Serwisy informacyjne podawały dziś wieści napływające z Gruzji. W stolicy tego kraju miała miejsce największa demonstracja opozycji od kilku lat. Ostatnie takie zajścia wyniosły do władzy obecnego prezydenta tego kraju, Michaiła Sakaszwilego.
Dzisiejsza akcja opozycji zgromadziła ok. 50 tyś ludzi. Protestowali z jednej z strony przeciw pogarszającej się sytuacji bytowej z drugiej przeciwko korupcji, która ich zdaniem panuje w najwyższych kręgach władzy. Domagają się przyspieszonych wyborów parlamentarnych oraz prezydenckich, zmianę ordynacji wyborczej a także zmiany składu komisji wyborczej.
Ruch Narodowy odrzucił jednak żądania opozycji. Na kompromis skłonny jest iść sam prezydent, zaproponował przesunięcie terminu wyborów. Prezydenckie miałby odbyć się n jesień przyszłego roku a parlamentarne na wiosnę.
Z obecnego zamieszania w Gruzji nie omieszka skorzystać Rosja, która za każdym razem jak tylko może daje prztyczka w nos obecnej ekipie rządzącej w Gruzji. A to przez podsycanie separatyzmów wewnątrz republiki, a to znów przez wstrzymanie importu gruzińskiego wina, czy tez urządzając różnego typu prowokacje graniczne. Nie ma się co dziwić, dla Putina Sakszwili jest jak Castro dla Busha. Za wszelką cenę Rosja chciałby mieć w swoim „miękkim podbrzuszu” jakiś bardziej sprzyjający reżim. Dla Moskwy każdy inny człowiek na stanowisku prezydenta będzie lepszy od Sakaszwilego, tym bardziej jeśli dojdzie do władzy dzięki jej poparciu.
Sam prezydent Gruzji znalazł się w trudnym położeniu. Dokonał zwrotu w nastawieniu kierunku polityki zagranicznej z prorosyjskiego na trochę bardziej proamerykański. Jednak powiedzieć o Sakaszwilim, że prowadzi politykę antyrosyjską to jednak o wiele za dużo. Na to po prostu nie może sobie pozwolić. Decydują o tym przede wszystkim powiązania gospodarcze. To one sprawiają, że Gruzja mimo wszystko pozostała członkiem WNP. Geopolityka sprawia, że marzenia o członkostwie w NATO jednak pozostaną jeszcze przez długi czas jedynie marzeniami. Nie mówiąc o wstąpieniu do UE.
Kiedy Sakaszwili obejmował rządy cieszył się powszechnym poparciem. Jak zawsze w takich sytuacjach działa tu głównie nadzieja, że teraz już będzie lepiej. I jak też zwykle bywa te nadzieje szybko zaczęły się rozmywać. W wyniku reform Gruzja stała się szybko rozwijającym krajem, jedna równie szybko wzrasta przepaść między bogatymi a biednymi. W takiej sytuacji byle co wystarczy do wybuchu niezadowolenia. W tym przypadku iskrą zapalająca była dymisja ministra obrony, który krytykował głowę państwa za korupcje.
I tutaj przychodzi test na demokratyczność gruzińskiego ustroju. Czy władza będzie tam sprawowana od jednego wybuchu niezadowolenia do drugiego? Czy też uda się zastosować mechanizm elekcyjny? Czy w razie przegranej Sakaszwili odda władzę? Czy jego następcy w razie przegranej przyjmą ją do wiadomości?
Kiedy Gruzję opanowała rewolucyjna fala, wszyscy wypychali sobie usta frazesami o demokratyczności zachodzących zmian. O to wygrywa demokracja. Gruzja wchodzi na drogę demokratyczną. I tak można by jeszcze wymieniać. Ale dopiero odpowiedź na postawione wyżej pytania pozwoli nam rzeczywiście stwierdzić czy „rewolucja róż” pchnęła państwo gruzińskie na tory demokracji, czy była jedynie jednym z wielu rewolucyjnych epizodów w historii tego kraju.


Komentarze
Pokaż komentarze (1)