W zachodniej Montanie /USA/ została zaatakowana baza sił powietrznych, Malmstrom. A trzeba pamiętać, że tam w podziemnych silosach umieszczone są rakiety typu Minuteman III, w liczbie 150, a każda zaopatrzona jest w trzy głowice jądrowe.
Ataku na bazę dokonały... susły Richardsona /wiewiórkowate spryciule/, które za nic miały płot i zasieki z alarmem. Drążyły sobie korytarze i uruchamiały - bez opamiętania - ten alarm. Przegryzały też kable elektryczne, co powodowało, iż gotowość bojowa rakiet bywała ograniczona.
Wojskowi nie radzili sobie z gryzoniami i musieli poprosić o pomoc naukowców, z National Wildlife Research Center. I ją otrzymali.
Złapano kilka susłów i przetestowano przy ich udziale różne bariery zabezpieczające. A okazało się, że np. taka siatka metalowa, to dla nich pikuś, bo albo ją przegryzą, albo przejdą przez nią, wspinając się. W końcu znaleziono rozwiązanie: fundament płotu zbudowano w formie wnęki wypełnionej żwirem, a jego ściany obłożono gładkimi arkuszami z poliwęglanu. Po pierwszym zabezpieczeniu susły nie lubią chodzić, a drugie jest zbyt śliskie dla nich i nie mogą się wspinać. Prototyp bariery antysusłowej ma być zamontowany w bazie Malmstrom jeszcze we wrześniu, więc koniec zabawy...
Bywa, że nie potrzeba nawiedzonych satrapów, gotowych na wszystko, aby zaistniało duże zagrożenie i to przy użyciu broni jądrowej. Nawet susły trzeba pilnować, aby im się nie udało wywołać wojny.
Inne tematy w dziale Rozmaitości