Marcin Małek Marcin Małek
278
BLOG

O NAWRÓCENIU W CZERWONYM KLASZTORZE

Marcin Małek Marcin Małek Kultura Obserwuj notkę 0

  WIERSZ Z  TOMU "PAMIĘTNIK Z NIEDOKOŃCZONEJ WYPRAWY"

 

I. Cisza…

 

Zegar nie odliczy

skrzydła z wosku nie uniosą

wielkiej tajemnicy

 

w starych ścianach i w podłodze

noc spowiada tych co z drogi

tych co w drodze

 

z miast znajomych

z pól pszenicznych

– idą, dzwonią

 

miękkim głosem

jak wahadłem przemian

zawieszonym w krótkim locie

 

pan Zikavski z Nitry

na kolanach – boso

niby zielni mnisi

 

głowi się nad czasem

– klasztor milczy

tylko pomruk idzie lasem

 

a słowiki tak radośnie

nucą dzieciom do kołyski

i do śmierci w wiośnie

 

że jest inna, jakby śmielsza

w jaskrawościach słońca

stając się początkiem wiersza

 

mową drżącą

niby jasny płomyk świeczki

krwią gorącą

 

słowem jak cień białym

wyspą serc czerwonych

i zmęczonym ciałem

 

w nocy kroplą szklaną

dniem rozbłyskiem śnieżnym

snów odmiennych karawaną

 

gniewem rzeźbiąc owal twarzy

łzą co oczy nam rozjaśnia

i obmywa osad dawnych marzeń

 

II. Oddech…

 

I w przyklęku

jakże trudno

jest rozpoznać kształt bez lęku

 

Ojca Boga

co się zjawia jak spod ziemi

głodny owad

 

jak łodyżki pnące się pod grad –

w żółtym blasku wierność ludzkich dłoni

warg szepcących zwiędły kwiat

 

nie umiera w słów czekaniu

z ognia w wodę

z wody w głaz poznania

 

z głazu w proch i w ziele

zmienia czas pokory

sypiąc popiół jak w kościele

 

ach, jak w pędzie ciężkich naw

przez marmurów nocne stropy

biły anioł ściska serce i ostatni raz

– otwiera oczy

 

pęka ciało jak amfora pusta

i Bóg coraz nowy

objawiony w ustach

 

wrywa się do głowy

i ofiarę spełnia – wszędzie tam,

gdzie się zaczyna człowiek

 

żalem, trwogą, niby wbity –

w oko trzpień,

co stygnie krwi granitem

 

nawlekając jak we śnie

miłości prządkę, wątłą nitkę

i na dnie –

 

zgrabiałych rąk

martwiejąc jeszcze nie doznany

puszcza żywy sok

 

wreszcie w obraz się ustoi pełny

zmyśleń formą, palić będzie się jak Orion

w krzywdzie piękny

 

III. Śpiew…

 

Bo trzeba umieć pokochać,

jeśli nie wszystkich, to garstkę

muzyką słów rzeźbić jak jasność

 

a tu by trzeba z serc prostych

czerwony klasztor, pod niebo rzęsiste wznieść

a tam położyć zwaliste mosty

 

by przejść na drugi brzeg

pod skrzypem traw, pod gór tonami

serdeczną głosić wieść

 

a tu by słońca puch –

w rany otwartych ust wsmarować

w chałupin kurny grób

 

niech płynie z wyżyn woda,

tak z ręką ciężką na poranionym boku,

serce – człowieku – jak gołąb tłucze się do Boga

 

a świat – gdzie posłuchasz – zawodzi, skuczy

jak gawron w locie mimowolny

o śmierci tylko woła, umierać tylko uczy

 

wieczór upada jak burza z jękiem

a ty patrzysz, oczyś zadumał,

w głębokościach cheruby oślepłe:

 

pisk, trzepot skrzydeł, zawieja, tuman

i jeszcze trzeba pokochać mocniej,

oszaleć mocniej – wejść dumniej

 

w czas przemian jak w płomień

który wszystko pochłania,

niby język nienasyconych wspomnień

 

a ty czuwasz (nie)święty

gęstnieją chmur zbielałe łany

pękają parabole furt zamkniętych

 

O dusz rzemieślniku! Uformuj raz jeszcze,

że strumień jak fenu poszum w fale się zwija,

już go zbierają – owoc dojrzałej czereśni

 

upada,

broczy jak z rany

– gnije!

 

IV. Iluminacja…

 

I w głębi – mocnej – ciałem jak brzozą targa,

grudką trzewi, zielonym klajdukiem

ściśniętym w zgubionych w barwach

 

zamglenia kredką wychodzi na świat

długi bardzo i krety jak duktów falban

w świtach i zmierzchach obłych lamp

 

z promieni ciekłych – skrzydlatą arką

człowiek jak świetlik przemierza dal

i ziemię zwaloną pod nim w letargu –

 

ogarnia smutkiem maleńkim,

to kreśli, nazywa, to szuka,

zbiera do trwożnej ręki

 

a rozum hardy jak członki przekłute

tak w piasku lub w glinie –

winą odmienia każde pragnienie w pokutę

 

głową bijąc o skały skręt,

kiedy w górze niby okręt cedrowy

płynie przez niebo jak płynie smolista krew

 

a już gromem po znojnych kamieniach

napływa do zastygłej nad sterem dłoni

i wlewa jak w misę słodki napój istnienia

 

a już wplata lepkie palce w usta jak śnieg,

i szepcze w chwili zwątpienia, szepcze

niby zaświatów cudowny flet:

 

jakże to ty nieopatrzny

wzywasz mnie swoją wiarą maleńką

i nim rzeźbę odwieczną zacznę

 

ciężkim dłutem ludzkiej trwogi –

ty protonie z ostatniej zorzy

ośmielasz się nazywać mnie Bogiem?

 

***

 

I milczał żeglarz – smutny pan Jarko z Nitry,

milczała ziemia i dymił się pejzaż

laską mgieł opadających w doliny

 

odeszli ludzie – zmęczeni turyści,

stary mnich Cyprian rozpuścił skrzydła,

on jeden w tajemnicy –

 

dotykał drugiej i trzeciej przestrzeni,

odwiedzał srebrnik,

w nadziei na łaskę zbawienia –

 

opuścił bezbrzeżne powietrza

przyjmując formę i ciężar

doskonałości niemego kamienia

 

***

 

Ostateczna rozprawa ze złem

nie mieści się w słowach

lecz w ciszy ledwie widocznych łez

 

Ty który nad nami stoisz

broń nas przed światem nie istniejącym

jak przed tym, który w nas jest

Przyszedłem na świat w trzecim kwartale XX wieku i jestem. Istnieje dzięki słowu i tylko w tej mierze, w jakiej sam się realizuje – m.in. poprzez język którym wytyczam własną drogę. Nie wyróżniam się w tłumie, większość z was mija mnie na ulicy nie ofiarując nawet krótkiego spojrzenia, ale ja na was patrzę i uczę się od was, jak przetrwać poza obszarem zmyślenia. Tak, żyję w zmyśleniu, stąd większość tych, których znam nie ma o mnie pełnego wyobrażenia – należę sam do siebie i dobrze mi z tym odosobnieniem. Mam tyle twarzy, ile akurat zechcę mieć w danym momencie. Bywam wielkoduszny, ale także zawistny, łaskawy i okrutny, szczodry i skąpy, zły do szpiku kości i bezgranicznie dobry. Kocham i nienawidzę, lubuje się w kłamstwie i walczę o prawdę. Wciąż szukam odpowiedzi na to kim jestem, lub na to, jak mnie widzicie. Niektórzy mówią o mnie „poeta”, inni „grafoman nie wart złamanego grosza” – nie boje się jednych i drugich. Ważne, że ktoś mnie czyta, i że mogę się przejrzeć w waszych źrenicach jak w lustrze, albo przejść przez wasze życia, jak przez tranzytowy korytarz. Jeśli więc nadal chcecie mnie poznać, proszę was tylko o jedno – wpuście mnie do środka, wtedy i ja się przed wami otworzę. Wszakże nie gwarantuje gotowego przepisu na to kim jestem – sami musicie wybrać własną odpowiedź.

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze

Inne tematy w dziale Kultura