Marcin Małek Marcin Małek
304
BLOG

ATLANTYDA

Marcin Małek Marcin Małek Kultura Obserwuj notkę 0

 

Małgosi
 
Mówisz, że wiesz bo śniłaś,
że byłaś bo sen przemienił twe oczy
w galaktyczne stawy 
o drugim i trzecim dnie,
wysrebrzył łzy w wartkie potoki
i rzęsom darował skrzydła czyniąc z nich ptaki.
 
Lato błądziło złotą iskrą, zaraz po wschodzie słońca
budził cię wiatr i szłaś do pracy 
przez ogrody nadziemskich malw,
ja w domu układałem zaklęcia 
bojąc się wyobraźni, jak kat, 
który się wstydzi własnego rzemiosła,
ścinałem głowy niechcianym wierszom,
sypałem piach na krew jeszcze ciepłą,
tak by nie wzeszła z zadanych ran.
 
A ty czasem współczułaś — 
starając się okazać coś na kształt zrozumienia,
miłość odebrała ci zdolność trzeźwej oceny,
więc tego, co ze mną się działo nie bardzo świadoma
upatrywałaś w cieniu męczeństwa 
skazanych na śmierć strof.
 
Łącząc nazwę i formę w jedno — jak Atlantydzi 
myślimy, że ruch krwi powinien być ruchem triumfu
tego wszystkiego, co wyzwala w człowieku
wyższą konieczność pozostawania maleńkim.
 
Że zapach bzów,
dogasający ogień pod ciężarem deszczu, 
mrówka i słoń z porcelany — zwiastun szczęścia
unieruchomiony w oczywistym miejscu, 
na ciepłym kamieniu domowego ogniska —
że już sama ich aura, esencja przydadzą nam siły 
i pokierują w wędrówce do sedna, 
w sam środek błędnego koła słusznych koncepcji. 
 
Bo jakżeby serce mogło zaniechać oporu
wobec rozognionego rozumu
z nieskończonego czerpiąc energię oczarowania
siłą z pozoru wątłych obietnic.
Ale gdzie pomiędzy nimi jest ona —
najdroższa ze wszystkich śmiertelność?
Gdzie trwoga lat, która niszcząc ocala?
 
To już za trudne pytania,
pod ich ciężarem ugina się wieczność 
niezmąconego spokoju,
tracąc lekkość z trudem ocalonych
poranków i wieczorów —
świadczy tylko przeciw istnieniu,
jak długi cień Atlantydy 
uśpiony pod powierzchnią 
budzącego się z burzy oceanu wstydu.
 
 
 
24.04.2013

 

Przyszedłem na świat w trzecim kwartale XX wieku i jestem. Istnieje dzięki słowu i tylko w tej mierze, w jakiej sam się realizuje – m.in. poprzez język którym wytyczam własną drogę. Nie wyróżniam się w tłumie, większość z was mija mnie na ulicy nie ofiarując nawet krótkiego spojrzenia, ale ja na was patrzę i uczę się od was, jak przetrwać poza obszarem zmyślenia. Tak, żyję w zmyśleniu, stąd większość tych, których znam nie ma o mnie pełnego wyobrażenia – należę sam do siebie i dobrze mi z tym odosobnieniem. Mam tyle twarzy, ile akurat zechcę mieć w danym momencie. Bywam wielkoduszny, ale także zawistny, łaskawy i okrutny, szczodry i skąpy, zły do szpiku kości i bezgranicznie dobry. Kocham i nienawidzę, lubuje się w kłamstwie i walczę o prawdę. Wciąż szukam odpowiedzi na to kim jestem, lub na to, jak mnie widzicie. Niektórzy mówią o mnie „poeta”, inni „grafoman nie wart złamanego grosza” – nie boje się jednych i drugich. Ważne, że ktoś mnie czyta, i że mogę się przejrzeć w waszych źrenicach jak w lustrze, albo przejść przez wasze życia, jak przez tranzytowy korytarz. Jeśli więc nadal chcecie mnie poznać, proszę was tylko o jedno – wpuście mnie do środka, wtedy i ja się przed wami otworzę. Wszakże nie gwarantuje gotowego przepisu na to kim jestem – sami musicie wybrać własną odpowiedź.

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze

Inne tematy w dziale Kultura