Marcin Małek Marcin Małek
369
BLOG

ELEGIA O CZTERECH PORACH ROKU

Marcin Małek Marcin Małek Kultura Obserwuj notkę 0

 WIERSZ Z TOMU "MY WSZYSCY Z WIERSZY"

 

I.

 

Wiosną przychodziła nadzieja

o zapachu rumianku

pod postacią młodych kartofli

masła śmietany mleka w dzbanku

wiosną nikt nie myślał o śmierci

– umierali nieświadomi zdziwieni

 

Przeminąć to jedno

choćby jesienią czy zimą

nie ma wstydu

Ale nagle się skończyć

tak bez powodu?

Gdy wszystko płynie

pod prąd agonii?

 

Wiosną śmierć nie ma sensu

 

II.

 

Latem poza nawiasem okoliczności

w objęciach słonecznych promieni

kochali – najmocniej i najwięcej

każdy dzień był dla nich jak święto

każda chwila godziną radości

i nawet łza ściśnięta jak hojny deszczyk

śmiała się że jest tylko piętnem szczęścia

 

Latem nikt nie wierzył w siłę śmierci

czasem wychodziła z ukrycia

jak zawsze mocna i prężna

i brała pełną pięścią – szczególnie młodych

Młodość rzadko pamięta że jest śmiertelna

że światło powite z ciemności

powraca w jej progi by stać się jedynie legendą

 

III.

 

Jesienią zwalniały serca

i rozum jakby uśpiony – nie wierzył

że mógłby zginąć bez pamięci

Jesienią często bolał brzuch od rudych liści

powykręcanych gałęzi

Tą porą śmierć była blisko

łudzili się wszakże że ma za krótkie ręce

 

A ona – ktoś zażartował że piękna

w podzięce wyrywała im serca

kruszyła głowy i rozdrabniała wiarę

na czynniki pierwsze.

 

Przy gruncie z osadem lodu

tam gdzie leży granica

między widzeniem prawdy

a klechdą – dnem upodlenia

jesień zbratała się ze śmiercią

w czas nie tak odległy –

by zasnąć zapomnieć i odetchnąć

 

IV.

 

Zimą w płatkach śniegu

krew już się nie wierci

stygnie jak amen w pacierzu

ból nieobjęty niepewność

białe plamy przed nimi –

przede mną

 

I kto na nas patrzy przez obłok zamieci?

Co wie o troskach i lękach

o wstydzie czy dumie śmierci?

I co my o nich wiemy?

 

Już dlatego że wiosną latem

w oparach jesieni uszliśmy żywo

w pazury zimy wołamy o sobie Święci?

 

A wokół piekło –

i my zamyśleni współczujący

u jego podwoi

Za późno – Świat śpi

i nawet Wszechmogący –

Który na wszystko pozwolił

 

V.

 

Można by spytać –

gdzie Był tamtej wiosny

tego lata jesieni każdej zimy?

 

Tylko czy wolno –

razić słowami i palić mosty?

 

Przecież jak zawsze

Był Jest obecny –

przy nas i z nami

 

Dość że jedno mnie dręczy

Gdzie podziewał się człowiek

i duch ludzki –

o którym piszą że nieśmiertelny

– dobry że nie ma i nie będzie lepszych?

 

***

 

Zieloną wiosną żółtym latem

czerwoną jesienią i białą zimą

hartował sumienie – niepomny

że ciężar poniesie każdy –

kto patrzył oddychał i nie zginął

Przyszedłem na świat w trzecim kwartale XX wieku i jestem. Istnieje dzięki słowu i tylko w tej mierze, w jakiej sam się realizuje – m.in. poprzez język którym wytyczam własną drogę. Nie wyróżniam się w tłumie, większość z was mija mnie na ulicy nie ofiarując nawet krótkiego spojrzenia, ale ja na was patrzę i uczę się od was, jak przetrwać poza obszarem zmyślenia. Tak, żyję w zmyśleniu, stąd większość tych, których znam nie ma o mnie pełnego wyobrażenia – należę sam do siebie i dobrze mi z tym odosobnieniem. Mam tyle twarzy, ile akurat zechcę mieć w danym momencie. Bywam wielkoduszny, ale także zawistny, łaskawy i okrutny, szczodry i skąpy, zły do szpiku kości i bezgranicznie dobry. Kocham i nienawidzę, lubuje się w kłamstwie i walczę o prawdę. Wciąż szukam odpowiedzi na to kim jestem, lub na to, jak mnie widzicie. Niektórzy mówią o mnie „poeta”, inni „grafoman nie wart złamanego grosza” – nie boje się jednych i drugich. Ważne, że ktoś mnie czyta, i że mogę się przejrzeć w waszych źrenicach jak w lustrze, albo przejść przez wasze życia, jak przez tranzytowy korytarz. Jeśli więc nadal chcecie mnie poznać, proszę was tylko o jedno – wpuście mnie do środka, wtedy i ja się przed wami otworzę. Wszakże nie gwarantuje gotowego przepisu na to kim jestem – sami musicie wybrać własną odpowiedź.

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze

Inne tematy w dziale Kultura