Marcin K. Marcin K.
50
BLOG

Hiszpania - Republika, która nigdy nie miała przetrwać.

Marcin K. Marcin K. Polityka Obserwuj notkę 1

Wśród mitów pomieszanych z faktami toczy się cała historia. To wszystko, co przyjmujemy a priori za pewnik w pewnym momencie traci racje bytu. Bohaterowie okazują się zdrajcami i ludźmi „małej wiary”. Wielkie zwycięstwa stają się mniejsze, albo całkowicie przeradzają się w klęski. Z kolei ci wyszydzany odnajdują swoja jasna stronę na kartach dziejów. Tak łatwo upraszczać wydarzenia. Sprowadza je do tylko dwóch aspektów bieli i czerni, bądź bohaterstwa bądź nikczemności. Pomijamy wszystko co pomiędzy tymi dwiema skrajnościami. Z lubością wydajemy sądy o tym czy o tamtym. Historia to przewrotna nauka. Często zmienia swe oblicze, jeszcze częściej zmienia swych bohaterów, ukazując różne ich oblicza. Różne od tych do jakich przywykliśmy, jakie wbijano nam do głowy przez wszystkie lata edukacji.

 

Takim właśnie uproszczeniom poddawany jest problem republikańskiej Hiszpanii z lat 1931 – 1939. Dziś tak łatwo powiedzie, że owa republika to poronione dziecko republikanów – komunistów. Skażona od początku komunistycznym piętnem powinna czym prędzej zniknąć w niepamięci, aby tylko czasem nie zechciała się kiedyś odrodzić. Ile w tym prawdy nas nie interesuje. Przyjmujemy schemat i według niego działamy. Nie zastanawiamy się kim byli hiszpańscy republikanie z lat 30 ubiegłego wieku. 

Prawdy w tym, że jak republikanin to komunista, jest mniej więcej tyle co w tezie, że każdy Polak to katolik. Kiedy rodziła się Hiszpańska republika organizacja komunistyczna były w stanie niemal całkowitego zaniku. Rozbita przez ciągłe aresztowania, zapędzona do podziemia, prowadziła działalność głownie z terenu Francji. W Hiszpanii końca lat 20 cała komunistyczna organizacja liczyła raptem… 800 osób. Czy z taka ilością członków można było mieć wpływ na bieżące wydarzenia polityczne? Mozna tu dodac, która jest przeciwna burżuazyjnej republice i domaga się socjalizmu?

 

 Przyjmujemy dziś za pewnik całkowite podporządkowanie jakichkolwiek organizacji komunistycznych Moskwie. Kiedy słyszymy partia komunistyczna to z miejsca nasuwa się agentura radziecka. I wiele w tym prawdy. Widać to także na przykładzie hiszpańskich komunistów. Ale na ich przykładzie widać równie dobrze, a może nawet i lepiej, wyjątki od tej reguły. Bo ta „współpraca” nie zawsze przebiegała po myśli Sekretariatu Kominternu. Wiele razy można trafić na zarzuty o nie wypełnianie zaleceń. Nie jest realizowany program. Kierownictwo ma zbyt dobre kontakty z prawicowym skrzydłem Komunistycznej Partii Francji. Partia jest zbyt przychylna anarchistom. Nie prowadzicie takiej działalności wśród robotników, jakiej od was oczekujemy. Blokujecie awanse działy, których my chcemy promować.

 

Takie zarzuty przewijają się przez istnienia partii w Hiszpanii. Oburzeniu nie się co dziwi. KPH w całości finansowana była z moskiewskich pieniędzy. Od propagandy po żarówki pieniądze szły z kasy Kominternu i Profinternu. To jak, my ich finansujemy, a oni robią sobie co chcą? Tak być nie może, trzeba cos z tym zrobić.

 

I zrobiono. Kiedy w marcu 1932 roku odbył się zjazd w Sewilli, który nie tylko potwierdził poparcie dla obecnego Sekretarza Generalnego – Buljechosa, ale mało tego na swoje obrad chciał zaprosić przedstawicieli odłamowców, miarka dla centrali się przelała. Rozpoczęła się kampania nienawiści w komunistycznym stylu. Nie szczędzono krytyki ani trockistom, ani mauristom. W takiej sytuacji SG KPH ustąpił ze stanowiska. Ale tego było za mało. W październiku tego samego roku Sekretariat Kominternu podejmuje decyzje o wykluczeniu nie dawnego przywódcę komunistycznego i jego współpracowników z szeregów partii. Teraz można było przejąć kontrole na partią. Na stanowisko „wybrano” Jose Diaza. Jeszcze pięć lat wcześniej był znienawidzonym anarchistą, teraz został bolszewikiem z krwi i kości, zaufany Stalina.

 

Miało być o republice, która skazana była na klęskę. Wyszło o czymś. To nie ma by niczyja obrona, bo żadna postać ruchu komunistycznego nie jest jej warta. Każda z nich ma coś za uszami. Niektórzy robili, to co robili z wiary w ideały, inni z czystego wyrachowania. Nie ważne, cel nie uświeca środków… ale czy wolno mi ich sądzić?  

akima
Marcin K.
O mnie Marcin K.

...dziś stało się wczoraj a jutro staje się dziś...

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (1)

Inne tematy w dziale Polityka