a nie ...ja?
Pani Janina Jankowska, Przewodnicząca Rady Programowej TVP, nie tylko zorientowała się w sytuacji i zauważyła, że trwa kampania wyborcza, ale znalazła receptę (czytaj - sposób) na taki ich przebieg, żeby na końcu był osiągnięty oczekiwany przez wszystkich rezultat, czyli "Dobro Polski"!
Zatem należy przygotowywać bardziej komunikatywną ALTERNATYWĘ PROGRAMOWĄ w stosunku do PO. Alternatywę, która wzbogacałaby i rozwijała to, co w wizji braci Kaczyńskich było dla Polski dobre. Siły prawicy trzeba łączyć a nie wzajemnie się wykrwawiać. Pan, politolog i tego nie rozumie?
Ze swoim odkryciem skierowała się do niejakiego Marka Migalskiego, którego jedyną zasługą w dziele budowania dobrotytu Polski jest dopchanie się do europejskiego koryta i chłeptanie z niego nie według zasług, a według potrzeb.
Czy Migalski to wyjątek? Kampania wyborcza do samorządów lokalnych ujawniła ciekawą tendencję. Rządzić chcą nami wszyscy: od alfonsów do prostytutek, od grabarzy, do tych, którzy dostarczają im roboty, od fakirów, do gimnastów, etc.
A co oni nam proponują w zamian za nasz głos? Czytam uważnie wszystkie możliwe źródła i źródełka i dostrzegłem ciekawą tendencję:
Wszyscy kandydaci na żłobożerców zapewniają nas, że wiedzą jak uczynić nas szczęśliwymi za nasze własne pieniądze (a nasze pieniądze to budżet, dotacje europejskie i kredyty).
Nikt, nawet przereklamowani JKM i Czesław Bielecki nie robią stawki na nauczenie nas, jak zarabiać takie pieniądze, żeby nie bać się długu publicznego, żeby przestać żyć w kredyt, etc.
Nikt, nawet Tusk i Kaczyński nie chwalą się znajomością z prof, Geistem (literackim bohaterem powieści "Lalka"). Nikt nie ma w komandzie współczesnego Tesli. Dla nikogo Łomonosow czy Ciółkowski to nie wzorce.
Więc pytam was, Salonowcy ... Dlaczego nie ja???
Inne tematy w dziale Polityka