27 obserwujących
1288 notek
744k odsłony
  138   0

Raporty z pucharowych skoczni – Titisee Neustadt (11)

Dziś, zamiast jak zwykle przedstawiać tylko statystyki, postanowiłem luźno pofilozofować. Statystyk będzie tym razem jak na lekarstwo.

Taki kadłubowy trochę ten weekend był. No bo bez Lindvika i paru innych, nominalnie mocnych, Norwegów, bez Peiera, bez pierwszej reprezentacji Polski (pytanie czy to ostatnie miało akurat jakieś znaczenie dla końcowych wyników), bez najlepszych, za wyjątkiem Klimowa, Rosjan. A dodatkowo bez egzotyki w postaci Czoja, Kazachów, Rumunów i temu podobnych. Mnie osobiście najbardziej martwi brak Koreańczyka, któremu ewidentnie zabiera się w ten sposób możliwość doprowadzenia rekordu nieprzebrniętych kwalifikacji do niebotycznej liczby 200 (słownie: dwieście) jeszcze w tym sezonie. Ale, na szczęście, Czoj zapowiedział, że jedzie na igrzyska 2026 (na te nie jedzie), więc strachu, że sufitu nie przebije, raczej nie ma.

Z drugiej strony mieliśmy wewnątrzniemiecką i wewnątrzaustriacką bitwę o paszporty do Pekinu. Więc emocje na pewno były. Widhoelzl zrezygnował ostatecznie z Aignera i Aschenwalda. Trudno mu się w sumie dziwić. Kraft w najwyższej formie może nie jest, ale my Kamila też nie wysyłamy w lutym na PK, więc dlaczego mieliby tak robić Austriacy. Tym bardziej, że austriacki krasnal jakby się budził. Bardzo powoli, co prawda, ale a nóż widelec upadnie w Willingen i mu się wszystko, tak jak niegdyś Ammannowi, poprzestawia? A takiemu Aignerowi można zaproponować zmianę obywatelstwa na polskie. Nawet jeśli nie byłby liderem, to na pewno zmieściłby się w ekipie na drużynówkę. Pech, że nie jest Nigeryjczykiem, a zamiast Doleżala kadry nie prowadzi Jerzy Engel. Byłyby większe szanse. Na polskie obywatelstwo dla Aignera, bo na lepsze skoki Polaków to chyba takie same.

No to zerknijmy do Niemców. Jeszcze przed piątkowymi kwalifikacjami z niemieckiej ekipy na Pekin wykluczył się definitywnie Andreas Wellinger. To znaczy zrobiła to za niego kontuzja, której nabył w Zakopcu i przez którą ostatecznie nie mógł wystartować w Badenii-Witembergii. Chodzi też druga wersja, że powodem jest covid, a kontuzji w ogóle nie było. Jak jest rzeczywiście, wyjdzie chyba dopiero w Willingen, choć Horngacher skład już podał. I to przed niedzielnym konkursem. Chyba po to, żeby było, że zrobił to sprawiedliwie. Jeżeli sprawiedliwe jest to, ze do Pekinu leci Paschke, to to jest sprawiedliwość Kalego albo Pawlaka. Kazimierza, nie Waldemara. Sytuacja wypisz-wymaluj identyczna z tą w polskiej kadrze, kiedy zamiast Murańki do Soczi pojechał Kubacki. Jeśli można mówić o beznadziejnej psychice Klimka, to ja bym ją datował od tego właśnie momentu. Nie wiem jak tam będzie dalej z psychiką u Freunda, ale on, na szczęście, największe sukcesy ma już za sobą i dzięki temu może się tylko na trenera patrzeć z politowaniem. Klimek na Kruczka też wtedy patrzył, ale politowaniem bym tego raczej nie nazwał. Ale ad meritum. Horngacher to jest jednak bezwzględny do bólu wuj. Dla niego nie liczy się nic poza tym, czy ktoś jest wierzącym w niego ślepo żołnierzem. Paschke jest, więc jedzie. Severin Freund, były wielki mistrz, który od Nowego Roku skacze dużo lepiej od Pi(j)usa, zostaje w domu. Myślę, że już nie tylko Jan Ziobro źle życzy Horngacherowi. Zresztą. Jakby tak wziąć od podszewki, to źle mu życzy jeszcze paru innych polskich skoczków. Tyle, że na razie jeszcze skaczą, więc siedzą cicho, bo na Horngachera słowa nie można powiedzieć. To ja powiem. Był fachman, nie da się w żadnym razie zaprzeczyć. Ale ile złego wyrządził polskim skokom separując pięciu najlepszych od całej reszty i nie dopuszczając nikogo poza nimi do swoich „tajemnic”, to wie tylko on, skoczkowie i parunastu gości w PZN-ie.

Po zawodach w Titisee wszyscy trenerzy, nie tylko Niemcy i Austriacy, ogłosili końcowe składy na igrzyska. Są niespodzianki. Na przykład u Amerykanów i Ukrainców. Ale o tym przy okazji samych igrzysk.

Zanim przejdę do statystyk, które ograniczę do kilku najlepszych skoczków, jeszcze jedna uwaga.

Pan Od Sprzętu znów pozwolił na wolną amerykankę. Tym razem znów Niemcom. Już nawet nasi komentatorzy, przy okazji skoków Eisenbichlera, bez krępacji sobie z tego publicznie drwili, co zresztą świadczy o tym, że w środowisku oficjalnie się o tym mówi. Inaczej trzymali by przecież gęby w kuble. Przyznam, że wiązałem z tym Finem pewne nadzieje. Tymczasem teraz widzę, że może się okazać, że jeszcze z łezką w oku wspominać będziemy z czasem Austriaka, który wydaje mi się w tej chwili wcale nie aż takim drukarzem, za jakiego miałem go jeszcze rok temu. Po prostu porównuję.

No to już statystyki. Napisałem wyżej, że będzie tylko o najlepszych. Dwa wyjątki. Będzie o Niemcach, których bardzo lubię ja i których nie lubi Horngacher. Też bardzo. To znaczy do tej pory myślałem, że tylko jednego z nich, ale teraz widzę, ze obu.

Lubię to! Skomentuj Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Sport