Padało, pada, albo będzie padać. Przez kilka dni, właściwie nie padało, tylko lało. Ulewa po ulewie.
Dziś było trochę znośniej, dlatego trzeba było się przygotować na jutro, bo ma być strasznie. Zaczęłam od odblokowania mojej drewnianej furtki, która pod wpływem lejącego się deszczu napuchła do tego stopnia, że wkręty - przy zamku - zaczęły z niej wypływać. A jeden wylazl tak nieszczęśliwie, iż ją przyblokował. I wtedy, aby np .wyjść na spacer z psem, trzeba było korzystać z bramy wyjazdowej, naprzeciwko garażu.
Chciałam zrobić to sama i dałam radę. Przy pomocy wkrętaka /wcicnęłam go/ i młotka, wbiłam "złośliwca". Znów jest ok.
Byłam cała szczęśliwa, ale niestety po odblokowaniu furtki zbyt szeroko ją uchyliłam, a wtedy mój zwierzak-pies skorzystał z okazji i zwiał. Biegałam za "dziadem" i nic. Dopiero, gdy w sąsiedzkim ogrodzie pojawiła się pewna pudelka, przystanął przy jej ogrodzeniu, a wtedy mnie udało się go spiąć na smycz.. Ale, to jeszcze nie był koniec przygód, bo kiedy wróciliśmy do domu i zgryzłam jabłko... wypadła mi plomba....
Same niespodziewane przypadki, a wszystko - zapewne - przez deszcz.
Jutro ulewy mają osiągnąć swoje apogeum. Kalosze już czekają. Umówiony dentysta też. Może da się to przeżyć. A potem już nie chcę widzieć deszczu, niech znów - dłużej - poświeci słońce.
Inne tematy w dziale Rozmaitości