Boje się kiedy umarli
budują mosty z rozpaczy
wolałbym widzieć ich uśmiechniętych
po drugiej stronie nocy
Być panem sytuacji! To znaczy: nie bać się własnej przeszłości, teraźniejszości, przyszłości. Objąć pamięcią wszystko, każdy ułamek, tego, co widziałem, widzę, zobaczę! Czuć głęboko pod skórą najsłabszy oddech poranka, najlżejsze drżenie nocy. Dawać odpór słowom zarówno własnym i obcym. Być wszechobecnym, wszechwładnym, wszechmocnym, ale nie współczującym…
Tylko, czy wtedy, nadal pozostałoby we mnie coś z poety?
Jeśli kiedyś urodzi się człowiek, który uradzi z prochu i kości podnieść do życia wszystko na tyle żywe, jak przed czasem, kiedy poezja była z rzeczy, a rzeczy z poezji, – jeśli się kiedyś urodzi, będzie to koniec mojej profesji.
Bo po prawdzie, ktoś może wątpić, ale poezja bierze swój początek z nadmiaru przykrych doświadczeń, lub z niedosytu szczęścia: tego, które uleciało, ulatuje, bądź zaraz się ulotni – czas wchłania radość jak gąbka – szczęście, przez ułamek sekundy może zaistnieć jedynie w teraźniejszości. A teraźniejszość, czego każdy zdążył doświadczyć, nie zna litości.
Czyżby poeta urodził się tylko po to, aby zrozumieć, że sztuka to najwyższa ze wszystkich ulotnych ulotność? Czy nie dlatego Opatrzność stworzyła go ułomnym, aby nie rozpadł się pod ciężarem piękna?
Warszawa
07.05.2013
Komentarze
Pokaż komentarze (4)