27 obserwujących
1245 notek
708k odsłon
  217   0

UWAGA, UWAGA! Sezon 2021/22 nadchodzi! (8)

Dziś przedstawię najlepszych pucharowych punkciarzy, ale w przeliczeniu na konkurs, bo jak wyglądają bezwzględne tabele punktowe po ostatnim sezonie, to większość (z moich stałych czytelników przynajmniej) chyba wie. Jak nie, to proszę.
Najlepsi czynni punkciarze zwykli (czyli punkty liczone tak, jak się je liczy teraz):
1.    Noriaki Kasai                     – 13483 pkt
2.    Simon Ammann                – 12714 pkt
3.    Kamil Stoch                       – 12297 pkt
4.    Gregor Schlierenzauer     – 11916 pkt
5.    Stefan Kraft                      –   9308 pkt
6.    Peter Prevc                       –   9142 pkt
7.    Severin Frund                   –   7677 pkt
8.    Daiki Ito                            –   5499 pkt
9.    Richard Freitag                –   5437 pkt
10.  Piotr Żyła                         –   5366 pkt
I najlepsza 10-tka punkciarzy klasycznych, gdzie punkty liczy się tak, jak za czasów Nykaenena:
1.    Noriaki Kasai                    –   2817 pkt
2.    Gregor Schlierenzauer     –   2779 pkt
3.    Kamil Stoch                      –   2778 pkt
4.    Simon Ammann               –   2766 pkt
5.    Stefan Kraft                      –   2177 pkt
6.    Peter Prevc                       –   1999 pkt
7.    Severin Freund                 –   1769 pkt
8.    Richard Freitag                 –   1119 pkt
9.    Piotr Żyła                           –   1050 pkt
10.  Daniel-Andre Tande          –   1039 pkt

Pomijając dość ewidentnie nasuwające (ja bym nawet użył terminu „narzucające”, ale nie chcę pompować balonika) się po obejrzeniu tych tabel wnioski, że widoczni w obu zestawieniach polscy skoczkowie po najbliższym sezonie powinni być w nich, delikatnie pisząc, wyżej, zestawmy to z klasyfikacjami, gdzie punkty zdobyte dotąd przez każdego skoczka odniesiemy do konkretnej liczby jego startów w konkursach. Tak punkty zwykłe, jak i klasyczne. Osobno przygotowałem też tabele, w których punktów nie odnoszę do liczby konkursów tylko do liczby pucharowych podejść danego zawodnika. Siłą rzeczy zyskują w nich ci, którzy mają najlepszy (ale w sensie rzeczywiście najlepszy, a nie tak jak w dwóch poprzednich odcinkach  - najsłabszy) bilans wtop w kwalifikacjach.
Jak się można, na podstawie wszystkich poprzednich tekstów tego cyklu domyślić, niepodzielnym liderem każdego z zestawień jest, 28-letni dziś, Stefan Kraft. Celowo zwróciłem uwagę na jego wiek, bo to jest przesłanka do tego, żeby uważać, że jego liczby będą mogły się w najbliższych latach tylko i wyłącznie poprawiać. Z drugiej strony pucharowe wyniki Austriaka w poprzednim sezonie były najsłabszymi od ośmiu lat. I niech nikogo nie zmyli mistrzostwo świata zdobyte tylko i wyłącznie dzięki Gratzerowi (musiał się przecież typ pożegnać z PŚ z przytupem) na dużej skoczni (Austriacy, wszyscy jak jeden, zaprezentowali się w tym konkursie o niebo lepiej niż gdziekolwiek indziej przez zdecydowaną większość sezonu). Mimo wszystko, i mimo tego słabszego ubiegłego sezonu, myślę, że Kraft te swoje osiągi będzie jeszcze śrubował. A teraz już konkrety związane z nim i jego najgroźniejszymi rywalami. Piszę „najgroźniejszymi”, ale, de facto, to akurat jemu w najbliższym czasie nikt nie będzie w stanie zagrozić. No bo trudno podejrzewać o to przecież obecnie mającego kłopoty, żeby załapać się w ogóle do konkursu, Schlierenzauera. A średnie pozostałych odbiegają jednak od tej dwójki znacznie.
No więc tak. We wszystkich czterech zestawieniach, o których za chwilę, ukazujących przeciętne zdobycze punktowe poszczególnych skoczków w przeliczeniu na jedne zawody pierwsza trójka jest niezmienna. W każdym z tych rankingów pierwsze miejsce należy do Krafta, drugie do Gregora Schlierenzauera, a trzecie do Kobajasziego Lepszego. Wspomniane cztery zestawienia to oczywiście średnia liczba punktów zwykłych na konkurs, średnia liczba punktów zwykłych na pucharowe podejście (czyli oprócz konkursów wliczamy też nieudane kwalifikacje), średnia liczba punktów klasycznych na konkurs i średnia liczba punktów klasycznych na podejście. Kraft zdobywał dotąd średnio w konkursie 43,700 punktu. Czyli był lepiej niż szósty. Na jedno pucharowe podejście wychodzi mu tylko ciut mniej, bo 43,495 punktu. Nie ma się co dziwić, skoro w całej karierze nie wszedł do zawodów głównych tylko raz. W ujęciu klasycznym Austriak wyskakał w każdym konkursie średnio 10,221 punktu, a w przeliczeniu na pucharowe podejścia daje to 10,173 pkt.
Niewiele gorsze statystyki ma Schlierenzauer. Miałby zdecydowanie najlepsze, może lepsze od Nykaenena, a na pewno z Finem porównywalne. Miałby gdyby nie to, że od przynajmniej trzech lat upiera się przy skakaniu w PŚ, mimo że skacze na poziomie co najwyżej średniaków drugiego sortu. Ja tego nie rozumiem i nie popieram, ale każdy jest kowalem swojego losu. Jedni robią tak jak Małysz czy Morgenstern, inni jak Ammann czy Schlierenzauer. A jeszcze inni jak Funaki czy Kasai. Pan dał każdemu wolną wolę. Skoczkom też. Natomiast z tego płyną konkretne konsekwencje i argumentacja że „jest najlepszy w historii PŚ” jest żadna, bo nie ma pokrycia. Liczą się suche fakty, a te są takie, że na dzisiaj Gregor ugrywał w konkursie 43,331 pkt i w pucharowym podejściu 42,863 pkt. Gdyby rozpatrywać rzecz klasycznie to byłoby to, odpowiednio, 10,105 oraz 9,996 pkt. Kobajaszi Lepszy nie ma pretensji, na razie, do bycia najlepszym. Od paru lat robi po prostu swoje. I, mając ledwie 24 lata, jest już we wszystkich punktowych zestawieniach trzeci w stawce. Przy czym do czołowej dwójki trochę mu jednak w tej chwili brakuje. Kobajaszi zdobywał dotąd średnio w konkursie 38,138 punktu, a w pucharowym podejściu 34,835. W wersji klasycznej na jeden konkurs przypadało dla niego 8,905 oczka, a na podejście 8,134. Japończyk ma od dwóch lat lekką tendencję spadkową, ale zważywszy to, co miało te dwa lata temu miejsce, to zdziwienie budzi raczej to, że ta tendencja jest tak niewielka.
Na miejscach od 4 do 6 w każdej z czterech klasyfikacji Peter Prevc, Kamil Stoch i Severin Freund. W różnych konfiguracjach, ale zawsze w sosie własnym. Zresztą. Różnice między nimi są za każdym razem minimalne. Zwykłych punktów na konkurs najwięcej ma Słoweniec (33, 859 przy 33,690 Polaka i 33,234 Niemca), podejść zwykłych też (33,123), ale tutaj Sever jest już przed Kamilem (32,256:32,023). Co oczywiście nietrudno wyjaśnić. Kiedy inne nacje, głównie Austriacy, Niemcy, Norwegowie czy właśnie Słoweńcy, wysyłały na PŚ skoczków do tego na 100% przygotowanych, to o PZN-ie z czasów młodości Stocha, że o wcześniejszych okresach przez grzeczność nie wspomnę, na pewno tego napisać się nie da. Gdyby Adam Małysz i Kamil Stoch urodzili się jeszcze raz, pierwszy 20, a drugi 10 lat później, a polskie skoki dysponowały tym wszystkim czym dysponują teraz, to nie Kraft, a Małysz ze Stochem byliby w tej chwili albo za chwilę na czele tych tabel. A tak można się tylko cieszyć, że Stoch jest aż piąty czy aż szósty. A szósty jest tylko dlatego, że ciągną się za nim, jak smród po gaciach, statystyki z lat 2004-2010. A wracając do meritum. W wersji klasycznej czwarty jest Niemiec (7,658 oczka na konkurs i 7,433 na podejście). Na piątym miejscu, jak chodzi o konkursy, Polak (7,611:7,404), a jak chodzi o podejścia, Słoweniec, choć naprawdę minimalnie (7,243:7,234).
Siódma lokata, we wszystkich czterech kategoriach, dla Daniela Andre Tandego. Norweg traci do wyprzedzającej go trójki, tak mniej więcej, po dwa punkty w klasyfikacjach zwykłych i po pół punktu w klasycznych. Konkretnie ma średnią 31,221 zwykłego punktu na konkurs i 29,821 na podejście, a także, odpowiednio, 6,973 i 6,660 punktu klasycznego. Na miejscu ósmym jak chodzi o punkty, wszystko jedno jakie, w przeliczeniu na konkurs jest Simon Ammann (27,821 i 6,053), natomiast w przeliczeniu na podejście Johann Andre Forfang (27,111 i 5,901). W obu zestawieniach, gdzie nie ma ich na miejscu ósmym, każdy z nich jest 9-ty (Forfang z wynikami 27,797 i 6,051 czyli o włos gorszymi od rywala, a Ammann, odpowiednio, 26,488 i 5,793). Zamieniają się więc pozycjami. Za nimi 10-ty w każdym z przedmiotowych czterech rankingów Markus Eisenbichler. Niemiec zdobywa średnio 26,935 punktu na konkurs (w wersji klasycznej 5,839) i 25,421 na pucharowe podejście (w klasyku 5,511).
Jeśli Eisenbichler zawsze 10-ty, to Robert Johansson wiecznie jedenasty. Licznik Wikinga wzbogaca się średnio po każdym konkursie o 25,818 pkt zwykłych i o 5,510 pkt klasycznych. W przeliczeniu na pucharowe podejścia te wartości są oczywiście nieco niższe (25,116 i 5,361).
Na miejscach od 12-go do 16-go niezły miszmasz. Nie ma skoczka, który by w tym przedziale zajmował jedno i to samo miejsce we wszystkich czterech analizowanych kategoriach. Nawet jeśli Halvor Granerud jest 12-ty i pod względem punktów zwykłych (25,626pkt), i klasycznych (5,407), to już biorąc pod uwagę średnią podejściową, z powodu stosunkowo często, w porównaniu z resztą czołówki, zawalanych kwalifikacji, zajmuje pozycję 14-tą (punkty zwykłe – 23,320), a nawet 15-tą (klasyk - 4,920). Stosunkowo „stabilny” jest Andreas Wellinger, który tylko w jednej kategorii, punktów klasycznych na zawody główne, jest 14-ty (5,186 pkt), a w trzech pozostałych siedzi na grzędzie oczko wyżej. Niemiec jest najwyżej klasyfikowanym czynnym punkciarzem zwykłym, którego średnia punktowa na konkurs jest niższa niż 25 oczek (24,494). Biorąc pod uwagę wszystkie kontakty Wellingera z Pucharem to jego średnia zwykła to 23,920 pkt, a klasyczna 4,963. Na 14-tej pozycji konkursowej klasyfikacji zwykłej mamy Richarda Freitaga (24,826 punktu/zawody). W wersji nykaenenowo-weissflogowej Niemiec byłby już jednak lokatę niżej (5,110). Awansuje za to, jeśli dołożymy do obliczeń kwalifikacje. W wersji zwykłej aż na miejsce 12-te (24,058), a w tej drugiej na 14-te (4,951). Piętnasty w zwykłym rankingu punktowym Karl Geiger (24,301 pkt/konkurs), w wersji klasycznej jest dopiero 16-ty (5,074). I tak samo jest w klasyfikacjach obejmujących również kwalifikacje. 15-ty w pierwszym z zestawień (23,119 pkt/podejście) i 16-ty w drugim (4,827). Stosunkowo najmniej doświadczony z wszystkich dotąd wymienionych (ma za sobą ledwie 70 pucharowych podejść, w tym 67 konkursów) Marius Lindvik ma, jak wskazują przytaczane tabele, stosunkowo wysoką, w stosunku do pozostałych skoczków tego przedziału, jakość konkursową. Można tak wnosić po tym, że w rankingu zwykłym jest 16-ty (24,119 punktu/konkurs), a w tym klasycznym aż 4 miejsca wyżej (5,358). Takie same lokaty Norweg zajmuje w rankingach uwzględniających nieudane kwalifikacje (średnie, odpowiednio, 23,186 i 5,129).
Lokaty 17-tą i 18-tą okupują, naprzemiennie, Noriaki Kasai i Domen Prevc. To znaczy w trzech przypadkach wyżej jest Sędziwy. Najmłodszy z Prevców wygrywa z nim tylko w kategorii „podejścia zwykłe” (22,855:22,661 punktu /podejście). Co ciekawe, łączna przewaga Kasaiego nad Słoweńcem w pozostałych trzech kategoriach (punkty zwykłe 23,696:23,664; punkty klasyczne 4,951:4,885; podejścia klasyczne 4,734:4,718) jest mniejsza niż Prevca nad nim w tej jednej. Przy okazji. Japończyk jest najwyżej sklasyfikowanym czynnym skoczkiem, który wyskakał mniej niż pełne pięć klasycznych punktów na konkurs. Pięć klasycznych punktów oznacza miejsce 11-te, choć nie wiem czy to tak można do końca dosłownie przeliczać.
Czołową 20-tkę najlepszych efektywnych punkciarzy uzupełniają Michael Hayboeck i Anders Fannemel. We wszystkich czterech kategoriach Austriak zajmuje miejsce 19-te (22,397 punktu/konkurs, 21,741 punktu/podejście, 4,470 punktu klasycznego/konkurs i 4,339 punktu klasycznego/podejście), a Norweg 20-te (odpowiednio: 20,988; 18,935; 4,253; 3,837).
Myślę, że jeśli ktoś uważnie śledzi to, co się dzieje w PŚ w wieku XXI-szym, to nie jest aż tak bardzo zdziwiony brakiem innych Polaków w czołowej 20-tce tych rankingów. Mam na myśli Żyłę i Kubackiego, bo trudno posądzać o to pozostałych (w końcu jaki jest koń, każdy widzi). Piotra i Dawida nie ma w tej 20-tce z tej samej przyczyny, dla której Kamil jest poza czołową trójką. Po prostu. Byli słabi, żeby nie napisać słabiutcy, a wysyłano ich na Puchar Świata. Austriak, jak był słaby, to jechał na PK albo FIS Cup, a na PŚ jechali w tym momencie Autriacy dobrzy. Kubacki, jak był słaby, to jechał na PŚ. Bo i tak nie było lepszych. I dlatego ma 18 nieprzebrniętych kwalifikacji i 70 bezpunktowych konkursów na koncie. A taki Freitag, na przykład, odpowiednio 7 i 31. Przy niewiele mniejszej liczbie pucharowych startów (10% różnicy). Tego, że Kubackiego i Żyłę prowadził w kadrze do marca roku pańskiego 2016 pan Kruczek, a Niemców i Austriaków ktoś inny, nie chcę już nawet wyciągać, ale swoje znaczenie, być może zasadnicze, też to ma. Żeby się w każdym razie już dalej nad tym Kruczkiem nie znęcać, to może, w ramach kompletowania danych, liczby dotyczące pozostałych Polaków.
Drugim naszym czynnym skoczkiem po Bogu, znaczy po Stochu, jest w Polsce na tę chwilę, jak się okazuje, jednak Piotr Żyła. Jeśli oczywiście kierować się tylko punktami PŚ, czego bym dnie zalecał. Wiślak zdobywa średnio 18,828 punktu na konkurs i 17,536 punktu na pucharowe podejście. Daje mu to w całej stawce 22-gie miejsce. 22-gi jest również jak chodzi o ranking dotyczący liczby punktów klasycznych przypadających na jedno podejście. Jego aktualny wynik – 3,431. Natomiast pozycję niżej plasuje się Żyła w klasyfikacji najefektowniejszych punkciarzy klasycznych. Wywalczył dotąd 3,684 klasycznego punktu na konkurs i ustępuje Dawidowi Kubackiemu (3,692), który go z tej 22-giej pozycji tutaj strącił. Kubacki jest zaraz za Żyłą w rankingu punkciarzy zwykłych (średnia 18,662) oraz w liczbie punktów klasycznych przypadających na podejście (3,429). Jeżeli chodzi natomiast o punkty zwykłe przeliczane na pucharowe podejścia, to obu Polaków przedziela Niemiec Stephan Leyhe. Dotychczasowy przeciętny rezultat Kubackiego – 17,329 pkt/start.
Ubiegłosezonowe świetne starty spowodowały, że na pozycję nr 4 w Polsce, wysunął się dość niespodziewanie Andrzej Stękała. Polak zajmuje 34-te miejsce w klasyfikacjach dotyczących punktów zwykłych i 33-cie w tych, które dotyczą punktów klasycznych. Co jednocześnie oznacza, że aby być w tej chwili w szeroko rozumianej czołówce czynnych pucharowych skoczków, nie trzeba aż tak dużo. A poza tym stanowi o skali regresu, jaki dopadł Macieja Kota, który przez ostatnie kilka sezonów zjeżdża we wszystkich rankingach jak po równi pochyłej i, mimo należenia niegdyś do ścisłej czołówki, teraz jest już w każdym z nich za Stękałą. Skoczek z Dzianisza zdobywa średnio w konkursie 12,565 punktów, a na jego pucharowe podejście przypada ich 10,906. Klasycznych punktów po każdych zawodach głównych przybywa mu, wg statystyk, równe dwa, a na podejście zdobywa ich średnio 1,736. W wypadku Kota liczby te wyglądają następująco: na konkurs 11,735 punktu zwykłego (miejsce 36-te) i 1,905 klasycznego (35), a na pucharowe podejście, odpowiednio, 10,317 (38) i 1,675 (35).
Szóstym najlepszym polskim punkciarzem w przeliczeniu na pojedyncze zawody jest Jakub Wolny. Każdy konkurs przynosi mu średnio 7,663 punktu zwykłego (45-ty w stawce) i 0,814 punktu klasycznego (47-my). W przeliczeniu na jedną styczność z Pucharem Wolny zdobywa 6,865 punktu zwykłego (44) i 0,729 klasycznego (48).
Siódme najlepsze statystyki z Polaków ma w przedmiotowym temacie Stefan Hula. Nasz domorosły oldboj (ale co z niego za oldboj, jak jest tylko 4 miesiące starszy od Żyły i 8 od Stocha; no chyba, ze uznamy, że mamy całą drużynę oldbojów, to tak) jest 59-ty w stawce jak chodzi o przeciętną liczbę punktów zdobywanych w jednym konkursie. Jego wynik – 5,413. Cztery lokaty wyżej jest Polak w rankingu klasycznym. W przeliczeniu na konkurs zdobył bowiem 0,561 punktu klasycznego. Jeśli brać z kolei pod uwagę nie tylko zawody główne, ale wszystkie pucharowe podejścia, to Stefan Junior Hula (śmiesznie brzmi, ale mam nadzieję, że wszyscy pamiętają jego ojca, też Stefana, brązowego medalistę sprzed 47-miu lat z Falun w dwuboju klasycznym) jest 58-my w rankingu zwykłym (4,504 pkt/start) i 55-ty w klasycznym (0,472).
Na miejscach 8-10 pomieszanie z poplątaniem. Choć może nie do końca. Bo tak. W przeliczeniu punktów na konkurs zwykły oraz na zwykłe podejście ósmy jest Klemens Murańka (odpowiednio 4,596 i 3,527 punktu/analizowane zdarzenie, co daje, też odpowiednio, 62-gą i 63-cią pozycję w stadzie), dziewiąty Aleksander Zniszczoł (3,691 i 3,099, co się przekłada na miejsca 69 i 65 w całym peletonie), a na pozycji nr 10 Paweł Wąsek (3,143 i 2,200, co lokuje go, odpowiednio, na pozycjach 74 i 76). Ale w rankingach klasycznych najwyżej z tej trójki jest właśnie Wąsek (58-my w przeliczeniu na konkurs – 0,476 pkt i 62-gi w przeliczeniu na podejście – 0,333). Dwa razy na 64-tej pozycji można dostrzec nazwisko Murańki (0,394 i 0,302 pkt/analizowane zdarzenie), a Zniszczoł ląduje, na razie, w przypadku konkursów na miejscu 67-mym (0,294), a w przypadku pucharowych podejść na 65-tym (0,247). Na 81 czynnych skoczków, którzy są w tych dwóch klasycznych rankingach klasyfikowani. Czyli, po ludzku mówiąc, byli chociaż raz w czołowej 15-tce pojedynczego konkursu.
Jedenasty z Polaków, Tomasz Pilch, nigdy do czołowej 15-tki zawodów jeszcze nie wskoczył (notabene wskoczył dotąd tylko, dwukrotnie co prawda, na miejsce 30-te), więc siłą rzeczy ujęty jest tylko w dwóch zestawieniach „zwykłych”. W obu, rzecz jasna, przy samym końcu, ale są goście z gorszymi od niego współczynnikami. Na 112-tu czynnych skoczków, którzy mieli zaszczyt choć raz wystąpić w serii finałowej, nasz skoczek zajmuje lokatę 109-tą jak idzie o punkty w przeliczeniu na zawody główne (0,222) i 108-me jeśli chodzi o punkty w przeliczeniu na pucharowe podejście (0,182). W pierwszym z zestawień za nim są tylko Schuler, Alamommo i Soukup, w drugim dochodzi jeszcze Larson.
I to by było, w tym odcinku, na tyle.
c.d.n.n.

Lubię to! Skomentuj6 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Sport