24 obserwujących
1130 notek
604k odsłony
  957   0

Czy w losowaniu Ligi Mistrzów znów brały udział ciepłe bułeczki?

Przepraszam. Przejęzyczyłem się.
Chodziło mi o CIEPŁE PIŁECZKI. Ciepłe, czyli takie, które pomogły losującemu dobrać właściwe i jedynie słuszne składy par ćwierćfinałowych rzeczonych rozgrywek.
No bo jak wytłumaczyć, że do jednej połówki „cudownie” trafiają obaj finaliści poprzedniej edycji oraz wyglądający w tej chwili na najsilniejszy w całej stawce ManCity, a Real Madryt, który w żaden sprawiedliwy sposób by tam się w tym roku nie mógł znaleźć, ma autostradę do finału? To znaczy miał mieć.
Tylko czekam aż Perez albo Zidane zaczną biadolić z powodu obecności Chelsea w ich połówce. No bo faktycznie. Gdyby nie zespół z Londynu to, przy tym losowaniu, Real, nawet w obecnej dyspozycji, rzeczywiście mógłby dotrzeć w maju na stadion w Stambule.
Na nieszczęście „Królewskich” losujący kulki popełnił błąd. Może ktoś za słabo podgrzał kulkę z Anglikami? Nie wiem. Ale błąd był wielki. Na pewno nie skończy się tylko burą dla tego, kto zawinił.
Dobra. Podywagowaliśmy. A teraz.
Przy takim układzie par stawiam właśnie na Chelsea. Bayern, PSG i ManCity wykrwawią się w „bratobójczych” bojach i wszystko jedno, który z nich stanie do finału, będzie przeżuty i wypluty niczym guma Sir Fergusona.
Byłyby siupy, gdyby naprzeciwko Chelsea stanął PSG. Ale chyba nie stanie. A szkoda, bo wtedy to dopiero Tuchel miałby satysfakcję.
W „dolnym” półfinale może dojść do pojedynku Tuchela z Kloppem, ale myślę, że wątpię. Bayern był w sezonach 2016/17 i 2017/18 znacznie lepszy niż Liverpool w tym, a sędziowie i tak go załatwili. Co prawda Real też był wtedy dużo lepszy niż teraz, ale mimo wszystko kryzys „Czerwonych” jest olbrzymi. I do tego gigantyczne straty personalne w obronie. Moim zdaniem nie do wyrównania. Tym bardziej, że Benzema, w przeciwieństwie do paru kolegów z drużyny, w formie.
Jednym słowem wielkim beneficjentem dzisiejszego losowania stała się, przez przypadek, Chelsea. Powinna zrobić wszystko, żeby taki zbieg okoliczności wykorzystać. Drugiej takiej szansy może nie mieć.
Oczywiście ja londyńczykom, w żadnym razie, nie kibicuję. Tylko dwa razy mógłbym być po ich stronie. Gdyby w półfinale grali z Realem, a potem, po wygranej, w finale z PSG. Natomiast wydaje mi się, że podchodząc do sprawy na zimno i z dystansem nie pozostaje nic innego jak pójść do buka i postawić na Chelsea. No chyba, żeby się kierować sercem. Ale sercem to trzeba się kierować przy wyborze żony, a nie potencjalnego zwycięzcy Ligi Mistrzów.

Lubię to! Skomentuj9 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Komentarze

Inne tematy w dziale Sport