Od czasu do czasu
pod gontem szczególnej nocy
przez hyzopów knoty
płotów barczyste plecy
ganków schylone głowy
od mroźnych zmierzchów
po świt widmowy
biegną jak myśli galopem
życzenia zaklęte w słowach
z ust do ust mimochodem
z ręki do ręki mkną –
wyplute przez jęzor skuty lodem
wyduszone jak jęczmień na oku
zadomowione niby w sercu sopel
unosząc wysoko nad boży padół
bydlęta stłoczone w szopce
– raz do roku i nie od razu
rozwiązują języki
wskrzeszają mowę
serdeczne zwrotki
od wieków i do wieków podobne
lustrzane skazy bliźnięta
słowem słowo przy słowie
a któż by spamiętał?
Z tomu "My wszyscy z wierszy"




Komentarze
Pokaż komentarze (1)