Blog
Zmiana stron
Hoyt
Hoyt Qui vivra verra ...czas pokaż
3 obserwujących 42 notki 55147 odsłon
Hoyt, 25 stycznia 2017 r.

O Mędrcach, co w dzieciątku z Bazylei Króla rozpoznali

2167 9 0 A A A

 



  Nikt z nas nie lubi być robiony w konia. Niemal każdy zna to uczucie, kiedy dowiedział się, że był zrobiony w balona. Jednak są tacy, którzy zastawiają pułapki, spiskują tłumacząc to zazwyczaj dobrem ogółu, lecz w rzeczy samej kryje się za tym forsowanie własnego interesu. Są ludzie, którzy posuwają się do draństw z pobudek ideologicznych, ale nie o nich tu mowa.

   Tak jak nikt nie lubi być robiony w konia, nikt nie też nie chce ugrzęznąć w życiu w przeciętności. Przynajmniej ci, którymi od zawsze kierowały ambicje.

Czasami ambicje bywają przyrodzone, a przyczyna i powody są trudne do zdefiniowania, nierzadko jednak ambicje te są podsycane przez innych, ludzi, którzy sami nigdy nie mieli możliwości ich zaspokojenia, obserwując z zewnątrz blask mirażu odbitego ze światła gwiazd.

   Kiedy młodzi adepci tenisa wraz z rodzicami stają się zniecierpliwieni brakiem szybkich postępów w grze, a na ich twarzach maluje się niepewność o dalszy sens wykonywanej żmudnej pracy na treningach, zaczyna pojawiać się pytanie, jaka droga doprowadzi ich szybko do wymarzonego sukcesu. Znając aktualne realia odpowiadam najzupełniej poważnie - Po pierwsze, trzeba postarać się o obywatelstwo szwajcarskie, po drugie zapisać się do Agencji Public Relations Rogera Federera i wtedy już można „legalnie” dopingować się, czym się da, ile się da, byleby było skuteczne i względnie nie obciążało organizmu. Ponieważ o szwajcarskich laboratoriach medycznych w superlatywach wypowiadał się Lance Armstrong, który przez lata korzystał z ich „usług” przeszło dekadę wstecz, nie wiąże się to z wielkim ryzykiem, gdyż jak widzimy Lance ma się dziś całkiem nieźle na zdrowiu. Amerykanin przez lata zadziwiał ekspertów, lekarzy sportowych i genetyków, fizjoterapeutów oraz wielu znawców kolarstwa i sportu swoją niespotykaną siłą, wytrzymałością mimo upływającego wieku, a także skutecznością zwycięstw w kolejnych największych imprezach kolarskich jakim jest Tour de France. Niektórzy eksperci wówczas forsowali teorie, że owa niespotykana siła Lance'a bierze się z powodu zmian genetycznych, jakie rzekomo nastąpiły u Armstronga, po innym wielkim zwycięstwie jakim było pokonanie raka jądra.

     I tak wraz z kolejnymi wygranymi w Tour e France amerykański kolarz został ikoną tej dyscypliny. Przyjmowali go niemal wszyscy prezydenci z całego świata, znani politycy, traktowano go z wielką atencją za jego dokonania na niwie sportu i zdrowego stylu życia. Stał się żywą legendą sportu; znanym ambasadorem walki z dopingiem w sporcie, na który przeznaczał setki tysięcy dolarów rocznie, aby sport był czysty. Dzięki Armstrongowi kolarstwo zyskało na całym świecie na popularności. Wzrosły apanaże dla pojedynczych kolarzy, dyscyplina świeciła pełnym blaskiem. Zadowoleni byli kibice, dziennikarze mieli o kim mówić, młodzież kupowała rowery. Gdy ktoś tam po cichutku przebąkiwał, że wyniki Lance'a nie są uzyskiwane na drodze katorżniczych treningów, nadzwyczajnej technice, czy niespotykanej wydolności organizmu tego sportowca, niewielu chciało o tym słyszeć. Lance, w tamtych czasach nie znał się i nie wiedział, jaką siłę oddziaływania na umysły niesie ze sobą PR (pijar), tak jak wiedzą to dziś menadżerowie sportowych gwiazd. W jego czasach ledwo raczkował internet.

     Lance Armstrong traktowany jest obecnie przez jednych jako oszust, ale przez niemałą grupę społeczeństwa, nadal jest ikoną kolarstwa, a przeciwnikom przypomina się jak wiele zrobił dla rozwoju dyscypliny, która dostała zawał wraz z upadkiem mistrza. W zeszłym roku na jednej z konferencji powiedział, że niepotrzebnie przyznał się do zażywania dopingu w programie Oprah i żałuje tej decyzji, bo w kolarstwie doping zażywa każdy.

W dzisiejszych czasach popkultury miejsce należne ponad wszystkich znalazł ulubieniec mediów, ukochany i uwielbiany pod niebiosa, przez dziennikarzy z nadanymi mu przez nich tytułami - król, maestro, geniusz - oddającymi mu czołobitną cześć - Roger Federer. Porównywany tylko do największych nazwisk w historii ludzkości; począwszy od kultury, literatury, poezji, sztuki - do samego Picassa, Michała Anioła, Rembrandta, a nawet nauki (np. Nicholas Agar w książce „Humanity's End” porównuje Federera do Einsteina).

Zazwyczaj autorzy starają się udowodnić ponad wszelką wątpliwość, że Roger Federer nie tylko dorównuje w istocie ich genialności, ale nawet pod wieloma względami przewyższa. Pewnie może dziwić to co niektórych, ale uważnie śledzący wydarzenia znają przyczyny tego postępowania. Dobrze funkcjonująca machina milionów wydawanych co rocznie na PR przez amerykańskiego specjalistę i menadżera sportowego Tony Godsicka.

  Dziennikarze sportowi o Federerze uwielbiają więc mówić przy każdej sposobności. Nawet jeśli takiej nie ma i wydaje się iście diabelskim i nie możliwym, aby gdzieś wpleść nazwisko „króla”, oni to potrafią .Kiedy nie gra Federer, grają zaś inni zawodnicy, wszystko oczywiście „naturalnie” kojarzy się im z Federerem. Kojarzą im się zagrania „których nie powstydziłby się sam Roger”, „ w sposobie ustawiania się do piłek w stylu Rogera”, „ w próbie naśladowania stylu Rogera”...

Opublikowano: 25.01.2017 20:26.
Autor: Hoyt
Skomentuj Obserwuj notkę Napisz notkę Zgłoś nadużycie
NEWSY - TOP 5

O mnie

Ci, którzy sądzą, iż wszystkim rządzi Los, nie myliliby się, gdyby się nie upierali przy tym mniemaniu.

Ostatnie notki

Obserwowane blogi

Najpopularniejsze notki

Ostatnie komentarze

  • A w mojej mieścinie wisi obwieszczenie pod Sądem "zapal świeczkę o 21". Kurcze, mają pecha,...
  • Pozdrawiam serdecznie :)
  • "Zjednoczeni w bólu przywódcy zachodnioeuropejskich krajów ..." Do dziś pozostali...

Tematy w dziale Sport