Gdzieś tam się słyszy, że ludzie czekają na wywóz śmieci i nikt się po ich odbiór nie zjawia. One wtedy rosną i rosną i cuchną.
U mnie nic z tych rzeczy. Raz w tygodniu - z kubła- wybierane mam tzw. śmieci mokre, a raz w miesiącu - w workach - te posegregowane /szkło, gazety itp., plastik, puszki, torby foliowe itd./. I dziś był właśnie terminowy dzień na wywóz tych posegregowanych. Jako, że moi sąsiedzi zaczęli się już wczoraj "wystawiać", wiec i ja to zrobiłam.
Po przebudzeniu zerknęłam na ulicę, czy moje "cudeńka" zostały już zabrane, ale nie... jeszcze stały. A po chwili podjechał jakiś biało-niebieski bus i dwaj panowie /nie z firmy, która jest w prawie.../ wyskoczyli z niego, po czym zaczęli grzebać w moich śmieciach. W pierwszej chwili pomyślałam, że może to transport zastępczy, ale po chwili - jednak - postanowiłam podejść do furtki, aby wypytać: o co chodzi? Panowie z uśmiechem na ustach stwierdzili, że jeżdżą i wybierają puszki oraz np. gazety, a są tzw. złomiarzami. I jeszcze rzucili, że innym też powybierali, więc chyba nie mam do nich pretensji. Na to ja, że właściwie to nie, byle tylko ładnie zamknęli mi to, co zostawili. Tak też zrobili, a na odchodne podziękowali.
Po dwóch godzinach - od poprzedniego zdarzenia - przyjechały właściwe śmieciary. Panowie ubrani w pomarańczowe stroje organizacyjne, łapali wory stojące na ulicach i ciskali nimi do środka swoich pojazdów. A jeden umyślny, chodził od furtki do furtki i wrzucał - z pewną dozą męki na swym obliczu - nowe worki na następny zbiór.
Kiedy już na ulicach mojego osiedla skończył się rumor, to dotarło do mnie, że przed tzw. rewolucją śmieciową nie zaobserwowałam, aby walczono o moje puszki czy stosik starych gazet, a teraz proszę, odbywa się wręcz walka z czasem. "Ewolucja".
Inne tematy w dziale Rozmaitości