Nie mam, niestety, Polsat-u Sport i przez to, zamiast oglądać wieczorem w domu Wimbledon, to pozostaje mi to, co serwują inne stacje.
TVP wykupiła ME kobiet. Skusiłem się zobaczyć wczorajszy mecz Polek. Mam słabość do piłki nożnej i łapię się na tym, że oglądam ją czy trzeba, czy nie.
No bo rozumiem MŚ i mecze najlepszych. Albo faza pucharowa LM. Ale już mecze polskiej męskiej reprezentacji to jest czysty, żywy masochizm na przykład. A ja mimo to oglądam.
Pomyślałem, że może mecz w wykonaniu polskich piłkarek będzie inny od tego, co prezentują ich koledzy. W końcu dziewczyny, po raz pierwszy w historii, awansowały do finałów ME. Co prawda po barażach i już tu mogła mi się zaświecić czerwona lampka. Ale się, widać, nie zaświeciła. No i włączyłem ten telewizor.
Mecz rozpoczął się dla Polek bardzo dobrze, rewelacyjnie wręcz. Przy czym trwało to, niestety, jakieś 50 sekund. Niech będzie minuta. I potem nastąpiło 89 minut beznadziei. Para komentatorska robiła wszystko, żeby nie powiedzieć jak jest na boisku, no ale oni nie komentowali dla ślepców, tylko dla ludzi, którzy wzroku jeszcze nie stracili. Więc jaki był koń każdy widział.
Nasze piłkarski poszły totalnie w ślady swoich kolegów po fachu. Grały bez ładu i składu. Totalnie właśnie. Obrona Częstochowy i wykop na aferę. Niech Pajor z tym coś zrobi. A Pajor nic nie zrobiła, bo ją Niemki znają jak łysego konia i, w dodatku, kryły ją we dwie. Damska „laga na Robercika”, czytaj „laga na Ewunię”, którą wielokrotnie próbowała uskuteczniać nasza bramkarka, też zupełnie nic nie dawała, bo stoperki Niemiec, nie dość, że dwie, to jeszcze były o głowę od naszej snajperki większe. Wyjątkowo beznadziejny występ zanotowała, zdaje się potencjalna liderka linii pomocy, Ewelina Kamczyk, która była od początku do końca swojego pobytu na murawie tak ospała, że przy każdym, literalnie, wyprowadzaniu piłki z własnej połowy tę piłkę traciła. W urozmaicony zresztą sposób, który nadaje się do głębszej analizy. Specjalnie patrzyłem. W końcu nawet pani trener nie wytrzymała i ją z boiska, tak ze 40 minut za późno przynajmniej, zdjęła.
Jednym słowem: poszły dziewczyny w ślady chłopaków. Chaos, chaos i jeszcze raz chaos. Zero techniki, przynajmniej na tle rywalek. Tak jak, powiedzmy, Glik przy Ronaldinho. W obronie, szczególnie w drugiej połowie, total panic. I wyjątkowo żadna zwrotność. Jakbym okręgówkę oglądał. Albo oldbojów. Po sześćdziesiątce.
Były oczywiście krótkie przerywniki w postaci jakiejś jednej czy dwóch przyzwoitych akcji ofensywnych (notabene, oprócz jednej główki, fatalnie wykańczanych) albo parę dobrych wejść, głównie w pierwszej połowie, naszej 19-letniej stoperki, no ale z czym do ludzi?
Nic dobrego się nie da napisać. Mimo dużych chęci. Natomiast, chcąc być obiektywnym, wypada zakończyć tym, że najważniejsze imprezy rangi ME czy, nie daj Boże, MŚ, to na razie dla nas jakby za wysokie progi. Ja rozumiem, że Niemcy to (podobno, bo nie śledzę) czołówka światowa, ale do tej czołówki to naszym piłkarkom strasznie daleko. Kilometry i setki hektarów. Choć przecież, podobnie jak koledzy, większość gra w dobrych, europejskich, klubach.
Oczywiście. Jeśli jest możliwość tam występować, niech tam grają. Ale żeby liczyć w takich imprezach na jakieś sukcesy, to trzeba podnieść poziom gry nie o piętro, ale o pięć. Nie chciało się patrzeć jak te Niemki, często koleżanki naszych piłkarek z pierwszych jedenastek tych samych klubów, przerastają je na boisku o kilka klas we wszystkich niemal aspektach piłkarskiego abecadła. Co zresztą wydaje się, idąc do głowy po jakąś logikę, zupełnie niezrozumiałe. No bo skoro w klubie grają obok siebie?
Po tym spotkaniu zaczęła we mnie kiełkować myśl, że może rozwieść się z tym moim piłkarskim masochizmem? Ale co robić, skoro tenisa oglądać nie mogę, a w Eurosporcie zaczął się właśnie wyścig o miano Największego Koksiarza Roku i będą to, w tę i we w tę, przez prawie miesiąc tłukli na obu ichnich, zdaje się, programach. A na urlop idę dopiero we wrześniu.
Wychodzi, że w lipcu jest mi jednak pisany masochizm. Przynajmniej w zakresie telewizyjnym przydomowym. Z krótkimi przerwami na oglądanie w knajpce Wimbledonu.
I jak tu nie chcieć, żeby Iga grała jak najdłużej?
Inne tematy w dziale Sport