marcinwie marcinwie
45
BLOG

Likwidator pilnie poszukiwany

marcinwie marcinwie Polityka Obserwuj notkę 0

„Raz zdobytej władzy - nigdy nie oddać" to podskórna zasada działania każdej biurokracji. Jeśli urzędnik może o czymś decydować, nigdy z tego dobrowolnie nie zrezygnuje. Co najmniej od dziesięciu lat, każdy nowy rząd obiecuje uprościć zasady funkcjonowania polskiej gospodarki i żadnemu się nie udało. Teraz, jakie to trudne, przekonuje się Jarosław Kaczyński.

           Niecałe dwa miesiące temu, wraz z młodym i zdolnym wiceministrem skarbu Michałem Krupińskim i towarzyszącym im na telebimie Romanem Kluską, na warszawskiej giełdzie, przedstawił projekty pierwszych ustaw, składających się na słynny pakiet określany nazwiskiem biznesmena. Wczoraj Rzeczpospolita doniosła, że z krytykowanych przez przedsiębiorców, już na starcie za zbyt mały radykalizm, projektów, po tzw. „konsultacjach międzyresortowych" prawie nic nie zostało. Roman Kluska skomentował to krótko: „Armia urzędników jest potężna i skuteczna". Premier na razie milczy, choć mógł się domyślać, jak to wszystko się skończy.

           Pierwsze zderzenie z urzędniczą wszechwładzą miał przecież znacznie wcześniej. Mało już kto pamięta, jak na jednej z konferencji prasowych, w pierwszych miesiącach po objęciu urzędu, spytany przez jednego z dziennikarzy o „jedno okienko, w którym będzie można zarejestrować firmę", zaczął opowiadać, jak to zwrócił się w tej sprawie do odpowiedzialnych ministrów finansów i skarbu. Ci odpowiedzieli, że jak najbardziej, to świetny pomysł, tylko muszą to skonsultować ze swoimi urzędnikami. Poczym po dwóch tygodniach ministrowie oznajmili premierowi, iż ich urzędnicy uważają, że rzecz jest niemożliwa do przeprowadzenia.

           Jeśli sprawy się mają, jak powyżej, powstaje fundamentalne pytanie: kto tak naprawdę rządzi polską gospodarką? Czy zmieniający się raz na jakiś czas ministrowie, czy bezimienna rzesza państwowych urzędników, tkwiąca przez lata na swoich stanowiskach. Swoja drogą, ciekawe, jaki procent z nich pamięta jeszcze czasy przed rokiem 89? Podejrzewam, że „złogi gomułkowsko-gierkowskie" są tam znacznie grubsze i bardziej niebezpieczne niż w Polskim Radiu. Wizja, w której minister zleca coś swojemu urzędnikowi, ten, odczekawszy chwilę „dla zachowania szacunku" odpowiada, że to niemożliwe, a premier, tak po prostu, przyjmuje to do wiadomości - jest przerażająca!

            Pobudza też do kolejnego fundamentalnego pytania: jak tę sytuację zmienić? Jeśli, jak dowodzą niniejsze przykłady, nie da się tego zrobić od wewnątrz, może należy to zrobić od zewnątrz? Może w resortach gospodarczych powinien zjawić się ktoś wyposażony w specjalne pełnomocnictwa, nie powiązany w żaden sposób z urzędnikami i mający ściśle określony cel? Tym celem mogłaby być radykalna likwidacja całych łańcuchów ustaw i rozporządzeń.

           Skojarzenia, choć niektórzy już zaczynają się krzywić, z likwidacją WSI, są jak najbardziej prawomocne. Ile by nie było uzasadnionej krytyki w stosunku do działalności Antoniego Macierewicza, jedno trzeba mu przyznać, udało mu się dokonać rzeczy prawie niemożliwej - zlikwidował instytucję, która zdawała się niezniszczalna. W wypadku  gospodarki sprawa wydaje się jeszcze trudniejsza. O ile Maciarewicz swoją misję mógł uzasadniać wskazywaniem na pozaprawne działania WSI, tutaj, obowiązujące prawo będzie głównym argumentem, że nie da się nic zrobić.

           Prawdopodobnie takim człowiekiem miał być w zamyśle premiera Michał Krupiński. Jednak w starciu z biurokratyczna machiną okazał się zbyt młody, za mało doświadczony i za słaby. Jego prerogatywy były też za bardzo ograniczone.          Historia uczy, że zmieniać zasady regulujące gospodarkę można tylko w sposób kompleksowy i dysponując pełnią władzy w tym zakresie. Władysław Grabski, autor pierwszego polskiego cudu gospodarczego, przez sześć miesięcy rządził krajem za pomocą dekretów. W tym czasie doprowadził do zrównoważenia budżetu, ale i zwolnił 40 tysięcy urzędników. Nawet trudno sobie wyobrazić, żeby to drugie było, choćby w bardzo ograniczonej formie, w tej chwili możliwe. Inni reformatorzy polskiej ekonomi, jak Mieczysław Wilczek (którego „deregulację gospodarki", jako wzorcową, przywołuje często Roman Kluska), czy Leszek Balcerowicz, również dysponowali prawie nieograniczonymi możliwościami podejmowania strategicznych decyzji.

         Teraz polscy decydenci gospodarczy zdają się wręcz ubezwłasnowolnieni przez swoich pracowników. Boja się, buntu na pokładzie. Chyba myślą, że mogłoby to wywrócić statek polskiej gospodarki. Wola wiec dryfować z prądem, mając nadzieję, że łatanie dziur korupcji wystarczy aby szczęśliwie płynąć. Na razie wiatry sprzyjają. I wygląda na to, że jedyne co możemy zrobić, to modlić się, żeby trwało to jak najdłużej. Prawdziwego kapitana polskiej gospodarki - ani widu, a ni słychu.

marcinwie
O mnie marcinwie

dipis

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze

Inne tematy w dziale Polityka