WIERSZ Z TOMU "FABRYKA SŁÓW W STU JEDEN WIERSZACH"
Ech… Matulu
Zakryj oczy bo przepatrzysz
Szumią trawy jako roje w ulu
Dnie się z nocą plotą na krzyż
Wrócił koń bułany
Jako żyw przez Dzikie Pola
Snać nie zwiodły go tumany
Ani zgryzła losu wola
Próżno czekać Kozaczyna
Próżno żałość studzić
Przepadł wsadnik i nie stało syna
Wszako ćmi pogardą z ludzi
I wielmożów cnota nie dla chamów
Kozak Lachom był za brata
Póki szablą rąbał bisurmanów
Póty wdzięczność i zapłata
Zaś gdy zwiesił oręż w ołtarzyku
Hajda – wyszykować go na chłopa
Zedrzeć kontusz i ugrzędzić jak w kurniku
Taka z pany nam sromota
Ech… Matulu – jeśli wolno
Odkryj oczy bo przewidzisz
Toną dworce pod ukrwienną wołną
Ukraina płonie! A ty się nie dziwisz?
Wiem… co ci się smuci
Patrzysz mołodzina maty
Lecz on już nie wróci
Jak ten koń bułany żywo pod obejście chaty
Jego głaszczą pióra krucze
Straż trzymają wierne wrony
Nam czerniawy tucze
I cerkiewne biją dzwony
Daj na świeczkę za mołodca syna
Niech mu promyk po wiek świeci
Puść niech zwiedzie w progi Gospodina
Dobroczynne światło i niech strawi stepu sieci
Step gdy weźmie - mocno trzyma




Komentarze
Pokaż komentarze