Człowiek wiedząc, że mu czegoś ważnego brakuje (jak żadne inne żywe stworzenie) potrafi zapełnić żałosną pustkę niestałym, bezwonnym, bezcielesnym „chceniem” ― wmówić sobie miłość i szczerze, z oddaniem kochać na niby miłością niedorozwiniętą za to opanowaną.
Prawdziwa miłość wiąże się zawsze z utartą panowania ― nad sobą, nad życiem ― jest transakcją wiązaną. W zamian za słowa, bliskość, czułość ofiarujemy całych siebie (naszą przyrodzoną wolność); matce, ojcu, rodzeństwu, obcej kobiecie, nieznanemu mężczyźnie i nowym ludziom, których mieliśmy odwagę powołać do życia.
Taka miłość nie mieści się w rozumie, istnieje w stanie płynnym, krążąc po orbicie mięśnia sercowego ― nie przypadkiem występuje wyłącznie w rodzaju żeńskim ― mówi się przecież, że kobiety kochają częściej, mężczyźni natomiast ― jak, który umie.
Odczytujemy ją sercem... Dlatego serca kobiet wydają się większe i cięższe (niekiedy przybierając rozmiar narzutowego głazu) aby pomieścić bez przerwy ścierające się z sobą ― udrękę i ekstazę, a także pokłosie innych pomniejszych tragedii.
Jest dzikim zwierzęciem... Kiedy ją próbujemy okiełznać, pokazuje nam zęby, uwięziona nie przyjmuje żadnego pokarmu, aby ją zrozumieć trzeba by wyzbyć się nabytego człowieczeństwa. Nikt tego lepiej nie umie, od kobiet ― na tyle ludzkich w tym jak kochają, że aż nieludzkich w ogólnej ocenie rodzaju...
30.10.2012
Dublin




Komentarze
Pokaż komentarze