Marcin Małek Marcin Małek
416
BLOG

Z NIEDOKOŃCZONEJ WYPRAWY

Marcin Małek Marcin Małek Kultura Obserwuj notkę 0

 

 

Niby wczoraj twój głos przybiega 
i zmartwychwstanka w piasku się kręci
a my ręką jak struna powietrza
sięgamy pod owal ciemnego nieba 
 
Obce usta wydęte trwogą
krzyczą zawzięcie
– nie trzeba
– nie trzeba!
 
Z białych dróg rzek skutych lodem
wracają do domów wynędzniałe zwierzęta
i można pomyśleć że śpi w nich człowiek
a sen jego jak wyrzeźbiony kamień pamięta
wciąż jeszcze pamięta czym pachnie młodości
 
Cherubów cienie mkną przez widnokrąg
wierzchem na białych łaniach
czas zgubił tempo i ziemia toczy się z wolna
wronią się bliźni w czas (nie)kochania
dogasa świtu blada pochodnia 
 
Oto są rycerze z legendy 
lądy pękają im pod stopami
łopoczą na wietrze ospałe chorągwie
i dzwoni noc gwiazd ostrogami
 
Tabor rozłożył się wzdłuż traktu
nieopodal krwawią wiśniowe sady
stąd już blisko do zamku
ostatniej stacji z niedokończonej wyprawy
 
Odpocznę u brzegów dębowej wody 
koń się napoi widokiem znajomych ptaków
jakież to dukty zwiodły nas w te gościnne progi
gdzie liści szelest odbiera pamięć wygnanym
 
Tyle wód upłynęło od pożegnania
tylu ludzi umarło w moim sumieniu
tylko ja nie chcąc myśleć o umieraniu 
sam żyję we własnym widzeniu
 
Jakie mi góry stężałe w zamyśleniu 
koń wystuka po trzykroć z podkowy
jestem jedynie własnym życzeniem
i na własne życzenie nie wracam z Golgoty
 
Oto padają cienie na miasto 
na wieże zatknięte wśród domów
jak dłonie tęsknoty czy maszty
porzuconych galeonów
w których ptak uwił gniazda
i spłodził pisklęta 
 
Oto milczący świadkowie
głos im powrócił — od święta
 

Przyszedłem na świat w trzecim kwartale XX wieku i jestem. Istnieje dzięki słowu i tylko w tej mierze, w jakiej sam się realizuje – m.in. poprzez język którym wytyczam własną drogę. Nie wyróżniam się w tłumie, większość z was mija mnie na ulicy nie ofiarując nawet krótkiego spojrzenia, ale ja na was patrzę i uczę się od was, jak przetrwać poza obszarem zmyślenia. Tak, żyję w zmyśleniu, stąd większość tych, których znam nie ma o mnie pełnego wyobrażenia – należę sam do siebie i dobrze mi z tym odosobnieniem. Mam tyle twarzy, ile akurat zechcę mieć w danym momencie. Bywam wielkoduszny, ale także zawistny, łaskawy i okrutny, szczodry i skąpy, zły do szpiku kości i bezgranicznie dobry. Kocham i nienawidzę, lubuje się w kłamstwie i walczę o prawdę. Wciąż szukam odpowiedzi na to kim jestem, lub na to, jak mnie widzicie. Niektórzy mówią o mnie „poeta”, inni „grafoman nie wart złamanego grosza” – nie boje się jednych i drugich. Ważne, że ktoś mnie czyta, i że mogę się przejrzeć w waszych źrenicach jak w lustrze, albo przejść przez wasze życia, jak przez tranzytowy korytarz. Jeśli więc nadal chcecie mnie poznać, proszę was tylko o jedno – wpuście mnie do środka, wtedy i ja się przed wami otworzę. Wszakże nie gwarantuje gotowego przepisu na to kim jestem – sami musicie wybrać własną odpowiedź.

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze

Inne tematy w dziale Kultura