Marcin Małek Marcin Małek
362
BLOG

BALLADA O SPÓŹNIONYM TRAMWAJU

Marcin Małek Marcin Małek Kultura Obserwuj notkę 1

 

I

 

W spóźnionym tramwaju mieszka nienawiść

widma współpasażerów wołają litości

kiedy konduktor o złotych zębach dziurawi

ostatnie bilety na powrót do codzienności

Codzienność ukryta pod opuszkami palców

bezrobotnego muzyka zagląda ciekawie przez okna

szukając odwzajemnienia stałych bywalców

i tylko szyba nieznośnie samotna

powoli zachodzi mgłą — tłum na przystanku

tłum w środku a wszyscy jak niespokojna rzeka

pragną jedynie wyjść z siebie aby bez szwanku

wtargnąć w drugiego człowieka

 

II

 

Nie wierzcie przechodniom odzianym w opończe snów

i temu kto czeka — aż się obudzą wieki

bo tramwaj czerwony jak wstążka we włosach znów

z łoskotem wypadnie spod opuszczonej powieki

Nie wierzcie jak się nie wierzy w dobre wieści

w tym mieście jedyną rozrywką po zmroku

są opowieści o ludziach którzy w porę wysiedli

i tylko echo wzdłuż czarnych ulic rozrzuca ich kroki

i biegną wzdłuż torów głębokich jak blizny wycięte w bruku

samotne widma i cienie a miasto się kuli w szarym obłoku

a tramwaj niby hart co zwęszył trop zamiera w bezruchu

skacze do gardła i dusi ostatnich proroków umierającej epoki

 

III

 

Oto miasto — wypadki zdarzeń jak welony jaskółek

tuż przed nadejściem burzy zaćmiły nam słońce

w ciemnościach spóźniony tramwaj czerwonym pazurem

wydrapie oczy nic nie przeczuwającym czerwońcom

Mieszka pod kruchą skórą ze szkła z mosiądzu

żywi się blaskiem i wolą — świetlisty bat o dwóch końcach

a rośnie i goni żądzą!

W dolinach płytkich kanałów w studniach ślepych zaułków

zawsze nie w czasie i poza przestrzenią błądząc

w jęku i grzmocie mozolnie zdobywa przyczółek po przyczółku

aż księżyc zawsze samotny dzisiaj do głowy mu przywarł

i drogę podstępną przed nim wyczuwa

gdzie się podnosi gdzie opada a gdzie się urywa...

 

                              * * *

 

Drogi ostrzegają przechodniów

ale palce muzyka wprowadzają je w stan uśpienia

motorniczy już czeka —

konduktor ostrzy zęby twardym kamieniem

Własną śmierć opowiadają widma podobne do człowieka

podróżni na przystanku zapuścili korzenie

a tramwaj chociaż spóźniony — nie ucieka

jedyne o co w tej chwili dba to dobre wrażenie

i lunatyczna czerwień — najskuteczniejsza zachęta

dla wszystkich komu ciąży sumienie

 

10.01.2013

Przyszedłem na świat w trzecim kwartale XX wieku i jestem. Istnieje dzięki słowu i tylko w tej mierze, w jakiej sam się realizuje – m.in. poprzez język którym wytyczam własną drogę. Nie wyróżniam się w tłumie, większość z was mija mnie na ulicy nie ofiarując nawet krótkiego spojrzenia, ale ja na was patrzę i uczę się od was, jak przetrwać poza obszarem zmyślenia. Tak, żyję w zmyśleniu, stąd większość tych, których znam nie ma o mnie pełnego wyobrażenia – należę sam do siebie i dobrze mi z tym odosobnieniem. Mam tyle twarzy, ile akurat zechcę mieć w danym momencie. Bywam wielkoduszny, ale także zawistny, łaskawy i okrutny, szczodry i skąpy, zły do szpiku kości i bezgranicznie dobry. Kocham i nienawidzę, lubuje się w kłamstwie i walczę o prawdę. Wciąż szukam odpowiedzi na to kim jestem, lub na to, jak mnie widzicie. Niektórzy mówią o mnie „poeta”, inni „grafoman nie wart złamanego grosza” – nie boje się jednych i drugich. Ważne, że ktoś mnie czyta, i że mogę się przejrzeć w waszych źrenicach jak w lustrze, albo przejść przez wasze życia, jak przez tranzytowy korytarz. Jeśli więc nadal chcecie mnie poznać, proszę was tylko o jedno – wpuście mnie do środka, wtedy i ja się przed wami otworzę. Wszakże nie gwarantuje gotowego przepisu na to kim jestem – sami musicie wybrać własną odpowiedź.

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (1)

Inne tematy w dziale Kultura