27 obserwujących
1244 notki
708k odsłon
  168   1

UWAGA, UWAGA! Sezon 2021/22 nadchodzi! (6)

Było już o najlepszych (jeszcze zresztą będzie), było o średniakach, a dzisiaj i następnym razem będzie o tych z ogona wszelkich zestawień. Przy czym odwrócimy tabele na zasadzie podobnej do tej, jaką stosują współcześni polscy polityczni totalsi. Czyli im gorzej, tym lepiej. Przy czym ja, po pierwsze, będę podawał suche i prawdziwe fakty, a po drugie u mnie „lepiej” zostanie zastąpione przez „wyżej”. Wyżej w zestawieniu, które będę serwował.
Jeszcze taki krótki wtręt pozasportowy skoro, przez przypadek, rzecz poruszyłem. Gwoli wyjaśnienia. To, że zahaczyłem totalsów nie znaczy w żadnym razie, że podobają mi się różne dziwne sytuacje w tym kraju, które coraz częściej mają ostatnio miejsce. Natomiast to, że od bitych sześciu lat, praktycznie jeszcze daleko wcześniej niż uformował się rząd, totalsi kontestują i walą w czambuł wszystko co strona przeciwna wymyśli lub czego nie wymyśli, a oni uważają, że z ich totalnego punktu widzenia byłoby dobrze, żeby wymyśliła, bo wtedy znów można by w nią z grubej rury walnąć, jest nie tylko nie do przyjęcia, ale jest do wyrugowania, żeby nie rzec do wyskalpelowania. Takie państwo, w którym opozycja jest nie po to, żeby stanowić równowagę, a po to, żeby to państwo, i to jeszcze pod pozorem walki o praworządność, zburzyć i od środka rozsadzić, to nie jest państwo. To nawet nie jest burdel, bo w burdelu pewnych kanonów się przestrzega. U nas – żadnych. Przykre też, że rządzący coraz bardziej i częściej się do tej, wyznaczonej przez totalsów, taktyki/strategii destrukcji dostosowują.
To taka, przyokazyjna i zupełnie bez związku, dygresja człowieka na co dzień nie piszącego o polityce. Być może niepotrzebna, ale … Miałem, po prostu, potrzebę to napisać. A ponieważ teksty inne niż sportowe piszę ostatnio od wielkiego dzwonu, a po murach, na razie, niczego nie wypisuję, no to padło na ten tekst. Obiecuję, że do końca tego cyklu ani przez kilka następnych, żadnych nie związanych ze sportem dygresji już nie będzie. No chyba, że mnie ktoś, albo coś, sprowokuje.
No to, jak już znamy zasady, to przystąpmy do dzieła. Na 178-ciu skoczków, których w dniu, w którym to piszę (21.08.16), uznawałem, na podstawie dostępnej mi wiedzy, za czynnych i takich, którzy mieli jednocześnie jakikolwiek związek z Pucharem Świata, 153-ch ma w karierze epizod kiedy brało udział w konkursie, a nie dostało się do serii finałowej. 23-ch z pozostałych nie ma takiego epizodu, bo nigdy się do nich nie dostało, a dwóch, Austriak Tschofenig i Słoweniec Presecnik nie ma, bo każdorazowo wystąpili w finale. Każdorazowo, czyli pierwszy z nich dwukrotnie, a drugi tylko raz jeden. Ale do tabeli mi ich wciągnąć, i słusznie, pod żadnym pozorem nie wolno.
Z tych 155-ciu (153+2) skoczków, którzy dostąpili zaszczytu startu w pucharowych pierwszoligowych zawodach głównych, aż 43-ch ani razu nie zdobyło choćby punktu. Z nich wszystkich „największe wrażenie” robi oczywiście Sabirżan Muminow. Kazach skakał już w 21 konkursach (co wcale nie znaczy, że tyle razy przeszedł kwalifikacje, bo pewnie sporej części z nich akurat nie było) i 21 razy kończył zawody poza czołową 30-tką. Tak z ciekawości przyjrzałem się dokładniej jego konkursowemu „dorobkowi”. Z tych 21 konkursowych podejść tylko dwukrotnie zajął miejsce w 40-tce (38-my w Engelbergu w grudniu 2019 i 40-ty w Rasnovie parę czy paręnaście tygodni później). Jest coś takiego jak przeznaczenie. Ryszard Riedel na przykład był, jak twierdzi wielu, skazany na bluesa. A Sabirzan Muminow, jak się w tej chwili wydaje, na skakanie do końca kariery bez punktowych efektów.
Prawie dwa razy mniej „skuteczny” jest kolejny bezpunktowiec, Czech Filip Sakala. Syn Jaroslava, notabene mistrza świata w lotach i 4-krotnego zwycięzcy pucharowych konkursów, skakał dotąd w konkursach 11-krotnie i efekt był zawsze taki sam. Wszystkie 11 prób było czynione w sezonie 2019/20, kiedy Czech był w zdecydowanie najwyższej formie w karierze. W sezonach innych Filip Sakala ani razu do konkursu się nie dostał. Jego najwyższa lokata w karierze to 36-te miejsce, na inaugurację sezonu, w konkursie w Wiśle. Wszystkie pozostałe 10 zawodów głównych, w jakich wziął udział, kończył w piątej 10-tce.
Trzecim z tych, którzy mają stuprocentową nieskuteczność zdobywania punktów w konkursach jest Japończyk Jumu Harada. 9 razy podchodził do konkursów i 9 razy skrewił. Przy czym przez ostatnie dwa sezony nie miał okazji wykazać się w Pucharze Świata. Jak koronawirus tej zimy nie odpuści, to znów może tej okazji nie mieć. Japończycy raz, że z powodu COVID-a przestali organizować zawody w Sapporo, a dwa, że skaczą w Europie żelaznym składem. Czemu trudno się dziwić. Najbliżej punktów w karierze był Samuraj dwukrotnie. W sezonie 2015/16 był dwa razy 35-ty. Najpierw w Tagile, potem w Zakopanem. Jeszcze kolejne dwa razy ukończył konkurs w 40-tce. Pozostałe 5 startów to miejsca w 10-tce piątej.
Na czwartym miejscu w analizowanym zestawieniu widnieje nazwisko Rosjanina Aleksandra Sardyki. Z nim mam taki problem, że nie wiem czy go w ogóle liczyć do tych moich statystyk. Ale, skoro skacze obecnie gdzieś tam po FIS-Cupach i kariery oficjalnie nie zakończył, to liczę. W Pucharze Świata skakał ostatnio w sezonie 2015/16, a ostatni konkurs, w jakim wziął udział to zawody rozgrywane sezon wcześniej w Sapporo. Reprezentant Rosji ma na liczniku 8 pucharowych konkursów. Raz, w sezonie 2011/12 na małej skoczni w Lahti, był tych punktów zdecydowanie najbliżej, bo skończył 31-szy. Rok później, na mamucie w Vikersund, był jeszcze dwa razy w 40-tce. Pozostałe konkursowe lokaty to miejsca w piątej lub, w jednym przypadku, nawet szóstej 10-tce.
Pozycję nr 5 w tym średnio prestiżowym rankingu zajmuje Szwajcar Sandro Hauswirth. Dobierał się, na razie, do pucharowych punktów przez siedem konkursów i we wszystkich siedmiu przypadkach mu się to nie udało. Również siedem bezpunktowych zawodów zaliczył Amerykanin Decker Dean, ale ma mniej nieprzebrniętych kwalifikacji, o których będę pisał w następnym odcinku. Dlatego Helweta sytuuję wyżej. Czyli, de facto, niżej.
Siódmym aktualnie „najlepszym” nieskutecznym konkursowiczem jest wśród czynnych skoczków Francuz Valentin Foubert. Dochrapał się tego w poprzednim sezonie, kiedy to dołączył do Pucharu Świata. Francuz startował w zawodach głównych pięciokrotnie. Za każdym razem nie tylko nie było go wśród 30-tu, ale również wśród 40-tu najlepszych skoczków konkursu. Najwyższe miejsce jakie zajął to 42-ga lokata w jednym z konkursów w Neustadt.
Po cztery razy na cztery możliwe próby nie weszli do serii finałowej Ukrainiec Witalij Kaliniczenko, Francuz Mathis Contamine, Estończyk Kevin Malcew, Niemiec Felix Hoffman, Rosjanin Wadim Szyszkin i kolejny Niemiec Philipp Raimund. Kolejność ustalona na podobnych zasadach co przy miejscu piątym, przy czym w wypadku Francuza i Estończyka przy równej liczbie nieprzebrniętych kwalifikacji decydowało niższe miejsce tego pierwszego w najlepszym konkursie.
Ze skoczków, którzy wystąpili w zawodach głównych przynajmniej 15-razy najgorszy, obok Muminowa, bilans w przedmiotowym zakresie ma Fin Andreas Alamommo, który nie wszedł do finału w 16-tu z 17 konkursów, w których przyszło mu brać udział. Zaraz za nim Andreas Schuler ze Szwajcarii (36/39), potem kolega z reprezentacji Eetu Nousiainen (19/21), Kazach Siergiej Tkaczenko (22/25), Rosjanin Roman Trofimow (44/51), Włoch Alex Insam (36/43), Rosjanin Ilmir Hazetdinow (43/53) oraz dwaj Czesi Cestmir Kozisek (58/72) i Vojtech Stursa (29/37).
Teraz lista 10-ciu najmniej skutecznych, ale w skali bezwzględnej, uczestników pucharowych konkursów. Rankingi procentowe bowiem to jedno, a liczby bezwzględne mają swoją, niejednokrotnie jeszcze większą, wymowę. Choć zakłamywać mogą, szczególnie w wypadku tych bardziej reprezentatywnych próbek, bardziej. Przykład pierwszy z brzegu. Sędziwy Samuraj, o którym niżej, ma o 95 konkursowych bezpunkć więcej niż Wohlgenannt (107:12). Mam nadzieję, że nikt do tego komentarza nie potrzebuje i sam potrafi to sobie wytłumaczyć. Jakby jednak potrzebował, niech napisze. Najlepiej na Berdyczów.
Najwięcej razy nie przebrnął przez pierwszą konkursową serię Rosjanin Denis Korniłow. Miało to miejsce aż 124-krotnie. Przy czym, z racji jego 257-miu konkursów w karierze w ogóle, okupuje w zestawieniu względnym pozycję dopiero 103-cią. Ex aequo na miejscach 2 i 3 (i to, mimo wszystko i w obu przypadkach, może być dla przeciętnego kibica niespodzianka) Noriaki Kasai i Stefan Hula. Zaliczyli po 107 takich sytuacji. Przy czym Samuraj jest w tym zestawieniu dopiero 138-my (nieskuteczność na poziomie 18,805%), Polak oczywiście znacznie wyżej, acz do czołówki daleko i jeszcze trochę (97-my), a jego nieefektywność w tym względzie wynosi 51,442%. Na czwartym miejscu Kanadyjczyk Mackenzie Boyd-Clowes, który do serii finałowej nie dostał się w 98-miu przypadkach na 147, co daje nieefektywnośc rzędu ponad 66,66%, a to jest sporo, choć wystarcza ledwo na 72 miejsce w rankingu. Tylko jeden raz mniej nie od Kanadyjczyka nie przeszedł pierwszej konkursowej serii  Szwajcar Gregor Deschwanden. Tyle, że on startował już w 171 konkursach. Dlatego w zestawieniu względnym (56,725%)jest o paręnaście pozycji niżej (88). 95 razy na 149 zawodów głównych zawalił pierwsza serię Władymir Zograwski. W rankingu względnym okupuje dopiero lokatę nr 77, ale jego konkursowa nieefektywność jest drugą „najlepszą” wśród 10-ciu skoczków z najwyższą bezwzględną ilością spapranych konkursów (63,758). Kolejną pozycję, siódmą, zajmuje weteran Austriaków, słynny baletmistrz z Predazzo, Manuel Fettner. Skoczek z Innsbrucka nie awansował do konkursowego finału 86-krotnie. Ponieważ jednak brał udział w aż 258-miu zawodach głównych to w przedmiotowym rankingu jest na miejscu bardo odległym, bo 118-tym. Niżej jest, na przykład, tylko 4-ch Polaków. Ale o tym trochę niżej. Ósmy najwyższy bezwzględny wynik ma w stawce Simon Ammann. Helwet przegrywa/wygrywa z Fettnerem o jedną nieobecność w finale. Niemal 200 konkursów na liczniku więcej powoduje, że  Szwajcar jest w tej klasyfikacji jeszcze 21 pozycji niżej niż Tyrolczyk. Bezpośrednio za Ammnem plasuje się Daiki Ito. Japończyk nie wszedł do rundy finałowej w 78-miu przypadkach. Na 319. Z taką nieskutecznością punktowania jest w stadzie aktualnie 131-szy.  10-tkę najczęściej odpadających w pierwszej serii zawodów PŚ domyka Roman Koudelka. Zrobił to 77-krotnie. Na 288 prób. W rankingu jest 4 pozycje przed Ito.
Najgorsi (czytaj najlepsi) w przedmiotowym zakresie w całym peletonie są: Stefan Kraft (3,756%), Peter Prevc (8,519%), Gregor Schlierenzauer (11,636%), Johann Andre Forfang (12,658%), Richard Freitag (14,155%), Markus Eisenbichler (14,286%), Domen Prevc (15,044%), Kamil Stoch (15,068%), Robert Johansson (15,385%), Michael Hayboeck (15,517%).
Pozostali Polacy jak niżej. 59-ty Tomasz Pilch (7 niefartów/9 konkursów), 73-ci Paweł Wąsek (14/21), 80-ty Aleksander Zniszczoł (41/68), 89-ty Klemens Murańka (55/99), 111-ty Jakub Wolny (32/86), 114-ty Maciej Kot (76/211), 121-szy Dawid Kubacki (70/234), 125-ty Andrzej Stękała (13/46) i 133-ci Piotr Żyła (66/285).
Przedstawiony wyżej ranking, to znaczy jego cała strefa stanów wysokich, przybliża nam skoczków z szeregów zbliżonych do ostatnich. W kolejnym odcinku opowiemy sobie jednak o skoczkach jeszcze niżej sytuowanych w hierarchii czynnych zawodników uprawiających ten sport. Oczywiście będą tam wszystkie nazwiska z czołówki dzisiaj omawianego zestawienia. Ale, jak się okaże, ich pozycje w rankingu niekoniecznie będą tak wysokie. Po prostu. W peletonie są jeszcze słabsi. Przynajmniej słabsi na dziś dzień. Ale o tym następnym razem.
c.d.n.n.

Lubię to! Skomentuj4 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Sport