27 obserwujących
1376 notek
822k odsłony
  145   0

Taki to był sezon. Podsumowanie zimy 2021/22 w skokach narciarskich

Trochę czasu od zakończenia sezonu minęło. Człowiek nabrał dystansu. Można podsumowywać. Zbiorę to w jednym odcinku, bo obawiam się, że większa ich liczba byłaby ponad siły czytelników. Co innego gdybym zaczął pisać o lidze okręgowej śląskiej. Czego zrozumieć nie mogę, ale do wiadomości przyjmuję. Żeby nie było: tej śląskiej okręgówce to sam się, od czasu do czasu, przyglądam. Dlatego atakować mnie za wyrażoną złośliwość zwyczajnie nie wypada. Po prostu. Wyrażam opinię popartą doświadczeniem:). Zresztą. Mecz naszej Ekstraklasy zresztą też czasem obejrzę. Notabene specjalnej różnicy między nią, a tą okręgówką nie widzę (dla zbulwersowanych – żart taki!)
Od czego tu zacząć?
To może tak.
Sezon ten był pod kilkoma względami niezwykły. Po pierwsze pod tym, że był to sezon olimpijski. Nie co roku się takie zdarzają, prawda? Po drugie, że po raz pierwszy od trzech lat pandemia nie miała wpływu na liczbę rozegranych konkursów. To jednak jakieś novum też jest. Trzecia rzecz to taka że, po raz pierwszy od sześciu lat, w ścisłej czołówce sezonu, ale i zdecydowanej większości konkursów oraz na imprezach mistrzowskich, nie było Polaków. Z gęstymi niczym włosy Michała Pazdana wyjątkami potwierdzającymi regułę, rzecz jasna. Element czwarty. Od bardzo dawna (od siedmiu lat, dokładnie) nie było tak, że praktycznie do ostatniego weekendu ważyły się losy Kryształowej Kuli. Po piąte. Od jeszcze odleglejszej pory nie zdarzyło się, żeby praktycznie na ostatniej prostej zmienił się lider Pucharu Narodów (a przecież naprawdę niewiele brakowało, żeby na samych „kratach” skokowej bieżni tego nowego lidera uprzedził jeszcze ktoś trzeci). Dopiero szóste, ale na pewno nie mniej ważne od poprzednich. A może właśnie najbardziej. Sezon ten jeszcze bardziej od innych wykazał, jak wpływać na wyniki i jak je wypaczać bądź nie, potrafią sędziowie. Różnej maści, choć pierwszeństwo dałbym w tym roku arbitrom od sprzętu. Na plus wyróżniając naszą sędzinę, a na minus jej odpowiednik w zawodach mężczyzn, którego poprzednika, może się okazać, musi krzywdziłem uważając, że nie może być na tej funkcji gorszego. Przy czym rola takiego pana Sedlaka też jest nie do przecenienia. A jak było trzeba, to swoje palce potrafili włożyć między szprychy również punktowi. Prawie na koniec, między konkursami w Planicy (i ten siódmy punkt to już nasz osobisty, polski, wkład własny). czadu dali z jednej strony PZN (odium spadło na Małysza, ale w tle czai się, podejrzewam, pan prezes), a z drugiej trójka polskich liderów którzy, niczym dzieci w piaskownicy, wyrywali publicznie drugiej stronie sporu zabawki. Miałem napisać poszli do mediów i pletli różne rzeczy do kamer. Jak małolaty. Najbardziej ten, którego w życiu bym wcześniej o to nie podejrzewał. No i już rzeczywiście na sam koniec, po ósme. Niezwykły konkurs finałowy sezonu, który pokazał, że skoki są jeszcze do uratowania i że, jak się tę całą FIS-owską bandę kolesiów ukróci (pytanie czy się w ogóle da) i nie pozwoli jej zamieniać tej pięknej dyscypliny w żałosny cyrk, gdzie ważne jest wszystko, tylko nie sprawiedliwy wynik zawodów, to jesteśmy w stanie wrócić do korzeni. Czyli do sytuacji, kiedy ten, który skacze z wiatrem pod narty, na dwie nogi i 30m bliżej od mającego tornado w plecy konkurenta, nie ma szans by tego konkurenta pokonać. Nigdy i nigdzie.
Tak, że jak widać, od początku do końca było tej zimy wesoło.
Od początku, bo zaraz na wstępie, jak pewnie niektórzy pamiętają, a miłośnicy FIS pamiętać nie chcą, próbowano wyautować z walki o KK późniejszego jej zdobywcę. Rioju Kobajaszi zaraz w pierwszy weekend został zdyskwalifikowany, a w drugi i trzeci pozbawiony możliwości współzawodnictwa z rywalami z tytułu wyimaginowanego COVID-a, który stwierdzono u niego w sytuacji, gdy chwilę wcześniej dwa testy antygenowe wyszły mu negatywne. Co zresztą sfilmował. Stracił Samuraj przez nieobecność w tych trzech konkursach, licząc jego średnią sezonową, co oczywiście jest dla niego wyjątkowo niekorzystne, bo był wtedy w formie dużo wyższej niż średnio w sezonie, ponad 173 punkty.
Zasłużył na tę Kryształową Kulę Kobajaszi jak najbardziej. Zasady wyłaniania najlepszego skoczka sezonu są jasne. Wygrywa ten, który zgromadzi po ostatnim konkursie w generalce PŚ największą ilość punktów. I on ją zgromadził. Ale nie tylko to przemawia za Japończykiem. Oprócz tego wygrał zdecydowanie najwięcej konkursów w sezonie. Najwięcej razy (to już ex aequo, ale pamiętajmy, ze miał mniej startów) stał na pucharowym podium. W fantastycznym stylu, o mały włos nie powtarzając wyczynu sprzed trzech lat, kiedy to wygrał tam wszystkie cztery konkursy, zwyciężył w Turnieju 4 Skoczni. Za każdym razem kiedy skakał w zawodach, jako jedyny z całej stawki, kończył je w czołowej 10-tce. No i wisienka na torcie, bo to jest to, czego brakło mu trzy lata temu, kiedy punktowo dużo bardziej zdominował Puchar Świata. Na najważniejszej imprezie sezonu, a były nią, nie zapominajmy, odbywające się raz na cztery lata igrzyska, zdobył aż dwa medale. Na mniejszej ze skoczni został mistrzem olimpijskim, na większej wicemistrzem.
Na drugim miejscu, jeżeli chodzi o najlepszych skoczków sezonu, umieściłbym nie drugiego w generalce Karla Geigera, a Mariusa Lindvika. Powody są dość proste. Gdyby nie Pan Od Sprzętu, to Niemca na obu tegorocznych imprezach docelowych by praktycznie nie było (myślę o medalu), a Norweg został w Pekinie mistrzem olimpijskim, a w Vikersund mistrzem świata w lotach. Wyprzedził też Geigera (5:4) w liczbie wygranych konkursów PŚ i stanął, w przeciwieństwie do Niemca, na końcowym podium T4S. I to po prawej stronie Samuraja, nie po lewej. A na koniec, dzięki zdecydowanemu zwycięstwu w ostatnim, najpiękniejszym z pięknych, konkursie finałowym sezonu, wskoczył przed Graneruda na końcowe podium wyścigu o Kryształową Kulę. Dla mnie bomba.
Wspomnianego Karla Geigera, którego do tamtej pory ceniłem i podziwiałem wyjątkowo, przestałem szanować w jednym momencie. Jego i jego trenera. Przy czym ten drugi podpadł mi już kilka razy wcześniej. Ale Geiger dopiero teraz. Wtedy, kiedy się okazało, że dla osiągniecia celu są, wraz ze szkoleniowcem, gotowi na wszystko. Również na to by, z pomocą skorumpowanego (bo inaczej tak ewidentny i udokumentowany filmowo faul by zwyczajnie przejść nie mógł) kontrolera sprzętu, na głównej imprezie sezonu, w biały dzień, oszukiwać w tak bezczelny i nachalny sposób. W dodatku tydzień czy dwa po tym, jak sygnalista Horngacher złożył donos na Polaków w dużo mniej ewidentnej sprawie. Dlatego, z kronikarskiego obowiązku, odnotuję, że Niemiec zakończył w tym roku wyścig o KK na miejscu drugim, że 11-krotnie stanął na podium PŚ i że wśród tych 11-tu podiów były 4 zwycięstwa. Gratuluję.
Mówią, że bardzo zawiedziony po konkursach Planicy był Halvor Granerud, który zdominował, przynajmniej w PŚ, sezon poprzedni. Pytanie czy swoją postawą w całej zimie (i tego bym nie rozumiał, bo 10 (2-6-2) pucharowych podiów w jednym sezonie i 20-krotna obecność w czołowej 10-tce, a nawet 9-tce konkursów, to raczej nie jest powód do płaczu) czy tym, że dosłownie w ostatnim skoku stracił miejsce na podium klasyfikacji generalnej PŚ. Ta druga rzecz na pewno przyjemna nie jest, tym bardziej, że do podium brakło ledwie czterech punktów. Ale widziałem już większe dramaty. Raz, i to na igrzyskach, facet przegrał bieg na 50km o jedną setną sekundy. Ale na generalnym podium Norweg w minionym sezonie i tak stanął. W Turnieju 4 Skoczni zajął miejsce trzecie. Walkę o które, na przykład, przegrał z Kubackim w zeszłym roku. Gdyby miało to Granerudowi poprawić nastrój, to jest kategoria, w której jest on w całej stawce wyraźnie najlepszy. Jeśli zsumować punkty zdobyte przez poszczególnych skoczków w ostatnich dwóch sezonach, to Wiking to zestawienie zdecydowanie otwiera.  Z przewagą niemal 260-ciu oczek nad drugim Kobajaszim. Tyle, ze nie jestem przekonany, że wiedza na ten temat mu cokolwiek rekompensuje.
Piąty na mecie sezonu zameldował się tej zimy Stefan Kraft. On, moim skromnym zdaniem, może być z siebie bardzo zadowolony. Szczególnie z drugiej części sezonu, w której odniósł zdecydowaną większość tegorocznych sukcesów. A trochę ich było. 9 pucharowych podiów, z tego  cztery najwyższe. Medal, nie pierwszy zresztą, na mistrzostwach świata w lotach. Brak medalu indywidualnego na igrzyskach musiał sobie, co prawda, zrekompensować drużynowym złotem, ale jak się nie ma co się lubi… Kamil Stoch też by się pewnie z drużynowego olimpijskiego złota cieszył. A nie może. Miniony sezon musiał u Krafta zwiększyć wiarę w realną możliwość pobicia przezeń wielu pucharowych rekordów wszech czasów. No bo jeśli po sezonie 28-letniemu Austriakowi brakuje do lidera zwykłej klasyfikacji punktowej wszech czasów, Ahonena, już tylko niecałe 5500 oczek (w sześciu z ośmiu ostatnich sezonów Kraft zdobywał ponad 1000 punktów, a w siódmym niemal 900), niecałe 1250 w punktowej klasyfikacji klasycznej, a w liczbie wywalczonych podiów jest od niego słabszy o pudeł 27. To są liczby które, jeśli Kraft jeszcze przez 5 lat, czyli do, mniej więcej, obecnego wieku Freunda, będzie skakał na poziomie z tego sezonu, są możliwe do pobicia. Tym bardziej, i to już dodam z lekka (nie bardziej) złośliwie, że czy gostek skoczy 40 czy 240 metrów, to i tak dostaje od sędziów 19-tki. A to jednak ma znaczenie.
To było pięciu najlepszych skoczków całego sezonu, ale nie tylko oni stanowili o kolorycie tegorocznej skokowej rywalizacji.
Wspaniałe wrażenie, pewnie nie tylko na mnie, zrobili w tym sezonie Słoweńcy. Jako całość i każdy z osobna. No może nie każdy, bo przynajmniej raz wystąpiło ich w PŚ aż 13-tu, ale czołowa szóstka na pewno. Może nawet sześciu i pół, jeśli policzyć to, co pokazał najmłodszy z Prevców w kwalifikacjach do mamuta w Oberstdorfie. Anze Lanisek, Timi Zajć, Cene i Peter Prevcovie, Lovro Kos i Ziga Jelar (wymieniam w kolejności liczby miejsc zajętych w klasyfikacji końcowej) odcisnęli się na tej edycji Pucharu w sposób niezwykle widowiskowy. I nie chodzi tylko o to, że stanęli w sumie 16 razy na pucharowym podium (3-6-7) i że zdobyli w sumie (to już wraz z Domenem, Semenicem i Pavlovcicem, których sumaryczny wkład w ten wynik wynosił 86 oczek) 5742 pkt, dzięki czemu o mały włos nie wygrali Pucharu Narodów. Chodzi również o ich postawę na imprezach mistrzowskich (srebro Zajca w Vikersund, miejsca tuż za podium Prevca, Laniska i Zajca w konkursach pekińskich, a Prevców i Laniska w Norwegii, drużynowe złoto w lotach i srebro zespołu w Pekinie) oraz o to, jak zdominowali końcówkę sezonu. A to, co zademonstrowali u siebie w Planicy, to był jakiś sen dnia wiosennego. Szczególnie pierwszego dnia finałowych zmagań, kiedy to zajęli cztery pierwsza miejsca w zawodach wyrównując w tym zakresie 40-letni rekord wszech czasów.
Dużo lepiej niż poprzednim sezonie zaprezentowali się Austriacy. O Krafcie już było, ale nie tylko on zasługuje na osobny akapit. Rewelacyjny sezon zaliczył Jan Hoerl, który wylądował na koniec sezonu na wspaniałej 9-tej pozycji w generalce, zdobywając w całym sezonie ponad 650 punktów i, po raz pierwszy w karierze, wygrywając pucharowe zawody (W Wiśle, notabene). Na poziomie poprzedniej zimy (punktowo o 5 oczek mniej, za to o jedno miejsce wyżej w generalce), tuż za czołową 10-tką, uplasował się inny z Austriaków Daniel Huber. On też, po raz pierwszy w karierze, wygrał w tym sezonie jedne pucharowe zawody. O doskonałym, zważywszy wiek w jakim się znajduje, sezonie może również mówić starszy o dwa lata od Stocha i półtora roku od Żyły Manuel Fettner. Trzeci najlepszy punktowo wynik w karierze, aż pięciokrotna obecność w czołowej 10-tce pucharowych konkursów i wiśnia, nie wisienka, na torcie w postaci indywidualnego wicemistrzostwa olimpijskiego. Dodajmy do tego zdobyte w dobrym stylu, wraz z Kraftem, Hoerlem i Huberem zresztą, olimpijskie drużynowe złoto i już mamy odpowiedź dlaczego poświęciłem tu austriackiemu weteranowi aż tyle miejsca.

O kim jeszcze, zanim przejdę do naszych, chciałbym w tym podsumowaniu wspomnieć? Należy się to, moim zdaniem, kilku pojedynczym skoczkom. Wypada zauważyć, że w dość dobrym stylu powrócili do rywalizacji po dłuższej przerwie Szwajcar Kilian Peier i Niemiec Stefan Leyhe. W obu przypadkach ten dobry powrót był na koniec sezonu nieco przybrudzony ich bardzo słabymi, żeby nie napisać beznadziejnymi, występami na mamutach, ale to nie ich wina, że na największych skoczniach skaczą generalnie słabiutko, a FIS układa kalendarz, jak układa. W każdym razie Szwajcar dopiero po ostatnim konkursie wypadł z czołowej 15-tki klasyfikacji za cały sezon. Niemiec przez większą część sezonu był w 20-tce. Ukończył zimę na pozycji nr 22.
I znów o Austriakach muszę. Clemens Aigner wrócil do PŚ z półtorarocznego niebytu, gdzie zahaczał nawet nie o drugą, a o trzecią ligę. Nie skacząc w PŚ aż do połowy T4S oraz w końcówce sezonu na skoczniach mamucich, Austriak mimo to zdołał uzbierać ponad 150 pucharowych punktów i usadowić się w generalce na 35-tym miejscu. I drugi z Austriaków, jeszcze junior, Daniel Tschofenig. On dobił nawet do 250-ciu punktów i do miejsca 25-go. A przecież też parę konkursów opuścił, bo w międzyczasie zdobył w Zakopanem tytuł mistrza świata juniorów.
Wspomnieć wypada też o historycznym wydarzeniu, choć to pewnie jednorazowy wyskok był. Po raz pierwszy w historii Pucharu Świata zapunktował Turek.Fatih Arda Ipcioglu, konkretnie. Tym samym jedyną nacją, która w PŚ bierze udział i jeszcze żadnych punktów w nim nie zdobyła, pozostają Rumuni.
Teraz pożegnania. Ale krótkie, bo epitafia będą albo w lecie (bardzo mało prawdopodobne) albo tuż przed zimą (dużo bardziej). Ze skokami narciarskimi (w trakcie, lub zaraz po sezonie) pożegnali się, w kolejności wynikającej z zasług: Niemcy Severin Freund i Richard Freitag, Japończyk Daiki Ito, Słoweniec Anze Semenic, Szwajcar Andreas Schuler i Fin Andreas Alamommo. Najprawdopodobniej pożegna się z nimi również Czech Viktor Polasek, choć czescy działacze deklarują, że spróbują go jeszcze reanimować.
Tym sposobem doszliśmy do Polaków. Napiszę tak.
Gdyby ten sezon następował bezpośrednio po zimie 2015/16 to uznalibyśmy go za „nadziejny”. Ponieważ następuje po pięciu latach, w którym od naszych sukcesów uginało się wszystko, na czym byśmy ich nie położyli, to nie ma się co dziwić, że duża część sportowych kibiców, oceniając ostatnią zimę w wykonaniu naszych skoczków przed przedmiotowym „nadziejny” stawia bez wahania przedrostek „bez”.
Można na to znaleźć, i to nie będąc żadnym przeciwnikiem polskiego sztabu szkoleniowego i trenera Doleżala, liczne argumenty. Przytoczę je w formie tabeli, gdzie każdy ze skoczków będzie porównany do siebie z paru poprzednich sezonów. Rzecz będzie dotyczyć 10-ciu polskich skoczków uznawanych w tej chwili, ale tez w poprzednich latach, za najlepszych. Nie ma w tym zestawieniu Habdasa, bo startował w PŚ pierwszy sezon. Kolejność zawodników wg miejsc zajętych w klasyfikacji generalnej ostatniego sezonu.

skoczek                                  punkty Pucharu Świata
                            2021/22     poprzedni sezon       średnia z zim 2016/17-2020/21
Żyła                         480                   825                             722,0 (5 sezonów)
Stoch                      397                   955                           1248,2 (5 sezonów)
Kubacki                  231                   786                             784,2 (5 sezonów)
Wąsek                       61                    62                                16,5 (4 sezony)
Wolny                       46                   195                              130,8 (5 sezonów)
Stękała                     19                   473                             157,7 (3 sezony)
Zniszczoł                   8                      81                               23,2 (5 sezonów)
Hula                           4                        2                              128,6 (5 sezonów)
Juroszek                   0                         -                                   0,0 (1 sezon)
Kot                             0                      17                              265,6 (5 sezonów)
Murańka                    0                    141                                30,6 (5 sezonów)
Pilch                          0                        1                                   0,5 (4 sezony)

skoczek                          w 10-tce w konkursach Pucharu Świata
                         2021/22     poprzedni sezon       średnia z zim 2016/17-2020/21
 Żyła                          5                       15                               13,2 (5 sezonów)
Stoch                        5                       12                               18,2 (5 sezonów)
Kubacki                    3                       14                               12,8 (5 sezonów)
Wąsek                      0                          1                              0,25 (4 sezony)
Wolny                       0                          2                                0,8 (5 sezonów)
Stękała                     0                         7                                2,3 (3 sezony)
Zniszczoł                 0                          1                                0,2 (5 sezonów)
Hula                          0                         0                                1,0 (5 sezonów)
Juroszek                  0                          -                                0,0 (1 sezon)
Kot                            0                         0                                3,2 (5 sezonów)
Murańka                  0                          0                                0,4 (5 sezonów)
Pilch                         0                         0                                 0,0 (4 sezony)

skoczek                                            podia konkursów w PŚ
                        2021/22       poprzedni sezon       średnia z zim 2016/17-2020/21
Żyła                         2                           5                               3,0 (5 sezonów)
Stoch                      1                           8                               9,4 (5 sezonów)
Kubacki                  0                            4                              4,6 (5 sezonów)
Wąsek                    0                            0                              0,0 (4 sezony)
Wolny                     0                            0                              0,0 (5 sezonów)
Stękała                   0                           1                               0,3 (3 sezony)
Zniszczoł               0                            0                              0,0 (5 sezonów)
Hula                        0                           0                               0,0 (5 sezonów)
Juroszek                0                            -                               0,0 (1 sezon)
Kot                          0                           0                               0,6 (5 sezonów)
Murańka                 0                           2                               0,0 (5 sezonów)
Pilch                       0                            0                              0,0 (4 sezony)


skoczek                               medale na imprezach mistrzowskich i w T4S
                      2021/22       poprzedni sezon       średnia z zim 2016/17-2020/21
Żyła                      0                        2                                    1,4 (5 sezonów)
Stoch                   0                         2                                   2,2 (5 sezonów)
Kubacki               1                         2                                   1,6 (5 sezonów)
Wąsek                 0                         0                                   0,0 (4 sezony)
Wolny                  0                         0                                   0,0 (5 sezonów)
Stękała                0                         1                                   0,7 (3 sezony)
Zniszczoł            0                         0                                   0,0 (5 sezonów)
Hula                     0                        0                                   0,4 (5 sezonów)
Juroszek             0                         -                                    0,0 (1 sezon)
Kot                       0                        0                                    0,4 (5 sezonów)
Murańka              0                        0                                    0,0 (5 sezonów)
Pilch                    0                        0                                    0,0 (4 sezony)

Jaki jest koń każdy widzi, choć i tak nie widać wszystkiego, bo co by to było, jakbym, zamiast porównywać do średniej, zaczął tegoroczne wyniki porównywać  do sezonów najlepszych.
I tym, mało optymistycznym, akcentem żegnam się z Państwem do przyszłego sezonu. Jako obserwator skoków, bo tak w ogóle, to się dalej będę czasem naprzykrzał:)

Lubię to! Skomentuj10 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Sport