofiara śmiertelna upału. Otóż, pewna pani spędziła w samochodzie noc z pewnym panem i trochę popili. On rano opuścił swoją partnerkę i udał się do domu, a ona zasnęła w aucie i zmarła. Przyczyną śmierci był - prawdopodobnie - udar słoneczny.
Zresztą, np. w takim Rzymie było dziś jeszcze gorzej, bo temperatura wynosiła ponad 40 stopni ciepła i zanotowano kilka ofiar, a jedną z nich stał się też amerykański aktor - James Gandolfini - który przebywał tam na wakacjach. Jak stwierdził lekarz, który go znalazł, to piekielny gorąc wywołał u niego zawał.
W niektórych - polskich - miastach ich włodarze postanowili ulżyć mieszkańcom i ustawili kurtyny wodne. Przechodząc przez centrum mojego miasta, właśnie na taką jedną trafiłam. Odrobinę mnie ona zaskoczyła, a nawet przeżyłam lekki szok termiczny, ale nie zeszłam..., lecz trochę się ochłodziłam.
Mamy iście letnią aurę, a synoptycy każą się nam przygotować na to, iż całe lato będzie obfitować w gorąc afrykański. Zatem nie musimy wybierać się "do lata" w ciepłych krajach, bo ono nawiedziło nas na miejscu. I tylko trzeba będzie jeszcze to wytrzymać.
Inne tematy w dziale Rozmaitości