Wczoraj odbył się ostatni mecz polskiej reprezentacji piłkarskiej, w mundialowych - grupowych - eliminacjach. Było wiadomo, że dla nas to mecz o nic, prócz pozostawienia lepszego wrażenia. Dla Anglii wygrana znaczyła pierwsze miejsce w grupie i pewny awans.
Londyn był wczoraj biało-czerwony, bo na mecz zjechali polscy kibice zamieszkujący na Wyspach, jak i ci z Polski. Ok. 20 tys. biletów na stadion Wembley sprzedano Polakom. Doping naszych był - zatem - zapewniony. I był - mimo wszystko.
Mecz zaczął się obiecująco dla naszych, bo Anglicy chyba wyszli usztywnieni jego decydującym dla nich znaczeniem. Nasi atakowali i mieli kilka sytuacji, z których mogły paść bramki. Ale nie padły. Później wszystko się wyrównało, a polski bramkarz często bywał zatrudniany przez Anglików. I... dwa razy musiał wybierać piłkę z naszej bramki. Koniec: 2 : 0 dla Anglii.
Polscy piłkarze grali..., bo nie można im zarzucić, że stali. Mieli nawet parę sytuacji, z których mogły paść gole, tylko - jak zwykle- zabrakło odwagi przy strzałach bądź umiejętności, aby skutecznie skierować piłkę do bramki przeciwnika. Nasz - niby - markowy strzelec czekał na podania, a jak już sam podawał, to zbyt daleko bądź zbyt blisko, więc koledzy nie mogli do nich dojść. "Spryciarz". Inni zawodnicy czasami mieli jakieś obiecujące zagrania, ale goli z tego nie było. A jedyny, który nie zawiódł, to bramkarz Wojtek Szczęsny, który godnie zastąpił kontuzjowanego "króla Artura". Nasz bramkarz dwoił się i troił, aby zachować czyste konto, ale jednak mu się to nie udało, za co nie można go winić, ponieważ był zostawiany przez obrońców - sam na sam - z nadciągającymi Anglikami. Więcej: zdarzały się interwencje naszej obrony, z których mogły paść samobóje. Amatorszczyzna.
Anglicy odnieśli sukces i należą się im gratulacje. Ich zespół gra coraz lepiej i inteligentniej, bo też zawodnicy - w przeciwieństwie do naszych - widzą boisko w szerszej perspektywie, niż tylko własne pozycje. Nasi - natomiast - grają zachowawczo i zupełnie nieskutecznie. A bez strzelania goli nie ma zwycięstw.
Czas na zmiany i budowanie kadry od podstaw. Nawet bez większości gwiazd z zagranicznych klubów. Może tylko bramkarzy bym zachowała, bo ci pokazywali klasę światową. I dobry trener jest potrzebny, ale taki z doświadczeniem, jak i niewykazujący jeszcze znużenia piłką. Jest taki jeden Holender, który spełnia te wymagania i jest do wzięcia, ale chodzą słuchy, iż prezes PZPN skłania się przy powołaniu trenera krajowego, a w takim wypadku, trudno oczekiwać rewolucji w grze polskiej reprezentacji narodowej.
Inne tematy w dziale Rozmaitości