WIERSZ Z TOMU "MY WSZYSCY Z WIERSZY"
I.
Wiosną przychodziła nadzieja
o zapachu rumianku
pod postacią młodych kartofli
masła śmietany mleka w dzbanku
wiosną nikt nie myślał o śmierci
– umierali nieświadomi zdziwieni
Przeminąć to jedno
choćby jesienią czy zimą
nie ma wstydu
Ale nagle się skończyć
tak bez powodu?
Gdy wszystko płynie
pod prąd agonii?
Wiosną śmierć nie ma sensu
II.
Latem poza nawiasem okoliczności
w objęciach słonecznych promieni
kochali – najmocniej i najwięcej
każdy dzień był dla nich jak święto
każda chwila godziną radości
i nawet łza ściśnięta jak hojny deszczyk
śmiała się że jest tylko piętnem szczęścia
Latem nikt nie wierzył w siłę śmierci
czasem wychodziła z ukrycia
jak zawsze mocna i prężna
i brała pełną pięścią – szczególnie młodych
Młodość rzadko pamięta że jest śmiertelna
że światło powite z ciemności
powraca w jej progi by stać się jedynie legendą
III.
Jesienią zwalniały serca
i rozum jakby uśpiony – nie wierzył
że mógłby zginąć bez pamięci
Jesienią często bolał brzuch od rudych liści
powykręcanych gałęzi
Tą porą śmierć była blisko
łudzili się wszakże że ma za krótkie ręce
A ona – ktoś zażartował że piękna
w podzięce wyrywała im serca
kruszyła głowy i rozdrabniała wiarę
na czynniki pierwsze.
Przy gruncie z osadem lodu
tam gdzie leży granica
między widzeniem prawdy
a klechdą – dnem upodlenia
jesień zbratała się ze śmiercią
w czas nie tak odległy –
by zasnąć zapomnieć i odetchnąć
IV.
Zimą w płatkach śniegu
krew już się nie wierci
stygnie jak amen w pacierzu
ból nieobjęty niepewność
białe plamy przed nimi –
przede mną
I kto na nas patrzy przez obłok zamieci?
Co wie o troskach i lękach
o wstydzie czy dumie śmierci?
I co my o nich wiemy?
Już dlatego że wiosną latem
w oparach jesieni uszliśmy żywo
w pazury zimy wołamy o sobie Święci?
A wokół piekło –
i my zamyśleni współczujący
u jego podwoi
Za późno – Świat śpi
i nawet Wszechmogący –
Który na wszystko pozwolił
V.
Można by spytać –
gdzie Był tamtej wiosny
tego lata jesieni każdej zimy?
Tylko czy wolno –
razić słowami i palić mosty?
Przecież jak zawsze
Był Jest obecny –
przy nas i z nami
Dość że jedno mnie dręczy
Gdzie podziewał się człowiek
i duch ludzki –
o którym piszą że nieśmiertelny
– dobry że nie ma i nie będzie lepszych?
***
Zieloną wiosną żółtym latem
czerwoną jesienią i białą zimą
hartował sumienie – niepomny
że ciężar poniesie każdy –
kto patrzył oddychał i nie zginął




Komentarze
Pokaż komentarze