Wybory parlamentarne w Kosowie wygrało ugrupowanie niedawnego bojownika UCK Hashima Thaciego, który zapowiedział ogłoszenie przez Kosowo niepodległości na początek grudnia. Zwycięska partia zdobyła 35 % procentowe poparcie przy frekwencji, która nie przekroczyła 50 %. Wybory zostały całkowicie zbojkotowane przez Serbów.
Zresztą wynik wyborów to rzecz drugorzędna. Każda ze startujących partii w swoim programie ma zawarty postulat odłączenia Kosowa od znienawidzonej Serbii. To po pierwsze, a po drugie Albańczycy czują się silni poparciem ze strony Waszyngtonu, który ich postulaty w pełni popiera. Zresztą nie tylko Waszyngton, także część państw europejskich takie aspiracje przyjmuje z aprobatą.
Ale to jest taka prosta sprawa uznać niepodległość tej Serbskiej prowincji. UCK to w rzeczywistości taki sam ruch separatystyczny jak Baskowie w Hiszpanii, IRA w Irlandii Północnej czy Czeczeńcy w Rosji, o innych narodach tego regionu nie wspominając. Uznając teraz niepodległość Kosowa społeczność międzynarodowa da wyraźny sygnał wszystkim tego typu ruchom, pokaże im drogę, którą te niewątpliwie pójdą. Zacznie się prawdziwy festiwal na rzecz „uciskanych narodów” Europy i nim się obejrzymy kraje, w których istnieją podobne konflikty spłyną krwią. Nikt tego nie będzie w stanie zatrzymać, w odpowiedzi na wszelkie argumenty będzie pojawiał się zawsze przykład Kosowa.
My jako naród zawsze wielkimi sympatiami darzymy tego typu postulaty. Mając w pamięci własne przeżycia z XIX wieku rozumiemy co przeżywają i czego pragną. Trzeba jednak zdać sobie sprawę, że zjawisko to jest rzeczywistym niebezpieczeństwem dla ładu międzynarodowego. Nie dotyczy ono bezpośrednio naszego kraju. W sposób pośredni na pewno nas nie ominie zamieszanie związane z nasileniem działalności ruchów separatystycznych. Od chociażby od strony gospodarczej, czy też przez osłabienie rządów centralnych itp.
Ponadto warto sobie zadać pytanie czy Albańczycy są w stanie stworzyć stabilne państwo w Kosowie? Czy nie będzie to przypadkiem kolejna kulejąca państwowość na naszym kontynencie? Czy taki mały kraj zrujnowany przez wojnę będzie w stanie się utrzymać bez pomocy międzynarodowej? Śmiem w to wątpić. Cały entuzjazm wyparuje po krótkim czasie, kiedy zaczną się problemy. Kiedy okaże się, że zagraniczne inwestycje nie napływają, kiedy bezrobocie nie będzie spadało do głosu zaczną dochodzić kolejne partie i ugrupowania, które mogą przynieść na Bałkanach jedynie kolejne długie lata niepokojów.
Rozwiązanie? ONZ wchodząc do tej prowincji wzięło na siebie odpowiedzialność za utrzymanie tam pokoju. I go utrzymuje w sposób sztuczny zamrażając konflikt. Wyjścia są trzy. Pierwsze niepodległość i wszystkie konsekwencje z tym związane. Drugie to pozostawienie przy Serbii i powrót wojny. Trzecie utrzymanie stanu obecnego zamrożenia. Żadne z tych wyjść nie jest dobre, a jedno jest gorsze od drugiego.



Komentarze
Pokaż komentarze (14)