7 obserwujących
49 notek
162k odsłony
1356 odsłon

Wywiad – prof. Lewicki „Demokracja Ery Kamienia Łupanego”

Wykop Skomentuj4

 

Jesteśmy na etapie, w którym przez demokrację rozumiemy prawo wszystkich do myślenia tak jak my. Do Sejmu dostają się ludzie przypadkowi. Bez wykształcenia. Bez przygotowania. Lizusy. Ludzie z połamanymi kręgosłupami. Brak nam autorytetu, który by narzucał reguły dyskursu publicznego – mówi profesorZbigniew Lewicki,literaturoznawca, amerykanista i jednocześnie politolog, dyrektor Departamentu Ameryki MSZ latach 1990-1995.

Taka nam wyszła diagnoza Polski, a zasadniczo rozmawiać mieliśmy o „Lincolnie”, filmie, który dostał dwa Oscary, Złoty Glob i Bóg wie ile do nich nominacji.

 

 

 

Pan często porównuje Stany Zjednoczone z połowy XIX wieku do tego, co dzieje się w Unii Europejskiej dziś. Po obejrzeniu filmu „Lincoln” przyznajemy: jest o czym rozmawiać.

Koledzy bardzo mnie krytykują za takie porównania, twierdząc, że formalnie rzecz biorąc, USA to jedno państwo. A przecież „state” znaczy państwo właśnie. 13 niezależnych państw połączyło się w Unię, do której potem dołączyły kolejne. Do dziś wszystkie stany mają wszelkie atrybuty państwowości: granice, konstytucję, władze wykonawcze, parlament i sądownictwo. Zdecydowały się tylko oddać Unii politykę zagraniczną i parę innych tematów. Jeżeli się pan przeprowadza ze stanu do stanu, musi pan zrobić nowe prawo jazdy. Pomiędzy stanami przestępców się ekstraduje. Tak działają państwa. W tym sensie Unia Europejska da się porównać do Stanów. Różnica polega na tym, że tam ten proces następował powoli i z wstrząsami, bo nie wszystkim odpowiadał.

Natomiast my w Europie robimy wszystko na chybcika. Na już. Wspólne to, wspólne tamto… Nie było refleksji. Wielka Brytania pyta: a może nie… w wielu innych krajach także słychać, że może nie o to chodzi. To jest naturalny proces. W Stanach też były momenty, kiedy poszczególne stany mówiły: chcemy mieć prawo niestosowania ustaw przyjętych przez Kongres. Tak jest do dzisiaj. Małżeństwa homoseksualne są dopuszczalne w jednych stanach, a w innych nie. Odrębność jest potrzebna. Refleksja jest potrzebna. Czasami nawet bunt jest potrzebny. Unia Europejska jest tworzona z ogromną szybkością w sytuacji braku wspólnoty językowej.

 

I kulturowej.

I historycznej, i jakiejkolwiek. Ale to język sprawił, że Ameryka jest jednym państwem.

 

Chrześcijaństwo jest tym, co powinno łączyć Europę.

Ale jest podzielone. Gdybyśmy wszyscy byli protestantami albo katolikami, byłoby łatwiej. Ale toczy się rzeczywista walka między Rzymem a Canterbury. Niby wyznania chrześcijańskie, a nie mogą się dogadać.

 

Łączy nas tylko strach przed wojną?

Nie. Łączy nas zachłyśnięcie ideą. Że będziemy silniejsi, jak będziemy jednością. No i niewątpliwie łączą nas korzyści ekonomiczne.

 

W Stanach przed wojną secesyjną był ekonomiczny konflikt między Północą a Południem.

To był konflikt filozofii państwa. Czy ma być nowoczesne jak Północ – mieć przemysł, potencjał, coraz szybciej się rozwijać, czy ma pozostać państwem agrarnym.

 

Chodziło więc o rewolucję przemysłową?

Tak, to był ostateczny etap amerykańskiej rewolucji kapitalistycznej, która przesądziła o tym, że Stany nie poszły w kierunku uzależnienia się od wykorzystywania ogromnych zasobów ziemskich, choć do dzisiaj produkują mnóstwo żywności. Model południowy wyglądał tak: produkujemy bawełnę, sprzedajemy ją, a pieniądze wydajemy. Nie budujemy przemysłu, nie rozwijamy edukacji, nie rozwijamy niczego, bo nas stać na zakup wszystkiego.

 

Lincoln wiedział, że trzeba pójść w kierunku rozwoju nowoczesnego państwa.

Tak, on wiedział, na czym polega budowanie nowoczesnego państwa. Nie zależało mu jednak na wojnie. Wolałby osiągnąć cel bez niej i nie on ją rozpoczął. Został do niej przymuszony przez zupełnie irracjonalne postępowanie grupy – bo nawet nie całego Południa – grupy Południowców. Dla nich to były kwestie ambicjonalne. Pytanie brzmiało, czy model amerykański polega na powszechności niewolnictwa i wyjątkach od tego, czy polega na powszechności wolności i wyjątkach od tego na Południu. Południe nie chciało być traktowane jako gorsze. Jako ci „dzicy z Południa”, „te chamy, które mają niewolników”.

 

Ameryka B.

Dokładnie. Zdarzyło się jednak coś jeszcze, coś nieoczekiwanego: niebywała popularność „Chaty wuja Toma”. Pierwszy raz w historii „panowie” czytali o biednym niewolniku… Autorka nigdy nie była na Południu, nie miała pojęcia, jak wyglądało tam życie. Napisała jednak super-hiper-bestseller, w którym nagle ci Murzyni dostali imiona! Wcześniej to byli niewolnicy. A kto to jest niewolnik? Nie wiem. Ale Tom czy jakaś inna Eliza…

 

Dostał osobowość.

No właśnie. Bity, źle traktowany, ale nieodmiennie szlachetny niewolnik… wszyscy płakali, czytając. To był taki superharlequin. Ludzie się tym zaczytywali, nawet dorośli, wykształceni mężczyźni. Nagle zaczęto postrzegać Południe jako krainę dziką, skoro tak traktuje Toma. A Południowcy byli bardzo, bardzo dumni. To był naprawdę naród – znaczy półnaród – z wielką kulturą i wielkim poczuciem dumy. To widać w „Przeminęło z wiatrem”: była szlachta, arystokracja państwowa, a Północ to byli nuworysze. I nagle ci nuworysze zaczęli mówić szlachetnym Południowcom, że są prymitywnymi chamami. Wobec tego nie chcieli oni mieć z nimi wspólnego państwa.

Wykop Skomentuj4
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale