obcych do bólu i płaskich; gdy przemówiły do mnie
wionącym oddechem w słup postawionych miast,
niebosiężnych biurowców, masztów i iglic świątyń,
kolumn, portali i naw, gdy wpiły we mnie swój wzrok szyderczy
mówiący wszystko w jednym opadzie powieki
zdjęły mnie nagle przerażenie i strach -
Ja pestka w gnijącym owocu planety kończę się w galarecie miąższu
mój koniec jest równocześnie początkiem nowej epoki,
w której sen nieprzerwany doczekał się przerwy, bo budzą umarłych
chodzące po świecie upiory oderwane od życia i śmierci,
bo budzą złożonych do ziemi nie dla idei a z żądzy zemsty
Srebroń wierny wartownik okrąża planetę bredząc pod nosem
- też jestem pestką tyle, że większą w kosmosie i też mam na karku
upiory gwiazd, białe karły, grzywiaste komety, czarne dziury bez dna,
potężny oddech antymaterii i zemstę eonów płynących przez czas
A gdzie nie stąpię tam Srebroń kulisty ptak zawsze wisi nade mną
i wlepia swój blask w oblicza jęczmienne i wzmaga się śmiech,
- w pośmiewisku szaleńców ich rechot niczym czarny chleb,
Boża skórka, odżywka na nowy wiek, chmielu łodyga pachnąca,
rwie po tykach do słońca, pieni się w kuflu i wali w łeb
Ten łeb jest figurką zatkniętą na masztach nowych armii,
na biurkach prezesów wielkich korporacji – lepiej by było człowieku
gdybyś o sobie zapomniał, lepiej gdybyś nie widział racji
w racji bytu naciągniętego na twarz niczym pończocha uśmiechu
Bo budzą umarłych światła latarni zębami świetlistych kos,
groźny upiór historii przywłaszczył sobie nasz los i z głową chmielną,
brelokiem przypiętym do kluczy przemierza kolejno ulice
zdumionych jak słupy miast, niby klucznik przechodzi przez ciemność
i tylko zamki przed nim się trzęsą i stare kłódki ofiarowują swój wdzięk,
lecz jest w ich pokorze coś z „kurewskiej” nagłości – skrzyp i jęk,
wilgotne nogi, krótkie spódniczki i dekolt głębszy od pustki
„Nie samym światłem mrok się żywi” - Srebroń ochotnik patrzy na żywych,
„Śmierci – powiada – Mrok nas słyszy! Nie śmiej się w niebo i nie błaznuj!”
A odpowiada mu tylko rechot jęczmiennych żab i brzęk kluczy -
to klucznik odmyka zapiekłe mogiły i cofa się czas
Miasta podniesione do potęgi najwyższych pięter
gonią w piętkę widma odległych gwiazd – prezesi z niebosiężnych biurowców,
kapitanowie kosmicznych naw wyruszają na łowy w asyście poległych,
więc Srebroń już mniej siebie pewny, bo przerósł go własny sen,
chciałby się schować jak pisklę podniebne pod ogon komety
spostrzegłszy, że wzięli ze sobą ogromną sieć i wnyków zęby natarli trucizną
- w jednym jedynym pragnieniu, aby się już nie wymknął!
Opanowani żądzą zemsty, zbudzili nawet tych, którzy od dawna spali snem wiecznym
i klucze do wciąż bijących serc oddali krwiożerczym upiorom historii.
Ich siłą [napędem] był zawsze ten sam wytresowany śmiech
goszczący na twarzach jęczmiennych sługusów, dla których najwyższym dobrem
jest szczodry Pan. Teraz Panowie napoją ich blaskiem zgonionym z księżyca ran,
teraz umarli za życia znowu żyć będą pełnią sił w świecie bez balasku -
z chłodem mgławic sam na sam
* * *
I kiedy tak dzisiaj na nich patrzę już się nie boję
choć wiem, że jestem tylko pestką w zbielałym oku Zakonu,
wiem także [czuję], że nadal żyję, w czasach kiedy
wszystko umiera lub zmartwychwstaje po długim niebyciu na ziemi,
ja kończąc się dosięgam początków swojego istnienia
i już nie straszna mi żadna nowa epoka – żal tylko starego Srebronia
proroka, któremu światło ukradli jęczmienni. On chodził po niebie wolny
jak kiedyś wolni ludzie pod jego promieniem. Człowiek od dawna jest zgubiony,
a teraz były Srebroń, obecnie Czarna Kropla okrąża planetę omackiem
pytając gwiazd w niebiosach gdzie podział się jego zodiak.
To trzeba aż było obudzić wszystkich straconych,
żeby przez moment napawać się martwym światłem?
Zakon wie lepiej, jęczmienne twarze i kufle łbów na stole są tego smutnym świadectwem.
Co komu po takim świetle, gdy nicość „zła i szczera” połyka wszystko
z czym bez żalu obszedł się Wszechświat –
Zakon wie lepiej, bo Zakon to nasze sumienie - twarde jak pestka.
Marcin Małek
Dublin 07/10/2012




Komentarze
Pokaż komentarze