Marcin Małek Marcin Małek
407
BLOG

ZAKON

Marcin Małek Marcin Małek Kultura Obserwuj notkę 0

 

 
 
 
 
Kiedy spostrzegłem uśmiechy na twarzach jęczmiennych, 

obcych do bólu i płaskich; gdy przemówiły do mnie

wionącym oddechem w słup postawionych miast,

niebosiężnych biurowców, masztów i iglic świątyń, 

kolumn, portali i naw, gdy wpiły we mnie swój wzrok szyderczy

mówiący  wszystko w jednym opadzie powieki 

zdjęły mnie nagle przerażenie i strach -

 

Ja pestka w gnijącym owocu planety kończę się w galarecie miąższu

mój koniec jest równocześnie początkiem nowej epoki,

w której sen nieprzerwany doczekał się przerwy, bo budzą umarłych

chodzące po świecie upiory oderwane od życia i śmierci,

bo budzą złożonych do ziemi nie dla idei a z żądzy zemsty

 

Srebroń wierny wartownik okrąża planetę bredząc pod nosem

- też jestem pestką tyle, że większą w kosmosie i też mam na karku

upiory gwiazd, białe karły, grzywiaste komety, czarne dziury bez dna,

potężny oddech antymaterii i zemstę eonów płynących przez czas

 

A gdzie nie stąpię tam Srebroń kulisty ptak zawsze wisi nade mną

i wlepia swój blask w oblicza jęczmienne i wzmaga się śmiech,

- w pośmiewisku szaleńców ich rechot niczym czarny chleb,

Boża skórka, odżywka na nowy wiek, chmielu łodyga pachnąca,

rwie po tykach do słońca, pieni się w kuflu i wali w łeb

 

Ten łeb jest figurką zatkniętą na masztach nowych armii,

na biurkach prezesów wielkich korporacji – lepiej by było człowieku

gdybyś o sobie zapomniał, lepiej gdybyś nie widział racji

w racji bytu naciągniętego na twarz niczym pończocha uśmiechu

 

Bo budzą umarłych światła latarni zębami świetlistych kos,

groźny upiór historii przywłaszczył sobie nasz los i z głową chmielną,

brelokiem przypiętym do kluczy przemierza kolejno ulice

zdumionych jak słupy miast, niby klucznik przechodzi przez ciemność

i tylko zamki przed nim się trzęsą i stare kłódki ofiarowują swój wdzięk,

lecz jest w ich pokorze coś z „kurewskiej” nagłości – skrzyp i jęk,

wilgotne nogi, krótkie spódniczki i dekolt głębszy od pustki

 

Nie samym światłem mrok się żywi” - Srebroń ochotnik patrzy na żywych,

Śmierci – powiada – Mrok nas słyszy! Nie śmiej się w niebo i nie błaznuj!”

A odpowiada mu tylko rechot jęczmiennych żab i brzęk kluczy -

to klucznik odmyka zapiekłe mogiły i cofa się czas

 

Miasta podniesione do potęgi najwyższych pięter 

gonią w piętkę widma odległych gwiazd – prezesi z niebosiężnych biurowców,

kapitanowie kosmicznych naw wyruszają na łowy w asyście poległych,

więc Srebroń już mniej siebie pewny, bo przerósł go własny sen,

chciałby się schować jak pisklę podniebne pod ogon komety

spostrzegłszy, że wzięli ze sobą ogromną sieć i wnyków zęby natarli trucizną

- w jednym jedynym pragnieniu, aby się już nie wymknął!

Opanowani żądzą zemsty, zbudzili nawet tych, którzy od dawna spali snem wiecznym

i klucze do wciąż bijących serc oddali krwiożerczym upiorom historii.

Ich siłą [napędem] był zawsze ten sam wytresowany śmiech

goszczący na twarzach jęczmiennych sługusów, dla których najwyższym dobrem

jest szczodry Pan. Teraz Panowie napoją ich blaskiem zgonionym z księżyca ran,

teraz umarli za życia znowu żyć będą pełnią sił w świecie bez balasku -

                                                                   z chłodem mgławic sam na sam

 

                                             * * *

 

I kiedy tak dzisiaj na nich patrzę już się nie boję

choć wiem, że jestem tylko pestką w zbielałym oku Zakonu,

wiem także [czuję], że nadal żyję, w czasach kiedy 

wszystko umiera lub zmartwychwstaje po długim niebyciu na ziemi,

ja kończąc się dosięgam początków swojego istnienia

i już nie straszna mi żadna nowa epoka – żal tylko starego Srebronia

proroka, któremu światło ukradli jęczmienni. On chodził po niebie wolny

jak kiedyś wolni ludzie pod jego promieniem. Człowiek od dawna jest zgubiony,

a teraz były Srebroń, obecnie Czarna Kropla okrąża planetę omackiem

pytając gwiazd w niebiosach gdzie podział się jego zodiak.

 

To trzeba aż było obudzić wszystkich straconych,

żeby przez moment napawać się martwym światłem?

Zakon wie lepiej, jęczmienne twarze i kufle łbów na stole są tego smutnym świadectwem.

Co komu po takim świetle, gdy nicość „zła i szczera” połyka wszystko

z czym bez żalu obszedł się Wszechświat – 

Zakon wie lepiej, bo Zakon to nasze sumienie - twarde jak pestka.

 

 

Marcin Małek 

Dublin 07/10/2012

 

 
 
 
 
   

Przyszedłem na świat w trzecim kwartale XX wieku i jestem. Istnieje dzięki słowu i tylko w tej mierze, w jakiej sam się realizuje – m.in. poprzez język którym wytyczam własną drogę. Nie wyróżniam się w tłumie, większość z was mija mnie na ulicy nie ofiarując nawet krótkiego spojrzenia, ale ja na was patrzę i uczę się od was, jak przetrwać poza obszarem zmyślenia. Tak, żyję w zmyśleniu, stąd większość tych, których znam nie ma o mnie pełnego wyobrażenia – należę sam do siebie i dobrze mi z tym odosobnieniem. Mam tyle twarzy, ile akurat zechcę mieć w danym momencie. Bywam wielkoduszny, ale także zawistny, łaskawy i okrutny, szczodry i skąpy, zły do szpiku kości i bezgranicznie dobry. Kocham i nienawidzę, lubuje się w kłamstwie i walczę o prawdę. Wciąż szukam odpowiedzi na to kim jestem, lub na to, jak mnie widzicie. Niektórzy mówią o mnie „poeta”, inni „grafoman nie wart złamanego grosza” – nie boje się jednych i drugich. Ważne, że ktoś mnie czyta, i że mogę się przejrzeć w waszych źrenicach jak w lustrze, albo przejść przez wasze życia, jak przez tranzytowy korytarz. Jeśli więc nadal chcecie mnie poznać, proszę was tylko o jedno – wpuście mnie do środka, wtedy i ja się przed wami otworzę. Wszakże nie gwarantuje gotowego przepisu na to kim jestem – sami musicie wybrać własną odpowiedź.

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze

Inne tematy w dziale Kultura