Marcin Małek Marcin Małek
241
BLOG

KSIĘŻYCOWA ELEGIA

Marcin Małek Marcin Małek Kultura Obserwuj notkę 1

WIERSZ Z  TOMU "NAZWIJCIE MNIE IDIOTĄ" 

 

Dziwny księżycu znad Bantry

który kładziesz się spać miedzy drzewa

o wieki starsze od zamków

pilnie strzegących skalistego wybrzeża

 

nie mów o tym co trzeba

czy przystoi duchom śródlądzia 

szukać w twoim obliczu odblasku nieba

opowiedz raczej o długich łodziach

 

o tym jak łzy kobiet płynęły szeroką wodą

to szepcząc to znów nucąc

a wiatr jesienny smugą złotą

nosił po świecie i rozrzucał

karminowe opłatki więdnących liści

jak ludzi żegnających się z życiem

w dymiący czas nienawiści

 

skądeś przybył obły dziedzicu

o kształcie starej pawęży zawieszonej nad ogniem

cieniu w przedwczesnym świcie absolutu

czemuś zawisł nade mną w chłodnym przelocie

 

czy umiesz zatrzymać rzekę schodzącą ku wodom

jagodowego morza – bądź przeczuć

gniew którym się karmi młodość

i osłonić bezbronną od mieczów

 

chowam się przed twym blaskiem za dłonią otwartą

widzisz ziemia mocno mnie trzyma w ramionach

a ty ciągle milczysz i patrzysz – bodaj by cię rozdarto

zanim mnie puści na wolność skała zmęczona

 

bodaj by cię rozdarto sierpem lub kosą

gdy umilknę pod ciężarem twoich promieni

i krew twoja (światło) stoczy się na me ręce rosą

a ja nieszczęsny ją wezmę na język i wchłonę niemo 

 

to pod tobą gasną ludzie drzewa wiatry w kołysce mórz

a ty tylko patrzysz zawzięty i nie skarżysz nie śpiewasz

to ku tobie biegną pomarli przedwcześnie posłańcy burz

i ciągle w twojej poświacie jakiś nowy okrutny Bóg przelewa

naszą niewinną krew – zostanie po nas tylko kurz i papier

i woda z domieszką niewieścich łez w kolorze nieba

 

               Bantry 2012

 

Przyszedłem na świat w trzecim kwartale XX wieku i jestem. Istnieje dzięki słowu i tylko w tej mierze, w jakiej sam się realizuje – m.in. poprzez język którym wytyczam własną drogę. Nie wyróżniam się w tłumie, większość z was mija mnie na ulicy nie ofiarując nawet krótkiego spojrzenia, ale ja na was patrzę i uczę się od was, jak przetrwać poza obszarem zmyślenia. Tak, żyję w zmyśleniu, stąd większość tych, których znam nie ma o mnie pełnego wyobrażenia – należę sam do siebie i dobrze mi z tym odosobnieniem. Mam tyle twarzy, ile akurat zechcę mieć w danym momencie. Bywam wielkoduszny, ale także zawistny, łaskawy i okrutny, szczodry i skąpy, zły do szpiku kości i bezgranicznie dobry. Kocham i nienawidzę, lubuje się w kłamstwie i walczę o prawdę. Wciąż szukam odpowiedzi na to kim jestem, lub na to, jak mnie widzicie. Niektórzy mówią o mnie „poeta”, inni „grafoman nie wart złamanego grosza” – nie boje się jednych i drugich. Ważne, że ktoś mnie czyta, i że mogę się przejrzeć w waszych źrenicach jak w lustrze, albo przejść przez wasze życia, jak przez tranzytowy korytarz. Jeśli więc nadal chcecie mnie poznać, proszę was tylko o jedno – wpuście mnie do środka, wtedy i ja się przed wami otworzę. Wszakże nie gwarantuje gotowego przepisu na to kim jestem – sami musicie wybrać własną odpowiedź.

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (1)

Inne tematy w dziale Kultura