27 obserwujących
1201 notek
677k odsłon
  966   0

Igrzyska po dniu 13-tym. Wróciliśmy do szeregu

Nie każdy dzień na igrzyskach musi być dla nas taki jak ten wczorajszy czy przedwczorajszy. I to jestem w stanie zrozumieć. Dlatego nie będę tu dzisiaj biadolił tylko dlatego, że przez ostatnie 24 godziny nie zmieniło się nasze medalowe konto. I dlatego, że dzisiejsze starty dużej części naszych reprezentantów były znacznie bardziej podobne do startów Polaków w pierwszym tygodniu olimpijskiej rywalizacji. Ale zacznijmy od początku.

Nad ranem przegraliśmy medal o włos. To znaczy kanadyjkarka Dorota Borowska o 0,08s w biegu na 200m konkretnie. Szkoda, bo to już druga sytuacja na kajakowym akwenie, że nam medal o włos ucieka. Kajakarki Walczykiewicz i Iskrzycka, które startowały na 500m popłynęły słabiej i nie dostały się do finału. W finale B zajęły, odpowiednio, piąte i trzecie miejsce.

Nie zawojował igrzysk nasz zapaśnik Kamil Rybicki. Przegrał pierwszą walkę, a jego rywal odpadł w drugiej rundzie i tym samym Polak jedzie do domu. Roksanę Zasinę natomiast, po wygraniu pierwszej walki i porażce w ćwierćfinale, zobaczymy w jutrzejszych repasażach. Pod warunkiem, ze kontuzja jakiej doznała w potyczce z Japonką, okaże się niegroźna.

Kolejny bezbarwny występ kolarza torowego. Tym razem było to Szymon Sajnok. Polak skończył 16-ty w konkurencji omnium.

Kiepskie wieści również ze stadionu lekkoatletycznego. Nie wszystkie, ale większość. Zacznijmy więc od nich. Pierwsza. Chodziarz Łukasz Niedziałek zszedł z trasy w rywalizacji na 20km. Druga. Żeńska sztafeta 4x100m w składzie Marika Popowicz, Klaudia Adamek, Paulina Paluch i Pia Skrzyszewska zajęła w półfinale miejsce czwarte i nie weszła do finału. Trzecia. Słabo spisała się w siedmioboju Adrianna Sułek. Szczególnie blado wypadła w dwóch pierwszych konkurencjach dnia dzisiejszego. Była po nich ostatnia. Dobrze, ze choć na koniec, w biegu na dwa kółka, Polka pokazała się z dobrej strony i była w ścisłej czołówce. Druga nawet. To pozwoliło jej awansować i ukończyć zawody na 16-tym miejscu. Z nieco lepszej strony pokazał się w 10-boju Paweł Wiesiołek, choć i on nie był w stanie zmieścić się w czołowej 10-tce. Podobnie jak koleżanka, najbardziej widoczny był w ostatniej konkurencji, biegu na 1500m, zajmując w nim czwartą lokatę. Ogólnie Polak zakończył zawody na 12-tym miejscu. Drugiego biegu z rzędu nie ukończył Marcin Lewandowski. Tym razem biegł ciut dłużej niż w eliminacjach. Z bieżni zszedł 250m przed metą. No i tym razem jego odpadnięcie z rywalizacji nie było spowodowane przez żadnego z rywali. Przegrał z kontuzją. Dlatego w finale biegu na 1500m go na pewno nie zobaczymy. Ogromny zawód. Piąta, równie paskudna. Drugi z naszych reprezentantów w biegu na 1500m, Michał Rozmys, bieg półfinałowy co prawda ukończył, ale za to na ostatnim miejscu i w jednym bucie. Stracił go już na pierwszym okrążeniu. Siłą rzeczy odpadł ze stawki i już tylko do niej tracił. Nie jest w końcu Bikilą Abebe. Tamten zresztą biegał bez obu butów. I bez skarpetek. Też obu. Tak sobie średnio dobrze dowcipkuję, ale naszemu średniodystansowcowi pewnie do śmiechu nie było. Ale już jest. Złożyliśmy protest i, jako trzynasty, pobiegnie w finale. Mamy coś szczęście do tych protestów na 1500m. żebyśmy się tylko do nich nie przyzwyczaili. No bo jak tak Rozmys wygra finał, a my złożymy protest i nam go, nie daj Panie, uznają, to co?

No to teraz dwie inne dobre informacje. Kamila Lićwinko uporała się, pierwszy raz w sezonie, z wysokością 1,95m, co było warunkiem dostania się do finału skoku wzwyż. Jest jedną z 14-tu finalistek, co oznacza, że jury wysokość kwalifikacyjną dobrało za niską. Oczywiście nie dlatego, że skoczyła ją Polka, tylko dlatego, że zrobiły to o dwie skoczkinie za dużo. Będzie tłok podczas finału po prostu. W cuglach wygrały swój sztafetowy półfinał nasze czterystumetrówki. Nie wiem tylko czemu biegła Justyna, skoro można było ją oszczędzić i wystawić Lesiewicz. I tak by wygrały. No chyba, że się okaże, że ta zmiana to będzie, ale w finale. Podobno najsłabszy czas z całej czwórki uzyskała bowiem raciborzanka. Jeśli tak ma być, to znaczy z tą zamianą, i jeśli ma to pomóc reprezentacji w uzyskaniu lepszego wyniku, to ja chowam swój lokalny patriotyzm gdzie trzeba i nie oglądam się na to, ze my z koleżanką mistrzynią olimpijską z w rubryce „miejsce urodzenia” mamy w dowodach napisane to samo, i wołam: Zgoda, panie trenerze! Niech w finale wystartują cztery aktualnie najszybsze! Oprócz Świętej w półfinale biegły Kiełbasińska, Hołub i Baumgart. Polki uzyskały trzeci czas eliminacji. Lepsze były i Amerykanki, i Jamajki. Wychodzi, że o złoto będzie w sobotę ciężko. Tym bardziej, że Amerykanki biegły głęboką rezerwą. Ale medal wydaje się być w tej chwili dość pewny.

Dodatek nadzwyczajny.  Zapomniał bym o pięcioboistach. Tych nowoczesnych.  Panowie Łukasz Gutkowski i Sebastian Stasiak są po szermierce odpowiednio, jak przeczytałem, na miejscach 12-tym i 13-tym, a nasza pięciobojowa solistka Anna Maliszewska zajmuje po pierwszym dniu zamgań pozycje 16-tą.

W porównaniu z dniem wczorajszym spadliśmy w klasyfikacji medalowej o jedno miejsce i jesteśmy na pozycji 20-tej. Żeby je poprawić trzeba nam albo złota albo dwóch sreber. I braku jakichkolwiek zysków tych, którzy nas bezpośrednio wyprzedzają. Nie będę się bawił w redaktora Szaranowicza i, tak jak on, zaklinał naszych rywali, żeby źle wystartowali (słynny komentarz z MŚ w Predazzo 2003 – przed finałowym skokiem Fina na dużej skoczni). Tym bardziej, że nie chodzi o pierwsze miejsce w tabeli tylko co najwyżej o naste. Za to proszę naszych sportowców. Skoczcie albo pobiegnijcie, albo popłyńcie, albo powalczcie o kolejne medale. I nie ze względu na jakąś tabelę, ale na siebie. I, przy okazji, na nas kibiców. Będzie raźniej.

Lubię to! Skomentuj30 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Sport