WIERSZ Z TOMU "FABRYKA SŁÓW W STU JEDEN WIERSZACH"
Szanowni zebrani:
My wszyscy jak co dzień całe pułki tysiące
Marniejemy dla sprawy na tym przeklętym urwisku
W niwecz odchodzą minuty dni miesiące
Lata okrutnej śmierć bezlik trupów w pogorzelisku
I to nieludzkie wycie odwieczny ryk wrzawy
Czarna rzeka stalowe mosty nad otchłanią
Zapalające bomby potopy gorącej lawy
Wszechmocne olbrzymy panujące nad granią
Nie nazwałbym tego życiem w codziennym świecie
Wkradła się miedzy nas iluzja oszustwo na wielką skalę
Jestem świadomy straszliwej prawdy o której nie wiecie
Przez którą jak amen w pacierzu co dnia padacie na szalę
Codzienność zmieniła się w bajkę - na stałe
Nie ma i nigdy nie było żadnej lawy
Bomba zapalająca to zwykły niedopałek
A magma siejąca zniszczenie to kubek kawy
Upuścił je na nas nie olbrzym nie czarnoksiężnik
Lecz człowiek budowniczy otchłani i czarnej rzeki
O której się mówi jezdnia urwisko zaś to krawężnik
Żelazne mosty to kratownica studzienki na ścieki
Pytam więc - nie oczekując owacji
Dlaczego tak blisko
I w takiej lokalizacji
Zbudowaliśmy swoje mrowisko?




Komentarze
Pokaż komentarze