WIERSZ Z TOMU "NAZWIJCIE MNIE IDIOTĄ"
Dziwny księżycu znad Bantry
który kładziesz się spać miedzy drzewa
o wieki starsze od zamków
pilnie strzegących skalistego wybrzeża
nie mów o tym co trzeba
czy przystoi duchom śródlądzia
szukać w twoim obliczu odblasku nieba
opowiedz raczej o długich łodziach
o tym jak łzy kobiet płynęły szeroką wodą
to szepcząc to znów nucąc
a wiatr jesienny smugą złotą
nosił po świecie i rozrzucał
karminowe opłatki więdnących liści
jak ludzi żegnających się z życiem
w dymiący czas nienawiści
skądeś przybył obły dziedzicu
o kształcie starej pawęży zawieszonej nad ogniem
cieniu w przedwczesnym świcie absolutu
czemuś zawisł nade mną w chłodnym przelocie
czy umiesz zatrzymać rzekę schodzącą ku wodom
jagodowego morza – bądź przeczuć
gniew którym się karmi młodość
i osłonić bezbronną od mieczów
chowam się przed twym blaskiem za dłonią otwartą
widzisz ziemia mocno mnie trzyma w ramionach
a ty ciągle milczysz i patrzysz – bodaj by cię rozdarto
zanim mnie puści na wolność skała zmęczona
bodaj by cię rozdarto sierpem lub kosą
gdy umilknę pod ciężarem twoich promieni
i krew twoja (światło) stoczy się na me ręce rosą
a ja nieszczęsny ją wezmę na język i wchłonę niemo
to pod tobą gasną ludzie drzewa wiatry w kołysce mórz
a ty tylko patrzysz zawzięty i nie skarżysz nie śpiewasz
to ku tobie biegną pomarli przedwcześnie posłańcy burz
i ciągle w twojej poświacie jakiś nowy okrutny Bóg przelewa
naszą niewinną krew – zostanie po nas tylko kurz i papier
i woda z domieszką niewieścich łez w kolorze nieba
Bantry 2012




Komentarze
Pokaż komentarze (1)