27 obserwujących
1317 notek
776k odsłon
  354   0

TdF: Pogacar już w żółtej koszulce

Dziś miał miejsce dopiero 7 etap Wielkiej Pętli. Czyli wyścig się praktycznie dopiero zaczyna. Alpy, Pireneje, nawet Wogezy dopiero przed nami.
Tymczasem Tadej Pogacar, zwycięzca dwóch ostatnich edycji francuskiego Touru, nie bawi się w tym roku w chowanego. Rządzi od samego początku wyścigu. Najpierw trochę z tylnego szeregu, kiedy to po zajęciu 3-go miejsca w inauguracyjnej czasówce, przez trzy kolejne etapy spokojnie kontrolował stawkę, a od dwóch dni już na całego. Przedwczoraj, na brukach, jeszcze pozwolił pięciu rywalom (w kontekście walki o klasyfikację generalną na koniec wyścigu mniej niebezpiecznym) na kilkudziesięciusekundową ucieczkę, ale całej reszcie, szczególnie tym, który mają z nim walczyć o końcowy sukces, sam uciekł na kilkanaście, a Roglicovi, potencjalnemu głównemu antagoniście, wykorzystując jego pecha dodajmy, nawet na ponad dwie minuty. Dzięki temu przed wczorajszym etapem byli przed Słoweńcem tylko sprinter Van Aert i oraz dwóch ze wspomnianych pięciu uciekinierów.
Po wczorajszym etapie już ich przed Pogacarem nie było. Słoweniec przyjechał na metę na czele kilkunastosobowej grupki i, dzięki bonifikacie, przystępował do dzisiejszej rywalizacji jako „żółtek”. Dzisiaj było jeszcze lepiej. Tempo Pogacara, mam na myśli kreskę, wytrzymał już tylko Duńczyk Vinegaard, co zaskutkowało ósmym już etapowym zwycięstwem niespełna 24-letniego Słoweńca w historii jego startów w TdF i zwiększeniem przewagi w walce o żółty trykot. Wyscig jeszcze się praktycznie na dobre nie zaczął, a Pogacar ma już 35 sekund przewagi nad Vinegaardem, który jest wiceliderem i ponad minutę nad kolejnymi kolarzami. Jak to tak dalej pójdzie, to strach się bać co się będzie działo w górach.
Oczywiście to jest zaledwie 1/3 wyścigu. Wiele jeszcze się może zdarzyć. Ale jak nie będzie we Francji jakichś nie zapowiedzianych trzęsień ziemi ani spektakularnych i nagłych osłabnięć członków grupy UAE na którymś z etapów, to ja większych szans dla rywali Słoweńca nie widzę. Mimo, że od wielkich nazwisk w tym peletonie się roi.
Na jedną rzecz chciałem zwrócić uwagę. Na rolę Rafała Majki. Polak robi za głównego pomocnika Pogacara. I wywiązuje się z niej na razie niczym kilka lat temu Michał Kwiatkowski z roli prawej ręki Christophera Froome’a (notabene kenijski Brytyjczyk robi w tym roku w nowym teamie chyba za peletonową czerwoną latarnię, bo go dziś widziałem odpadającego od czołówki jako jednego z pierwszych). W obu wygranych swojego lidera miał Polak, jak i cała drużyna zresztą, znaczący udział.
Myślę, że polski kolarz na odejściu z Bory do UAE mocno zyskał. I nie mam tu na myśli jego finansów, choć w tym obszarze też pewnie nie narzeka. U Niemców był niby liderem, na którego, de facto, nawet na wyścigach wieloetapowych zespół nie jechał, bo zawsze ważniejszy był Sagan i jego wygrany, bądź nie, etap. Tutaj każdy zna swoje miejsce, wszyscy w grupie wiedzą kto jest liderem i wszyscy też wiedzą, kto za co odpowiada. Dzięki temu atmosfera jest zdrowa, a kolarze, nie tylko Pogacar, odnoszą satysfakcjonujące ich sukcesy.
Reasumując. Krótko. Szykuje się nam w tym roku w lipcu Wyścig Jednego Aktora. A Tadej Pogacar, w szerszej perspektywie, jest na najlepszej drodze do pobicia rekordu Anquetila, Merckxa, Hinault i Induraina.
PS
Żeby nie było, że nic o tenisie.
Djoko zaliczył kolejne zwycięstwo i zagra w niedzielę z tym wariatem z Australii. Ale ja tego wariata, tak jak Radwańska zresztą, lubię. Więc mimo, że będę trzymał kciuki za Serba, to jeszcze bardziej będę je trzymał za to, żeby Kyrgios zachowywał się w tym dniu jak człowiek. No i jeszcze bardziej za to, żeby dobrze grał. Oczywiście nie na tyle, by wygrać.

Lubię to! Skomentuj20 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Sport