marek.w marek.w
188
BLOG

Najważniejsza strategiczna decyzja w XXI w.

marek.w marek.w Polityka Obserwuj notkę 5

Pod koniec dekady 2000-2010 r. Putin wraz z grupą Czekistów na Kremlu, rządzący Rosją,  stanęli obliczu podjęcia najważniejszej decyzji w swoim życiu,  decyzji, która miała zadecydować o dalszych losach nie tylko Rosji czy Europy, ale również strategicznym rozkładzie sił na całym globie.

W ciągu tej dekady Rosja napędzana rzeką  twardych walut, gdy ceny eksportowanych paliw gwałtownie wzrosły, stała się na powrót potęgą gospodarczą, a jej wpływy rozszerzyły się na państwa Zachodu jak za pięknych lat Białego i Czerwonego Imperium. Moskwa rosła w bogactwie, Rosjanie jeździli po świecie na urlopy, wzajemne biznesy kwitły. Tego jednak Putinowi (uwaga- dla ułatwienia będę używał jego nazwiska dla określenia całej władzy na Kremlu, niezależnie od wewnętrznych układów i wpływów) stało się za mało. Nie na darmo wygłosił zdanie, które pokazało faktyczne marzenie i jednocześnie cel strategiczny - "rozpad Rosyjskiego Imperium był największą katastrofą XX w." Odtąd próba odbudowy utraconego w tej katastrofie Imperium stała się jego idee fixe, napędzającą całą dalszą politykę Rosji. Natomiast jego celem zasadniczym stała się  budowa "koncertu mocarstw", czyli Ameryki, Rosji i Chin  dzielących między sobą strefy wpływów wedle starej, pięknej tradycji. Europa, w tym Polska miała być po prostu daniem na tym stole.

Było jednak jasne, że samej potęgi Rosji nie wystarczy do realizacji tak ambitnego zadania, dlatego musiała się sprzymierzyć z jakąś inną globalną potęgą.  Putin stanął więc przed zasadniczym wyborem:  albo Sojusz z Zachodem wymierzony w Chiny, albo podjęcie rozgrywki z Zachodem o wydarcie utraconej sfery wpływów przy wsparciu Chin. Sojusz proponował mu Prezydent Ameryki Obama, w ramach tak zwanej polityki Wielkiego Resetu. Ten wariant pozwalałby na dalszą rozbudowę wpływów w państwach Zachodu, czego najlepszym przykładem była budowa NS II do Niemiec, co więcej oznaczałby ostateczne przyjęcie Rosji do klubu Zachodnich Potęg, co otwierało bardzo ciekawe perspektywy. Na dodatek pozwalało to Rosji na zawarcie (wreszcie!) pokoju z Japonią, co za cenę dwóch zakichanych wysepek umożliwiłoby niezwykle korzystny dla obu państw projekt wykorzystania ogromnych bogactw Wschodniej Syberii dla rozbudowy wspólnego Centrum Przemysłowego, którego produkcja miałaby gwarantowany zbyt we Wschodniej Azji i państwach Pacyfiku. Dla Rosji oznaczałoby zdjęcie przekleństwa państwa eksportującego tylko surowce, zaś dla Japonii wyjście z dekad ciągłej stagnacji gospodarczej.

Putin napędzany tradycyjną dla oficerów KGB antyzachodnią fobią postanowił jednak wybrać wariant KONFRONTACJI z Zachodem przy pomocy Chin. Okazało to się jego  największym, wprost katastrofalnym błędem  i to z wielu wymiarach. Chyba najważniejszym było pomylenie prawdziwych wrogów, bojąc się i pogardzając Zachodem nie zauważył, że to Cesarstwo Chin jest największym zagrożeniem dla Rosji. Gdy Rosja, napadając na Ukrainę faktycznie rozpętała proxy wojnę z Zachodem, Chiny miały trzy możliwości: albo porzucić Rosję na pożarcie w zamian za smaczne ustępstwa polityczne i gospodarcze, albo wesprzeć Rosję mocą swojego przemysłu, tak jak robi to obecnie Europa dla Ukrainy, co oznaczałoby wygraną Rosji, albo spokojnie pozwalać Rosji wypruwać żyły w beznadziejnej wojnie na wyniszczenie, wspierając ją na tyle, aby kontynuowała dalszą walkę kosztem rozpadu swojego potencjału. Chiny przyjęły ostatni wariant, co pozwala im na konsekwentne podporządkowanie Rosji jako coraz słabszego WASALA, którego oplątują coraz ciaśniejszą siecią podległości. Lata temu pisałem o poważnym zagrożeniu dla Zachodu związanym z możliwą utratą Syberii przez Rosję w wyniku jej awantur, co bardzo by wzmocniło Chiny. Okazało się, że poważnie nie doceniłem strategów w Pekinie, którzy wolą  podporządkować sobie CAŁĄ Rosję, na wzór Białorusi w innym rozkładzie.

Właściwie Putin od lat popełnia same strategiczne błędy, gdy najpierw fatalnie nie docenił odporności i woli walki Ukraińców, potem determinacji Europy, która JUŻ stała się tym trzecim mocarstwem zamiast wyniszczonej pięciu latami wojny Rosji. Jego napoleońskie plany kończą się na wojnie domowej ze zbuntowaną Prowincją, którą na dokładkę PRZEGRYWA. Ciekawe, kiedy do Rosjan dotrze, że  znaleźli się w szczękach ogromnego imadła,  które powoli, ale nieuchronnie się zaciska, inaczej mówiąc, mają nie jednego, ale DWÓCH wrogów. Jednym jest zjednoczona z Ukrainą Europa, drugą oczywiście Chiny! Przy czym jest oczywiste, że obie szczęki angażują w ten proces tylko część potencjału. Zasadniczą przyczyną tej "ślamazarności" są dwa niebezpieczeństwa. Po pierwsze Rosja nadal dysponuje ogromnym potencjałem broni jądrowej i lepiej pomału pozwolić jej wykańczać swój gospodarczy i militarny potencjał, niż ryzykować jakieś szaleńcze kroki Kremla. Po drugie istnieje duże prawdopodobieństwo, iż w efekcie nagłej katastrofy i upadku wszelkiej władzy Rosja może zostać podzielona na szereg quasi państewek, rządzonych przez Panów Wojny. Jednak decydenci po obu stronach budzą się nocą w pocie z nocnego koszmaru nie z tego powodu, tylko gdy przyśni im się wariant, gdy ci kompletnie niesterowalni Watażkowie rozdrapią między sobą cały rosyjski potencjał głowic jądrowych!

Na koniec dodam, że na tym fatalnym błędzie Putina, który będzie kosztował Rosję dekady upadku i podporządkowanie wyjątkowo cynicznej i bezwzględnej władzy Chin (a przy okazji zdefiniował cały globalny rozkład Sił na pokolenia), najwięcej zyskały Chiny i oczywiście Polska, ale to już inna historia do opowiedzenia...

marek.w
O mnie marek.w

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (5)

Inne tematy w dziale Polityka