To jest oczywiście dopiero „pierwsza tura wyborów”. Może nawet „prawybory”.
Tym niemniej Argentyńczyk pokazuje, nie powiem komu, że w wieku 39 lat można być cały czas liderem. I to nie byle kogo, a mistrzów świata. Takim prawdziwym, a nie branym na te mistrzostwa tylko po to, żeby trzaskać jakieś rekordy, a wynik drużyny wydaje się sprawą drugoplanową. Jakby ktoś nie wiedział o kogo w tym drugim wypadku chodzi, to bardzo przepraszam. Z szacunku dla wcześniejszych dokonań, nie wymienię. Choć nie wiem, czy z tym wytrzymam. Na razie podpowiem tylko, że pewnie wyjdzie dzisiaj w pierwszym składzie i, jak to ma ostatnio w zwyczaju, będzie psuł zespołowi całą robotę.
Wracając do tematu. Leon zagrał swoje solo, a przy okazji ustrzelił hattricka. Tym samym zrównał się z najlepszym dotąd strzelcem mistrzostw świata w historii, Niemcem Klose. Mirosławem zresztą. Po meczu Argentyny z wyjątkowo, notabene, bladą Algierią obaj mają na kontach po 16 mistrzowskich finałowych goli. Z tym, że Leon w następnym meczu gra z Jordanią. Są więc duże szanse, że po następnej rundzie będzie już samodzielnym liderem przedmiotowej klasyfikacji.
Messi ma ten duży plus, że on, w przeciwieństwie do niektórych konkurujących z nim rywali (że znów z nazwiska nie wymienię) tych wszystkich rankingów nie przeżywa. Przynajmniej tak strasznie jak ci z nazwiska nie wymienieni. Co mu zresztą idzie na zdrowie. Dlatego pewnie nie martwi się ani tym, że ledwie 27-letni, czyli ponad 11 lat młodszy, Mbappe też wczoraj strzelił dwie bramki i łącznie ma ich na liczniku ledwie dwie mniej od Argentyńczyka. Jeszcze mniej martwi go pewnie, że dwa gole zdobył też wczoraj Halland, dla którego występ przeciw Irakowi był debiutem w mistrzostwach, więc on, na razie, może co najwyżej rywalizować w kategorii „najlepszy strzelec tych mistrzostw”. Dla Leona zawsze najważniejsze były reprezentacja i klub. Potem dopiero osiągnięcia indywidualne. Może dlatego doszedł dalej od tych z zamienionymi priorytetami.
Można, z dużą dozą prawdopodobieństwa, domniemywać, że Mbappe, kiedy będzie kończył karierę, będzie w klasyfikacji strzelców wszech czasów przed Argentyńczykiem. Tylko jakie to ma znaczenie? Leoś i tak już na zawsze pozostanie światową jedynką. Przerósł epokę. Przerósł wszystkich poprzedników. Przerasta o głowę, mimo że wzrostem w porównaniu z nimi karzeł, wszystkich mu współczesnych. Pytanie czy Ronaldo (musiałem w końcu to nazwisko wymienić) kiedykolwiek to zrozumie. BTW. Tak się złożyło, że byłem w zeszłym roku, prywatnie rzecz jasna, na Maderze. Miejscu skąd Portugalczyk pochodzi. I stwierdzam jedno. Dla mieszkańców tej wyspy, ze szczególnym akcentem na Funchal, przyjęcie do wiadomości tego oczywistego faktu, że ktoś inny niż ich ziomek jest najlepszy na świecie, wydaje się być niemożliwe. To ich zdecydowanie przerasta. Tam zwyczajnie panuje kult Ronaldo. I w tej materii nie pogadasz.
Ja nie wiem jak się ten Mundial skończy dla Argentyny, ani jak dla Portugalii. Wydaje mi się natomiast że, bez względu na wzgląd, ci drudzy muszą odejść od strategii uprawianej przez trenera Martineza, czyli „wszystko pod Ronaldo”. Jeśli nie odejdą, skończą marnie. U Argentyńczyków oczywiście też wszystko kręci się wokół Messiego. Co nie znaczy, że Messi, tak jak cztery lata temu, udźwignie ciężar. Sam, tak jak 12 lat temu, do finału nie dojdzie. Koledzy muszą mu pomóc. Różnica między strategią trenerów Argentyny i Portugalii jest taka, że Scaloni ma istotne powody, by tę strategię stosować, natomiast Martinez żadnych. Łagodnie rzecz ujmując.
Niedawno usłyszałem od syna zabawny tekst. Gdzieś to w memach znalazł. Jak jest różnica między rozmawiającym z dziennikarzami Messim, a rozmawiającym z nimi Ronaldo? Otóż każdy dziennikarz zaczyna rozmowę z Argentyńczykiem od jednego. Mówi Leonowi, że jest najlepszy na świecie. Natomiast w wypadku Ronaldo rozmowę każdorazowo rozpoczyna Portugalczyk informując żurnalistę, że to on jest najlepszy. :):):)
To na razie z wrażeń dotyczących kopanej tyle.
A tak w ogóle, to osobiście bardzo żałuję, że TVP płaci krocie bandzie Infantino, a tam, gdzie szykują się, być może, prawdziwe dla nas emocje, mam na myśli Wimbledon, jesteśmy skazani na dodatkowe opłaty dla Polsat-u. Bez alternatywy.
Nie wiem jak tam PT Czytelnicy, ale ja tam wolę oglądać wimbledonowe zmagania Świątek, Chwalińskiej, Linette czy Majchrzaka niż spotkanie Argentyna-Algeria. Nawet z Bóg wie jaką grą Messiego. O spotkaniach Hiszpania-Wyspy Zielonego Przylądka czy Make America Great Again-Paragwaj nie wspominając.


Komentarze
Pokaż komentarze (14)