Najgorsze jest pierwsze sto lat
Podaj mi rękę – prosi łodyga – najtrudniejszy jest pierwszy krok
Potem jakoś to będzie, jakoś będzie szumią woda i wiatr
Ale ja wiem, przeczuwam – nie ma kresu, nie będzie
Tym czasom z pierwszych stu lat
Matka śmiała się mówiąc: czas to stary złodziej
Okrada ciała żyjących
Jeszcze czuje jak z niej ubywa wspomnień
Jak rośnie w moc mgielny sarkofag, a w jego cieniu
Bliskich chorągwie – stada gawronów gotowe na żer
Weronika w zgrzebnej chuście obmywa im stopy
Zwilża usta, choć już po sądzie, płynie pod nimi świat
Jakby skarżył ich wszystkich, że są jeszcze
Oni zaś, ich twarze mleczne i włosów gałęzie
Żywią się tylko mgłą, mgłą tylko rosną w nadziei, że ktoś ich dotknie
Że wskaże na wpół uchylone okno gdzie majaczy brzeg
Zamknięte okna zwiastują samotność
Śpiący rybak, oparty o osadzone wiosło
Zaplątał się w sieć – morski konik pociągnie go w otchłań
I gdzieś na dnie z czułością, ostatnim pocałunkiem
Przezroczysta meduza zaprze mu dech
On jeszcze przez chwilę jakby stał w wyproście
Bada przez wody krople jej miękki kształt
I dźwięk ostatni z piersi dobywa – nie zatrzaskuj okien
Wpuść więcej powietrza, inaczej nie będę spał
Wyciągnę się w łóżku jak kostur, co pod ścianą oparty czeka
Na tkliwą dłoń ślepca
I tylko plusk żałosny zamyka się nad nim głucho
I tylko wierna Weronika głaszcze jego powieki
Mówiąc do ucha – śpij, spij człowieku
Bo cisza się stała ogromna nad upływem pierwszych stu lat
Są jeszcze wiosła, by pchać, popchnąć zastały czas
I pęknie nam w oczach chmurny sarkofag
I wszyscy wejdziemy w otwarty pod światłem jak kielich kwiat
Nie pierwszych i nie ostatnich długich stu lat
Podaj mi rękę – szepcze łodyga – prosi o jeszcze jeden krok
I ciszy całun muzyką wzywa jak gościa z dalekich stron
Podaj mi rękę – płacze łodyga – czyś ty zmalował smugi niebiańskich wrót
Czyś chodził posłusznie za pługiem – przaśny chłop – drąc w ziemi koryto długie
Niby nadgwiezdny strop – podaj mi rękę – słyszę urwany głos
I widzę jak wschodzą liście w kadłubie okaleczonych wierzb
Te wierzby wiedzą, jaki je spotka los
Najgorsze jest pierwsze sto lat, a potem wrócimy na brzeg
pod zgrzebny koc...
Z tomu "Nazwijcie mnie idiotą"




Komentarze
Pokaż komentarze