27 obserwujących
1200 notek
676k odsłon
  877   0

Igrzyska po trzecim dniu. Dobrze to chyba jednak nie jest

Kruszą się nasi potencjalni medaliści.
Odpadła, i to chyba zasłużenie, uważam, Iga Świątek. Na medal w jej wydaniu przyjdzie nam więc czekać trzy lata. W Paryżu się już od medalu wymigać nie będzie mogła.
Dobra wiadomość dla fanów Kingi Rusin i innych takich. Słabiutko zaprezentowała się dzisiaj Zofia Klepacka przypływając na metę dwukrotnie jako 16-ta, a raz na pozycji 9-tej. To zepchnęło ja w generalce na miejsce również 9-te, a strata do pozycji medalowych wydaje się na ten moment niemożebna i niemożliwa do odrobienia. Lepiej od koleżanki radził sobie w tej samej klasie (RS:X) Piotr Myszka. Lepiej to nie znaczy na medal. Dziś był trzeci, szósty i 13-ty, co sadowi go po 6-ciu wyścigach na miejscu… szóstym. Szanse na medal niby są, ale niewielkie. Do lidera 15 punktów straty, do trzeciego miejsca 10. Za outsidera dalej robi w klasie Laser Magdalena Kwaśna. Na dziś jest szesnasta i medal, a nawet punktowane miejsce, już jej nie grożą. Od wczoraj zresztą.
Podobnie jak wczoraj Natalia Partyka, tak dzisiaj pożegnała się z ping-pongową rywalizacją druga z Polek, naturalizowana Li Qian. W zasadniczo gorszym, jak mi się wydaje, stylu. Choć 9:2 w żadnym z czterech przegranych setów nie prowadziła. Po prawdzie trudno się było w ping-pongu tego medalu spodziewać. Ale też nie musimy we wszystkich sportach odpadać najpóźniej w drugiej rundzie.
Nie musimy i nie odpadamy. Na przykład w judo. Mieliśmy nawet pierwszą rzeczywistą szansę na medal. Może nie od razu taką prawdziwą, ale półprawdziwą już tak. Julia Kowalczyk dotarła do ćwierćfinału. Tyle, że potem go przegrała, a w repasażu też została pokonana. Gdyby go wygrała, walczyłaby bezpośrednio o brąz.
Wczoraj obiecałem, że za to, ze wygrali z Rosją, nie napiszę złego słowa o koszykarzach 3x3. I słowa dotrzymam. Przecież nie będę pisał jakim trzeba być durniem żeby, prowadząc na niecałe dwie minuty przed końcem 19:16 i mając w międzyczasie chyba 5 razy piłkę, silić się cały czas na rzuty za 2 punkty widząc, że te ewidentnie przestały wchodzić, kiedy wystarczyło przeprowadzić dwie proste akcje za punkt jeden. Ale tak to jest, jak głównym strategiem zespołu jest facet, który zamiast grać jak przystoi liderowi, ma tylko i wyłącznie, od początku turnieju zresztą, pretensje do kolegów i do sędziów. Do siebie nie. Myślałem, że już nikt nie przebije wspomnianej Natalii Partyki jak chodzi o zmarnowaną szansę wygrania czegoś. I faktycznie, chyba nikt jej już nie dorówna, ale nasi koszykarze niewątpliwie się do tego wyczynu w meczu z Chinami zbliżyli. W meczu z Holandią natomiast odniosłem wrażenie, że część drużyny, ta lepsza niby, jest nie do końca poczytalna i powinna, być może, wystąpić na igrzyskach, ale za dwa tygodnie raczej. Jeśli paraigrzyska dopuszczają występy tego typu sportowców, bo do końca nie wiem. No jak można zagrać ostatnią akcję w taki sposób jak zrobili to Zamojski z Hicksem tego chyba nie wie, i nie dowie się już, nikt. No bo o bycie na jakisik prochach ich nie podejrzewam.
W skeecie pań Alek(a)sandra Jarmolińska kontynuowała niechlubną tokijską tradycję naszych strzelców. Wylądowała równie daleko od finału jak strzelcy, którzy reprezentowali nas w dniach poprzednich. Odpadł także, nie wchodząc nawet do finałowej 10-tki, kajakarz górski Grzegorz Hedwig.
19-ty skończył wyścig panów w kolarstwie górskim Bartłomiej Wawak. Wziąwszy pod uwagę, że na igrzyska jeździ się po medale lub przynajmniej po miejsce w czołówce, można jego występ uznać za, podobnie jak wszystkie dotychczasowe występy Polaków, którzy już zakończyli swój udział w igrzyskach, nazwijmy go, stricte „coubertinowski”.
W ciężarach Polki, Joanny Łochowskiej, nie dopuszczono do startu w grupie A, czyli tej silniejszej. Wygrała grupę B, ale jej wynik był słabszy niż wszystkie 9 rezultatów zawodniczek startujących w grupie silniejszej. Czyli, w sumie, bryndza jak w pozostałych dyscyplinach. Jest faktem, że naszą „ciężarówkę” wyprzedziła tylko jedna Europejka, ale jakby na sprawę nie patrzeć, Mistrzostwa Europy w tym roku to już chyba były.
No to na koniec dwie wiadomości, po których nie trzeba wzywać imienia Pana Naszego na daremno (to znaczy da się, np., uniknąć słów, cyt. „Jezus! Maria”). Pierwsza taka pół na pół. Na 200m motylem jeden z naszych, Krzysztof Chmielewski, dostał się do półfinału, czyli do czołowej 16-tki. Drugi, Jakub Majerski, zakończył igrzyska, tak to eufemistycznie ujmijmy, lokatą odległą.
I wiadomość druga. Nasi siatkarze spuścili manto Włochom. Co, jak sądzę, nikogo specjalnie nie dziwi. I humoru nikomu specjalnie nie poprawia. Bo te dzisiejsze występy Polaków, to tak jak epickie świadectwo Jasia z kawału sprzed 50-ciu lat. Same dwóje, trójka z prac ręcznych i piątka ze śpiewu.
Aha. W klasyfikacji medalowej zajmujemy aktualnie miejsce 52-gie. Tak jak Nepal, Gabon, Komory i San Marino. To tak parę pierwszych z brzegu krajów podaję, bo jest jeszcze też parę innych, równie silnych. Przepraszam, skłamałbym. San Marino nieprzypadkowo, bo to nasz rywal w grupie eliminacyjnej MŚ w gałę. Tam ich, przynajmniej u siebie, pokonaliśmy. Miejmy nadzieję, że na igrzyskach też osiągniemy (sumarycznie oczywiście, bo nie mówię, że we wszystkich konkurencjach od razu chcę ich prześcignąć) lepszy wynik. Mamy wszak Fajdka i Włodarczyk. A jak ci zawalą, to zawsze pozostaje jakiś fuks w odwodzie. Albo wymuszenie na MKOl awaryjnego wrzucenia do programu igrzysk latania precyzyjnego. Tylko najpierw lecę sprawdzić, czy my jeszcze jesteśmy w tym najlepsi. No bo jak nie, to po co tę całą procedurę uruchamiać? Roboty kupa, a efekt będzie taki jak do tej pory.
PS
Tak se tu już trzeci dzień żartuję, ale coraz mniej mi do śmiechu.

Lubię to! Skomentuj39 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Sport