Kiedy umarł Jan Paweł II w polskich mediach nie było chyba dziennikarza, który nie mówił by, że odszedł Jan Paweł Wielki. Pełno ciepłych słów pod adresem papieża-polaka wypowiedział na pogrzebie Joseph Ratzinger , który już jako jego następca Benedykt XVI wielokrotnie mówił o swoim wielkim poprzedniku.
Ile z tego zostało dziś? O przydomku „Wielki” rzadko kto wspomina. Proces beatyfikacyjny trwa dalej i z „santo subito” trzeba jednak czekać nie wiadomo jak długo. Ale nie to jest chyba w tym wszystkim najważniejsze.
Kiedy konklawe wybrało Benedykta XVI znów zachłystywano się na temat tego, że tak naprawdę to będzie on kontynuował drogę swego „wielkiego poprzednika”. Kościół czasów Benedykta miał być przedłużeniem Kościoła czasów Jana Pawła.
Ale tak nie jest. Pierwsze oznaki to Msza Trydencka i próba ocieplenia stosunków z tzw. Lefebrystami. Później ich de-ekskomunika. Po tych krokach widać, że Kościół według Benedykta to zupełnie inny Kościół niż ten Jana Pawła, Pawła VI i Jana XXIII.
Jaki to Kościół? Krytycy zakrzykną, że zamknięty, zacofany i antyekumeniczny. Będą przypominać o nauczaniu Vaticanm II, od którego obecna głowa Kościoła zdaje się dystansować. Będą też podnosić larum, że przeminął „wielki duch odnowy”, który panował za jego poprzedników.
Ale czy prawda? Myślę, że obecny papież o wiele bardziej zdaje sobie sprawę z niebezpieczeństw i trudności czasów jakie są przed nami niż jego „wielki poprzednik”. Dlatego te wszystkie kroki skierowane w stronę kół konserwatywnych, stąd to zwieranie szeregów. Stad też powrót do tego co zapewniło trwanie Kościoła w czasach dla niego najtrudniejszych, w czasach reformacji.
Stąd moje tytułowe zastanowienie. Skoro Benedykt XVI odwołuje bulle Jana Pawał II, skoro zmienia tory na których porusza się Kościół to może „nasz papież” Jan Paweł II wcale nie był „Wielki”, a może miał jedynie długi pontyfikat?



Komentarze
Pokaż komentarze (26)