Życie duże i małe
Polak jest olbrzym, a człowiek w Polaku jest karzeł. - Norwid @ Polacy są sobie wrogami nieubłaganymi. – Piłsudski @ Tylko głupcy nazywają samowolę wolnością. - Tacyt @ Piekło to ledwie niemożność miłości. - Norwid
58 obserwujących
282 notki
1330k odsłon
15798 odsłon

Zdzisław Maklakiewicz - polski bohater niedorzeczny na pół etatu

Wykop Skomentuj116

@ Debiutował w 1960 roku dość dużą rolą Bednarczyka we „Wspólnym pokoju” Wojciecha J. Hasa. Krzysztof Demidowicz tak pisał o tym debiucie:  "Rola chłopskiego syna, który dzięki morderczej pracy chce skończyć studia i osiągnąć awans społeczny, została życzliwie zauważona. Bednarczyk w interpretacji Maklakiewicza nie był płaskim portretem zawziętości, trywialności i irytującego samozadowolenia. Wyczuwało się, że nonszalancja owego studenta jest rodzajem obrony przed napięciem w jakim żyje człowiek, który porusza się po bardzo wąskiej granicy między sukcesem a klęską. W szorstkim głosie i aroganckim spojrzeniu aktora była ukryta desperacja kogoś skazanego na ryzykowne, samotne zmagania." ("Film" 2000 nr 06)

Aktor zagrał w innych jeszcze filmach Wojciecha J. Hasa - kierowcę Gabrysia w „Złocie” (1961), dziennikarza Zenona w „Jak być kochaną” (1962), Don Roque Busquerosa w „Rękopisie znalezionym w Saragossie” (1964) i Maruszewicza w „Lalce” (1968). Jak zauważył Krzysztof Demidowicz: "Granie u Hasa wymagało inwencji i własnego tonu, nawet jeśli były to role drugoplanowe. Maklakiewicz doskonale spełniał te warunki." ("Film" 2000 nr 06)

Zaś Tadeusz Konwicki, u którego aktor zagrał rotmistrza w „Salcie” (1965) i Włodka w „Jak daleko stąd, jak blisko” (1971), stwierdził, że: "Nikt nie potrafi grać postaci pozornie pospolitych i nieciekawych, tak przenikliwie, jak Maklakiewicz".

image

Aleksander Jackiewicz tak napisał o roli aktora w filmie „Dancing w kwaterze Hitlera” Jana Batorego (1968): "Oto jedna z pamiętnych ról Zdzisława Maklakiewicza. Właściwie nie rola nawet, lecz monodram czy monolog. Bohaterem jest zawodowy przewodnik po szczątkach kwatery Hitlera w Kętrzynie, człowiek przeciętny, słabo wykształcony, szeregowy Polak. W dodatku rutyniarz. Ale on tak robi, że jego bohater, oprowadzając wycieczki młodzieży, jakby spełniał posłannictwo. (...) A chociaż wydaje się śmieszny, jest dramatyczny w tym posłannictwie."

Ten sam wybitny krytyk filmowy o innej roli aktora - w filmie „Zofia” Ryszarda Czekały (1976): "Aktor zagrał znakomitą postać kelnera w sekwencji, która opowiada o samotnej kolacji starszej kobiety, owej Zofii (Ryszarda Hanin), w warszawskiej restauracji, opustoszałej z powodu Świąt Bożego Narodzenia. Znów gra zwykłego człowieka, znów - jak często - postać przedmiejską, tym razem kutego na cztery nogi fachowca w dziedzinie gastronomii i rozrywki. Ale kiedy tamtego wieczoru spotkał osamotnioną konsumentkę, okazał się życzliwy, opiekuńczy, pozwolił Cyganom grać dla niej i cieszył się jej cichą radością" (z książki „Gwiazdozbiór” 1983).

@ Początkowo obsadzano go w rolach hochsztaplerów i czarnych charakterów. Jak pisał Lech Kurpiewski: "Jego zadaniem było głównie tworzenie tła. Oczywiście czarnego, by pozytywni bohaterowie pierwszoplanowi byli lepiej widoczni. (...) Postaci kreowane przez aktora jednak bardzo szybko zatraciły swą wcześniejszą jednowymiarowość i jednoznaczność. Typ cwaniaka ustąpił miejsca osobnikowi dobrze zorientowanemu w rzeczywistości, niepoprawnemu sceptykowi. (...)

image

Z roli na rolę Maklakiewicz coraz mniej udawał, coraz mniej imitował, czyli coraz mniej grał, a coraz bardziej... BYŁ. Był sobą. Jak choćby w 'Rejsie' Marka Piwowskiego (1970), oraz 'Wniebowziętych' (1973) i 'Jak to się robi' (1973) - oba filmy w reżyserii Andrzeja Kondratiuka. W tych filmach mówił wreszcie własnym tekstem i odgrywał własne scenariusze. I dopiero dzięki nim zaistniał tak naprawdę w świadomości szerokiej widowni. (...) Bohaterowie grani przez Maklakiewicza mieli dość specyficzny sposób wyrażania się. Była to świetnie zimitowana mowa nuworysza z aspiracjami." ("Film" 1992 nr 50).

O czym już wspomniałem na wstępie: w trzech filmach wystąpił Maklakiewicz w duecie z Janem Himilsbachem. Tworzyli oni słynną parę komediową. Świetnie się rozumieli i dopełniali. Byli przyjaciółmi również w życiu. Najbardziej zapamiętane przez wszystkich role zagrali w kultowym filmie „Rejs”. Do historii przeszły ich dialogi, jak na przykład słynne zdanie Maklakiewicza: - Bardzo mi przykro, inżynier Mamoń jestem. (…)

@ Tak pisze o tej roli Krzysztof Demidowicz: "Kapitalna postać inżyniera Mamonia stworzona przez Maklakiewicza, jest odblaskiem jego mitycznego, pozaekranowego wizerunku ironisty, gawędziarza i aranżera prześmiewczych sytuacji. Historyczny już monolog o marności polskiego kina był przez niego w całości zaimprowizowany. Parodystyczne popisy Maklakiewicza w roli inteligenta Mamonia, ukazały go nie tylko jako wykonawcę o imponującej swobodzie aktorskiej i absolutnym wyczuciu komizmu, lecz także czujnego obserwatora ówczesnej rzeczywistości." ("Film" 2000 nr 06)

image

W telewizyjnym filmie „Wniebowzięci” Andrzeja Kondratiuka (Himilsbach był współautorem scenariusza filmu) Maklakiewicz zagrał rolę "trochę cwaniaka, trochę postaci z Wiecha, ale i romantyka, który lubi ulatywać w niebo. Razem z Himilsbachem stworzyli znakomitą parę - dwóch szczęściarzy, którzy wygrali małą sumkę i zafundowali sobie kilka przejażdżek samolotem nad Polską. Bohatera Maklakiewicza cechowała delikatność, inteligencja i zaradność, za to bohater Himilsbacha był kolorowy, ludowy, obdarzony zdrowym rozsądkiem" - pisał Aleksander Jackiewicz w książce „Gwiazdozbiór” (1983).

Wykop Skomentuj116
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Kultura