(pisany z przerwami od 1-ego do 3-ego listopada 2012)
Gregowi P.
To było dawniej...
Dawniej niż sen o doskonałości człowieka.
Kiedyś już śniłem, że każda kobieta
jest powierniczką tajemnic,
że ukrywa pod sercem niewielki matecznik,
w którym od środka,wewnątrz kiełkuje i wzrasta
istota wszystkich znanych nam rzeczy
W pierwszym dniu listopada mało się myśli o żywych...
Raczej czekamy, aż dotknie nas łaska Świętej Pamięci ―
czasem niby znienacka, jakiś cień przemknie za szybą
albo lustro po dziadkach się dziwnie napręży
i pęknie świetlistą smugą jak słaba pokrywa nie tego świata,
zarówno złe, jak i dobre skrzydlatym wężem
wślizgnie się ludziom pod skórę przez mokre oczy
Płyń mgło jesienna. Góra napina swój grzbiet ciemny,
snuje się rzeka doliną niosąc wszystko w sennym ukropie
― zaduszną piosenkę nuci ptaszyna, modlitwę dziękczynną
za nowe życie wystukują z podkowy w podniebnym galopie
pierzaste konie ― kruków rozsądek, gołębia niewinność,
wron sprzysiężenia tajemne okryją cię jasnym obłokiem
i będziesz rósł mocny i wielki i wrócisz nam przyszłość
w czas śmierci zbudzony do życia ― mały proroku
Cóż czynić? Ile światów przemierzysz, zaświatów ile
czeka na twą dziecięcą dłoń, czy stopę miłą,
gdy z rzecznej toni wstąpisz na brzegi skruszonych serc
i niby skrzypów leśne runo, tą jedną maleńką chwilą
zasiejesz w ludziach nadziei plon na nowy, lepszy wiek
― na triumf obecności, przychylne niebo, zlęknione piekło
i czas, spokojny czas zwolniony od zaszłości o smaku słonych łez
W taki dzień, jak dzisiaj uśmiecha się do człowieka los
i znów będziemy uczyć się życia jak abecadła wielkich tajemnic
muzyką pierwszych dźwięków z pradawnych ksiąg ―
wcieleniem nieba ukrytym w lazurycie źrenic ―
kroplą rosy w oprawie niemowlęcych łez, gdy spłyną niby krąg
wieczornych zórz, jak dar poranka co ledwie się zaczerwienił
miłością pierwszą ― pierwszym wydźwiękiem ojcowskich słów
Tych pierwszych słów nie wolno utracić.
Zapisywali je już starożytni w martwych językach,
w szumieniu muszli, w ślimaczkach zielnych braci,
w kulistym śnie niedokończonych pamiętników,
w pięciu litrach szkarłatnej cieczy, którą się płaci
za wszystko czegośmy zażądali od Opatrznych Strażników
a czego nam nie dali ― tego nie wolno nam utracić!
I ten kto pisał wie, jak wie twój ojciec,
że miłość jest początkiem życia ―
z miłości rodzą się owoce i mają w niej swój koniec
wszystkie; małe i wielkie odkrycia ―
pradawnych prawd kapiących z dłoni wierszopisa,
któremu odjęło mowę gdy usłyszał wieść
i stanął czas zębatym kołem i cisza podyktowała mu ten wiersz
― w chwili gdy pierwszy okrzyk na świat wydała twoja pierś...




Komentarze
Pokaż komentarze