Życie duże i małe
Polak jest olbrzym, a człowiek w Polaku jest karzeł. - Norwid @ Tylko głupcy nazywają samowolę wolnością. - Tacyt @ Wolność jest zdolnością do samodyscypliny. - Georges Clemenceau
62 obserwujących
292 notki
1458k odsłon
  125497   3

Roman Wilhelmi - 55 l. - geniusz, który przegrał z nałogiem

Roman Wilhelmi
Roman Wilhelmi

Marian Kociniak, wspominając początki swojej zażyłości z Wilhelmim, przyznał, że  „Romeś” był  „bardzo, bardzo dobrym” partnerem do kieliszka.  „On jeden z naszego roku został w Teatrze, a zbliżył nas alkohol, co tu dużo gadać. Wtedy, jak się miało sto złotych, to wódka się lała, był tatar, zakąska i może jeszcze ciepłe danie” – powiedział Kociniak.

Zapytany, czy Wilhelmi był jego najbliższym przyjacielem,  powiedział: „Tak, tak, z tym, że jemu na początku nie najlepiej się wiodło. Grał sporo w teatrze, ale telewizja jeszcze go nie odkryła. Mówił do mnie trochę z wyrzutem: >> Maniek, ty z telewizji nie wychodzisz, z radia nie wychodzisz, z kina nie wychodzisz<<”.  Opowiedział też  o wspólnym mieszkaniu z Romanem Wilhelmim w kanciapie nad sznurownią w Teatrze Ateneum.

Aktor nie chciał zdradzać, co poróżniło przyjaciół…

Znakomite wywiady uzupełnia ciekawy zbiór recenzji spektakli, w których występował Kociniak, ale w których niejednokrotnie partnerował mu Wilhelmi; obaj aktorzy spotkali się m.in. w sztukach „Czekając na Godota” S. Becketta (reż. Maciej Prus 1971) , „Kuchnia” A. Weskera (reż. Janusz Warmiński, 1972), „Szewcy” S.I. Witkiewicza (reż. Maciej Prus, 1971)  czy „Peer Gynt” H. Ibsena (reż. Maciej Prus, 1970).

Sam Marian Kociniak, wspominając poszczególne spektakle, przyznał, że w „Szewcach” Wihelmi Scurvy’ego zagrał „wybitnie”. O  „Tramwaju zwanym pożądaniem” z głośną rolą powiedział, że był to „dziwaczny pomysł” Aleksandra Bardiniego.

„Wyreżyserował "Tramwaj zwany pożądaniem", w którym Kowalskiego zagrał Roman Wilhelmi. A przecież w repertuarze Ateneum był już ten tytuł, tyle że rok wcześniej wyreżyserowany przez Warmińskiego z Olą Śląską jako Blanche i Bohdanem Ejmontem jako Kowalskim. Więc Sasza zdjął spektakl Warmińskiego i grał swój”. (…)

Aktor pytany o swoje pierwsze własne mieszkanie mówi… o „mieszkaniu” w Ateneum. Jak przyznał, „praktycznie przez pierwsze trzy lata przemieszkałem z Romesiem Wilhelmim na sznurowni w Teatrze Ateneum”. Wcześniej,  gdy do teatru do Warszawy dojeżdżał z domu rodzinnego z  Rembertowa również pomieszkiwał ze swoim kolegą.  „Dojeżdżałem, ale trzy-cztery noce w tygodniu spędzałem w teatrze. Była taka kanciapa na górze, nad sznurownią. Nocowaliśmy tam  z Romanem Wilhelmim. To >>mieszkanie<< było nawet wygodne, bo rano wystarczyło się opłukać i schodziło się na próbę. To był czas, kiedy grało się – z popołudniówkami – po trzydzieści kilka spektakli w miesiącu” – wyjaśnił.

Marian Kociniak wspominał m.in. wspólne zabawy w SPATIF-ie waz z Leonardem Pietraszakiem i Romanem Wilhelmim. „To, co nasze kobiety przeżyły z nami, bo balowaliśmy noc w noc, jest nie do opisania. Owszem, na początku tolerowały, ale później się zbuntowały i powiedziały tak: >>Chcecie się napić? Dobrze. To jedna kolacja u Mariana, jedna u Leonarda. W domu.<<.

Opowiedział też o wspólnym pijaństwie z Wilhelmim na skarpie nad Wisłą, gdy nad ranem  opuszczali już warszawskie lokale. „Chodziłem tam z Romesiem Wilhelmim. Piliśmy dalej, gadaliśmy i robiło się wpół do dziesiątej rano. Dyrektor Warmiński miał z nami utrapienie”. Wspominając alkoholowe przygody mówił też: „Miałem trzech cudownych zawodników. To byli Jurek Kamas, Lolek Pietraszak i Romesio Wilhelmi. Smoki straszne. Dzień w dzień po spektaklu. Sam dziś nie mogę uwierzyć”.

Na jednej z ostatnich stron książki znaleźć można znakomitą anegdotę Mariana Kociniaka:

„Dzwonię z domu do Ateneum po numer do Romesia, bo nigdzie nie mogłem go znaleźć. Odbiera  portier. Mówię. – Tam musi gdzieś na murku wisieć  książka telefoniczna, niech mi pan znajdzie numer Wilhelmiego. On szuka. Trwa to i trwa i już zacząłem się lekko irytować. No przecież pod  „W” – tłumaczę. – A, tak, tak, już szukam panie Romku – słyszę, jak do mnie mówi i zaczynam się dziwić, ale zanim wpadłem w całkowite osłupienie, w końcu odpowiedział: – Halo? Pan Kociniak dzisiaj nie gra.” (…)

[Marian Kociniak. Spełniony. Rozmawia Remigiusz Grzela, Wydawnictwo Trio, Teatr Na Woli im. Tadeusza Łomnickiego Warszawa 2010].

*  *  *

ROMAN WILHELMI -- Absolwent PWST w Warszawie (1958). Aktor teatrów warszawskich (m.in. w latach 1958-1982 Teatru Ateneum), licznych pierwszoplanowych ról filmowych jak choćby: „Czterej pancerni i pies”, „Zaklęte rewiry”, „Kariera Nikodema Dyzmy”, "Alternatywy 4" prawie zawsze --  charyzmatycznych.

Grane przez niego postacie były charakterystyczne, co w dużej mierze należy przypisywać właśnie jego osobowości. Znakomicie dawał sobie radę w różnych gatunkach filmowych od debiutanckiego kina historycznego, poprzez dramat (Bez znieczulenia, 1979), akcję (Prywatne śledztwo), po komedię (Kariera Nikodema Dyzmy, Alternatywy 4).

Zmarł na raka wątroby. Został pochowany na cmentarzu wilanowskim w Warszawie.

Pierwszy związek małżeński zawarł z Danutą, późniejszą dziennikarką. Drugie małżeństwo zawarł z Mariką Kollar - węgierską tłumaczką, z tego związku pochodzi syn Rafał (ur. 1970). Po rozwodzie trudna sytuacja Mariki zmusiła ją do emigracji z synem do Austrii.

Lubię to! Skomentuj3 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale