Marcin Małek Marcin Małek
196
BLOG

POBUDKA

Marcin Małek Marcin Małek Kultura Obserwuj notkę 1

 

 

Otwórz nam otwórz
bezpański witraż 
zorzę świtów i brzasków
 
zbielałe powieki jak ciasny lufcik
prześwit w dachówce do innych światów
nad którym gołębie cukrówki 
śnią snem ciężkim nie słysząc pobudki
 
a wpuśćcie nas wpuście
puszystym rozbłyskiem
wdmuchnie się trzepot skrzydeł
wydartych zielonym  ważkom 
i srebrnym rybom
 
i z ust zdziwionych 
oddech odpadnie miękki
jak piskląt szczebiot zlękniony
kiedy ze ścieżek dziecięcych
wydłubią nas czarne kruki i białe wrony
 
kiedy z powietrza wstaną cienie 
chłonąc chwilę jak światło
w którym przez moment tonęła ziemia
i gałąź kwitła zielenią za oknem 
by wydrzeć mam z oczu punkt widzenia
i rozpuścić po świecie wody żałosne
 
by wszystkich nas poodmieniać 
 
– I już nie wybuchną następne wiosny –
 
Księżyc maleńki i gwiazdek kropki 
sfruną z landszaftu pod groty pieśni
Kto nas doścignie kto dogoni
a kto dosięgnie i żal obetrze
jak wstyd dłonią z nabrzmiałych skroni
i biel i fiolet i zieleń
bulwiastych piwonii 
spłyną po wiklinowej nocy dławiącym powietrzem
 
I sny malowane na szkiełku
staną nam w oczach jak żywe
iść – w zgiełku 
stać – mściwiej 
Senne są myśli gołębie
a dzioby ostre jak włócznie 
śniąc przebić nie mogą szeptu 
i tylko gałązki rosną zazdrośnie
żywiąc w igliwiu pamiątki po wzroku
– rudozłote krople  
 
Zamknij powieki jak okiennice 
spóźnionym oddechem
w bezruchu nachyl się czule 
nad dymem niebieskich ptaków
za piórem pióro pióro za piórem
odnieś nas przez pierzeje lustrzane
gdzie dni trwają murem
przy ścianie ściana ściana przy ścianie
na drugą stronę na stronę długą
gdzie dzień się zaczyna jak co dzień
gwiżdżącą niby kula pobudką 
sygnałem ostrym jak promień
 

Przyszedłem na świat w trzecim kwartale XX wieku i jestem. Istnieje dzięki słowu i tylko w tej mierze, w jakiej sam się realizuje – m.in. poprzez język którym wytyczam własną drogę. Nie wyróżniam się w tłumie, większość z was mija mnie na ulicy nie ofiarując nawet krótkiego spojrzenia, ale ja na was patrzę i uczę się od was, jak przetrwać poza obszarem zmyślenia. Tak, żyję w zmyśleniu, stąd większość tych, których znam nie ma o mnie pełnego wyobrażenia – należę sam do siebie i dobrze mi z tym odosobnieniem. Mam tyle twarzy, ile akurat zechcę mieć w danym momencie. Bywam wielkoduszny, ale także zawistny, łaskawy i okrutny, szczodry i skąpy, zły do szpiku kości i bezgranicznie dobry. Kocham i nienawidzę, lubuje się w kłamstwie i walczę o prawdę. Wciąż szukam odpowiedzi na to kim jestem, lub na to, jak mnie widzicie. Niektórzy mówią o mnie „poeta”, inni „grafoman nie wart złamanego grosza” – nie boje się jednych i drugich. Ważne, że ktoś mnie czyta, i że mogę się przejrzeć w waszych źrenicach jak w lustrze, albo przejść przez wasze życia, jak przez tranzytowy korytarz. Jeśli więc nadal chcecie mnie poznać, proszę was tylko o jedno – wpuście mnie do środka, wtedy i ja się przed wami otworzę. Wszakże nie gwarantuje gotowego przepisu na to kim jestem – sami musicie wybrać własną odpowiedź.

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (1)

Inne tematy w dziale Kultura