Blog
Zmiana stron
Hoyt
Hoyt Qui vivra verra ...czas pokaż
3 obserwujących 47 notek 69594 odsłony
Hoyt, 2 grudnia 2017 r.

Joseph Conrad. Miłość do Polski nazwana zdradą.

819 14 0 A A A

image


But it's on the table, the fire's cookin'

And they're farmin' babies, while the slaves are all workin'
And it's on the table, their mouths are all chokin'

Chris Cornell

                                                                                              W hołdzie bezimiennym bohaterom


   Żaden intelektualny korsarz, nigdy nie napadłby na Josepha Conrada Korzeniowskiego i nie postawił mu najcięższych zarzutów - zdrady Polski oraz braku zainteresowania losem Rodaków gnębionych wówczas butem trzech zaborców, gdyby polski pisarz, umarł na emigracji w zwyczajnym zapomnieniu. Korsarz taki, darowałby sobie zainteresowanie losem szarego emigranta z Polski, bo cóż miałby do złupienia i czymże miałby się obłowić w przypadku zarabiającego na suchy chleb bezimiennego rodaka?


- Posłyszano o mnie w Polsce, przez Chicago i myślą o próbie tłumaczenia Almayer’s folly i Outcast. Tak mnie nieoficjalnie powiadamia, pewien warszawski przyjaciel.


  Pisał do krytyka literatury angielskiej i późniejszego, dozgonnego przyjaciela Edwarda Garnetta, Konrad Korzeniowski, mając już blisko czterdzieści lat. Amerykańscy krytycy drugą powieść Conrada mianują arcydziełem pod względem formy i języka, określając polskiego pisarza „Kiplingiem Malajskiego Archipelagu”.


    I tak na pokład Korzeniowskiego, kapitana statku, wchodzą pierwsi polscy korsarze - szalbierze, rzucając w niego oskarżenia, jakoby pisanie po angielsku, a nawet sam wyjazd z Polski był „rzeczą śliską i niesmaczną, podłażącą pod gardło (….) ten pan, który po angielsku pisuje powieści poczytne i opłacające się wybornie. Zdolności twórcze, to sama korona rośliny, sam szczyt wieży, samo serce serca narodu. I ten kwiat, ten szczyt, to serce, odbierać narodowi swemu i oddać Anglosasom (…), dlatego, że drożej płacą” - pisała autorka „Nad Niemnem” Eliza Orzeszkowa w petersburskim tygodniku polskim „Kraj”.

  Oczywiście słowa te były kłamstwem. Conrad w tym czasie miał dobre recenzje, ale nie miał wielu czytelników i tonął w długach, a liche zdrowie nie pozwalało mu kontynuować pracy marynarza.

     

   Do kanonu literatury przeszły słowa Orzeszkowej a także Tadeusza Żuka Skarszewskiego (salonowego Europejczyka - publicysty, korespondenta paryskiego), dla którego cenniejszym był „nauczyciel ludowy w Poniemóniu, niż sam polski Plato w Bostonie”


   Nie mamy tutaj miejsca, aby przytaczać wszystkie powody, dla których Joseph Conrad zdecydował się pisać po angielsku „języku niedokładnym i niedopierzonym”, którego – jak mawiał „nienawidził”. Lecz, jak w życiu, podejmujemy decyzje nierzadko zrozumiałe dla nas po czasie, Korzeniowski wiedział, że musi pisać po angielsku albo wcale.

                                                               Polak czy Anglik?


- Jeśli Pan zechce mi wierzyć na słowo, to niech Pan powie, że w ciągu moich żeglug po globie ziemskim, nie oddalałem się nigdy ani myślą ani sercem od mojego kraju rodzinnego i spodziewam się być tam przyjęty, jako rodak, mimo mojego anglicyzmu.

      Tak pisał do Kazimierza Waliszewskiego na wiadomość, że ten chce napisać o nim artykuł w 1903 roku.

Cóż jednak obchodzą żywe świadectwa, ocalone cudem słowa ( jak gdyby sama Opatrzność trzymała je dla nas), współczesnego, intelektualnego korsarza, który dla pięciu minut własnej sławy, będącej łupem frymarczenia życiem Josepha Conrada odkryje „prawdziwą” twarz „tego brytyjskiego agenta”.


- Cokolwiek dotyczy naszego kraju porusza Cię, choć jesteś daleko. Liczę na Ciebie, że nigdy to się nie zmieni; a wielu jest takich, co się nie troszczą o te rzeczy, mimo, że siedzą w domu. Z tego powodu, cieszy mnie to co piszesz i błogosławię Cię podwójnie.

  Jaką wartość przedstawiają słowa Tadeusza Bobrowskiego, wuja Józefa Korzeniowskiego, człowieka surowego na tym punkcie, dla domorosłego historyka, który szukając swej chwały, znajduje ją w szkalowaniu wielkiego pisarza? Nie zdziwiłbym się, gdyby dla „udowodnienia” swoich racji, jedną z przedstawionych teorii takiego korsarza, była rzekoma nieznajomość swojego siostrzeńca; z którym Bobrowski korespondował przez wiele lat, i  nad którym sprawował pieczę, zanim ten w wieku lat siedemnastu wyjechał z domu, by „zdradzić” Ojczyznę.


- Ty zawsze pamiętasz, że jestem Słowianinem (to jest Twoja idee fixe), ale zdajesz się zapominać, że jestem Polakiem. Zapominasz, że myśmy przywykli chadzać w bój bez iluzji. To wy, Brytyjczycy, chodzicie tylko po zwycięstwo.

   Czytamy w liście napisanym w 1907 roku, do Edwarda Garnetta, coraz bliższego przyjaciela Conrada, kiedy ten próbuje wyperswadować mu porzucenie daremnej walki z brytyjską cenzurą teatralną. Ale i to za mało dla niektórych, aby uznać Conrada za Polaka. To oni przecież są sumieniem pisarza, co tkwiąc w jądrze ciemności, pierwsi wstają ze swych łóżek - grobów, by oświecić ciemnością „niedouczony lud Polski”. Wspinają się na wyżkę, by głos ich docierał nawet tam, gdzie tylko Boża cisza uświęcać się powinna.

Opublikowano: 02.12.2017 19:31. Ostatnia aktualizacja: 02.12.2017 19:34.
Autor: Hoyt
Skomentuj Obserwuj notkę Napisz notkę Zgłoś nadużycie
NEWSY - TOP 5

O mnie

Ci, którzy sądzą, iż wszystkim rządzi Los, nie myliliby się, gdyby się nie upierali przy tym mniemaniu.

Ostatnie notki

Obserwowane blogi

Najpopularniejsze notki

Ostatnie komentarze

  • Barometr życia Conrada, częściej szedł na niepogodę. Stosunek do Rosji i Niemiec, związany...
  • " nie znosił kiwania. Czyli kołysania statku w czasie sztormowej pogody." Marynarz Conradowski,...
  • A w mojej mieścinie wisi obwieszczenie pod Sądem "zapal świeczkę o 21". Kurcze, mają pecha,...

Tematy w dziale Kultura