A
Tytuł notki jest prowokacją. Nie będę komentował w tej notce filmu Smarzowskiego, więc jeśli kogoś interesuje temat filmu to ma szansę w tym miejscu zakończyć lekturę.
B
W czasie ostatnich wakacji nastąpiła rotacja księży w okolicznych parafiach (mieszkam jakoś tak „między parafiami”). Kilku księży odeszło, jacyś nowi się pojawili. Wyrwa jest. Kościół Katolicki ma dość specyficzną zasadę przeniesień, że z dnia, na dzień księża znikają, ani przygotowania, ani pożegnania, ten na wikarego na drugim końcu Warszawy, tamten na proboszcza w Sochaczewie… Był człowiek, nie ma człowieka.
Ale nie o tym chciałem napisać, nie o polityce przeniesień…
C
Takie przeniesienia są okazją do jakichś podsumowań. Jaki ksiądz odchodzi, a jacy księża pozostają. Jakoś tak człowiek w tym momencie czuje potrzebę zamknięcia rozdziału. Określenia w sobie jak będzie wspominał tego księdza, albo co po takim księdzu pozostało. Ja przy tej okazji zrobiłem sobie (i dla siebie) przegląd księży, których w ostatnich latach spotykałem w okolicznych parafiach i pokusiłem się o ich ocenę, o stworzenie jakiegoś rankingu.
D
Ranking księży zacznę od tych najgorszych.
1.Najgorsi są „Księża-potwory”. Mentalność kaprala, prymitywy w sutannach. Często to przez nich ludzie wychodzą z kościoła trzaskając drzwiami, zmieniają parafię, z obrzydzeniem odchodzą od konfesjonału, a dzieciaki wypisują się z religii.
2.”Księża-olewusy”. Niby nieszkodliwi. Niby nic złego nie robią, ale dobrego też kompletnie nic. Wygodni bo niczego od wiernych nie wymagają, ale ognia w nikim nie wzniecą skoro w nich samych ogień już dawno wygasł. To, że się nie przykładają ani do spowiedzi, ani do homilii to widać, słychać i czuć.
3.”Księża-wymagający” bywają trudni. Wymagają od siebie, ale też od innych. Można ich nie lubić, ale nie można im zarzucić braku zaangażowania i konsekwencji w działaniu. Niezbyt ciepli, czasem denerwujący swoją „nieelastycznością”, ale często inteligentni więc potrafiący też powiedzieć „przepraszam, zapędziłem się”.
4.”Księża-z-sercem-i-z-ogniem”… potrafią być najlepszymi księżmi. Tu nie chodzi o „fan-club” dewotek. Chodzi o umiejętność tworzenia wspólnoty, niezamkniętej, otwartej na innych, o przemianę życia parafian, o przyciąganie ludzi. Bywa, że mają szczególne charyzmaty związane np. ze spowiedzią, zaangażowaniem we wspólnoty, szczególny kontakt z dziećmi albo młodzieżą, lub talenty w kontaktach ze starszymi lub chorymi. Elastyczni i wrażliwi. Szanują ludzi.
I dlaczego tych ostatnich jest tak mało? Może dlatego, że księża są tylko ludźmi i nic co ludzkie nie jest im obce… No i jednak wylazł Smarzowski...
E
Mam jedną pretensję do Kościoła Katolickiego. Pretensję o to, że w miejscach newralgicznych stawia kretynów. Widziałem wielokrotnie sytuacje, gdy katechetami dla dzieci czy młodzieży zostawali „Księża-potwory”. Często wszyscy widzą, że człowiek do tego się nie nadaje, że powstają w takich katechezach szkody trudne potem do naprawienia. Jak potem przekonać dzieci czy młodzież, że Kościół Katolicki nie jest taki jak ten kretyn?




Komentarze
Pokaż komentarze (22)