27 obserwujących
1318 notek
777k odsłon
  308   0

TdF. Trzynastego, Jumbo-Visma

Wielu rzeczy się można było spodziewać, ale tego, że Tadej Pogacar skończy środowy etap Wielkiej Pętli na takim miejscu i w takiej kondycji (fizycznej i psychicznej), to chyba najlepsi synoptycy nie przewidzieli. Nie tylko sportowi.
Choć, jak się dobrze zastanowić i przeanalizować wszystko, co się stało, to można dojść do wniosku, że rzecz wisiała w powietrzu.
Po pierwsze. „Arabusów”, UAE Emirates znaczy, dopadł COVID. Najpierw do ósmego etapu nie stanął Norweg Laengen. Dwa dni później z tego samego powodu zabrakło na starcie Nowozelandczyka Bennetta. To były dwa ważne ogniwa w teamie. Nie pisząc o tym, że jazda w sześciu, kiedy najsilniejszy rywal dysponuje pełnym składem, to prawie jak grać w rękę cały mecz w osłabieniu.
Po drugie Rafał Majka też ma COVID-a i to, że team twierdzi, że zupełnie nic mu nie jest, nie musi być prawdą. Nie wiem z jakiej przyczyny nie poszedł w połowie etapu do przodu z liderami, ale jest faktem, że został z tyłu i potem, zamiast skupić się na pomaganiu liderowi, musiał gonić. A w tym czasie Pogacar sam, w pojedynkę, odpierał ataki aż czterech harcowników z Jumbo. Oczywiście trzech z nich, w tym Roglic, przypłaciło to definitywną porażką w kontekście klasyfikacji generalnej, ale jakie to ma dla nich znaczenie? Kolarstwo to nie lekkoatletyka. Tu cały team jeździ by wygrał jeden, a nie po to, by zajmować miejsca od drugiego do piątego.
Majka ostatecznie przed końcową rozgrywką do Pogacara dojechał ale, jak się okazało, Słoweniec, kasując harce rywali z holenderskiej grupy, utracił w międzyczasie ogrom sił. Sił, których zupełnie brakło na końcówkę, kiedy nowa gwiazda Jumbo, Duńczyk Vingegaaed, zaatakowała w stylu… Pogacara. Czyli tak, że nikt nie miał szans.
Ton komentatorów polskiego Eurosportu był po etapie taki, jakby komentowali przemarsz żałobnego konduktu w deszczu pod wiatr. Nie wiem dlaczego. Etap był fantastyczny, emocji pod sam sufit. W dodatku wygrał najlepszy. Nad czym tu płakać? Żeby to jeszcze Pogacar miał polski paszport. Ale, o ile wiem, nie ma.
Patrząc z punktu widzenia kibiców UAE, wyścig przegrany oczywiście jeszcze nie jest. Przy czym po takim etapie jak wczorajszy, ciężko się będzie Pogacarowi podnieść. A jeszcze trudniej będzie zmusić Vingegaarda i Jumbo, żeby nie chcieli iść za ciosem. Sprzyja im wszystko. Sytuacja w peletonie, zajmowane pozycje, kłopoty rywali, rosnące morale i fantastyczna dyspozycja Duńczyka. Jeśli mimo to Pogacar wygra ten wyścig, to będzie znaczyło jedno. Pozycja Merckxa w historii rzeczywiście zaczyna chwiać się w podstawach.
Dwa lata temu Słoweniec praktycznie w pojedynkę załatwił całą, nieporównywalnie wręcz silniejszą od jego teamu, drużynę Jumbo, z Roglicem na czele. Rok temu Holendrów zaraz na początku spotkał cios w postaci kraksy lidera, więc niech będzie, że Pogi miał nieco łatwiej. Teraz ma prawie 2,5 minuty straty, przetrzebioną drużynę i najgroźniejszego rywala (z niesamowicie silnymi pomocnikami) w niebywałym gazie.
Wygrana Słoweńca  w całym wyścigu będzie w tej sytuacji oznaczać, że otworzył sobie na oścież bramę do zdetronizowania wielkiego Belga. Wygrana Vingegaarda natomiast zburzy ten budowany od kilku lat, wydawałoby się skutecznie, spokojnie i cierpliwie, monopol.
A swoją drogą to w Jumbo muszą skakać z radości. Ta porażka sprzed dwóch lat długo leżała im na wątrobie. Podejrzewam, że może i do dziś leży. Nie wiem czy w Emiratach czy Słowenii też, tak jak u nas, ludzie mają pietra kiedy zbliża się trzynasty. A już nie daj Panie do tego piątek. Jeśli mają, to nie pomaga im to, że tym razem formalnie piątku nie było. Bo co z tego, skoro zastąpiła go skutecznie w jego roli drużyna Jumbo-Visma.
Tak sobie czytam ten poprzedni akapit i stwierdzam, że przebija z niego przekonanie, jakby Jumbo już ten wyścig wygrało. A ja wcale, jak tak zajrzę sobie w tym momencie głęboko w oczy, takiego przekonania nie mam. To znaczy raz je mam, a za chwilę już nie. Wiele zależeć będzie od etapu dzisiejszego. Jeżeli Pogacar kryzys zatrzyma, to w Pirenejach i na czasówce jest w stanie to odrobić. I wtedy nawet „13-go, Jumbo-Visma” nie będzie źle wspominał.

Lubię to! Skomentuj8 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Sport