Życie duże i małe
Polak jest olbrzym, a człowiek w Polaku jest karzeł. - Norwid # Polacy są sobie wrogami nieubłaganymi. – Piłsudski # Piekło to ledwie niemożność miłości. - Norwid # Bądź przekonany, jeżeli o kimś mówisz źle, zawsze ci rodacy uwierzą. - Kaden Bandrowski
47 obserwujących
255 notek
1088k odsłon
1445 odsłon

Zwyczajna - niezwyczajna Anna Dymna, czyli aktorka z misją

Wykop Skomentuj91

"Pokora jest matką Olbrzymów" - wyznała niegdyś Zosia Nałkowska. Natura stwarza wartość człowieka, ale los i wybory pozwalają się jej objawić. W każdym zakątku świata żyją ludzie, których można stawiać za wzór człowieczeństwa. Wiemy tylko o niektórych. Pozostała część żyje w cichości swego miejsca. Nie wynoszą się z tym co robią na co dzień, jak żyją, co myślą i mówią. Ci Ludzie są wielcy: Skromnością! W odróżnieniu od tych, których rozdyma  niczym nie uzasadniona  Pycha i Miłość Własna - w czasach, gdy nie przez wszystkie przypadki człowiek bywa odmieniany.

Są zwykłymi ludźmi, ale z tych: Zwyczajnych – Niezwyczajnych a Nadzwyczajnych i przez to stają się najbardziej Prawdziwymi. Nie idą najczęściej autostradą przez życie. Ich drogi są kręte, usłane niebezpieczeństwami, przepaściami, potykają się i upadają. Ale wciąż idą…, mimo wszystko idą, wierząc, że w końcu dojdą, bo wiedzą dokąd idą i bardzo chcą tam dojść. A to bardzo, bardzo ważne w tym nader labilnym świecie atrofii wszelakich wartości i braku niekwestionowanych Autorytetów.

Nie korzystają ze skrótów, układów, nie sprzedają się za żadne bogactwa świata tego i SĄ niby cenne wskazówki. Raczej sami próbują dojść do prawdy, do istoty problemu, robią często to, co kochają i kochają to, co robią. I w tym tkwi ich wielkość i siła. Bo Człowiek został stworzony do działania, a nie do mędrkowania.

@ Aktorzy są jak towarzystwo, które człowiek sobie sam dobiera. Czemu Anna Dymna? Bo to według mnie Ktoś, kto do takich Ludzi – zawsze pisanych z wielkiej litery - należy. Jej też się udało. Co więcej. Jej wciąż się udaje... Wrażliwa w życiu,  rozczulająca na ekranie, kochana przez tych, którym okazuje serce i daje swój czas. Działa według praw nadanych przez Stwórcę: Robi to, co kocha, wkłada w to całą swoją miłość, niesie nadzieję i siłę. To nic innego jak szukanie najpierw 'swojego' Królestwa Bożego – wtedy wszytko inne jest dodane. Kiedy robimy to co naprawdę kochamy, dziwnym sposobem, wciąż mamy coraz więcej przyjaciół od Serca, coraz więcej dobrej energii do rozdania, a nawet - środków materialnych, by dzielić się nimi z najbardziej pokrzywdzonymi przez Los, Chorymi, Odrzuconymi, Zmarginalizowanymi… "Kiedy się działa - mniej boli...". - mówi Anna Dymna i ja to wiem, i potwierdzam. 

Z NADZIEJĄ odwołuję się do Pisma Świętego, uprzedzając potencjalne ataki 'ortodoksów': "Poznacie ich po ich owocach "(Mt 7,20)  Owocem zaś Ducha jest: miłość, radość, pokój, cierp­liwość, uprzejmość, dobroć, wierność, łagodność, opanowa­nie (Ga 5,22n). Po cóż nam zgłębiać Genezę Dobra... Na Miłość Boską: cieszmy się każdym Dobrem, bo tak mało Go w nas i wokół nas...

PRZYPOMNĘ POKRÓTCE WAŻNE DATY I WYDARZENIA Z JEJ ŻYCIA:

Wszyscy pamiętamy ją z roli Marysieńki w "Znachorze" czy Barbary Radziwiłłówny w "Królowej Bonie". Mowa oczywiście o Annie Dymnej. Aktorka świętuje jubileusz 50-lecia pracy artystycznej. Od 45 lat jest związana z Teatrem Starym w Krakowie. Widzowie pokochali ją za wszystko: talent, urodę i wdzięk.

W czasach PRL-u utożsamiana głównie jako śliczna, delikatna, powabna, eteryczna emanująca sexem Ania Pawlaczka za sprawą trylogii dwóch zwaśnionych rodów zza Buga: Pawlaków i Kargulów. Gdy się pojawiała na ekranie chłopcy po cichu wzdychali, wieszali na ścianie zdjęcia z jej podobizną i w marzeniach całowali się z nią... Zastąpiła wcześniejszą idolkę – Polę Raksę czyli Marusię z „Czterech pancernych”.

27 marca w 1969 w Dzień Teatru miałam pierwszą profesjonalną premierę. Grałam Isię i Chochoła w „Weselu” u Lidii Zamkow. Do dziś pamiętam frazę, pierwsze słowa, które zresztą śniły mi się tej nocy: mnie się nie chce spać, pokil bedom grać, a tamte dziecka śpiom, niech se lezom, tak jak som. Zdałam sobie sprawę, że to mój drogowskaz na całe życie. Bo mnie się wcale nie chcę spać, pokil grają. Cały czas zasuwam do przodu. Cieszę się, że mogę uprawiać ten najpiękniejszy zawód na świecie” - mówiła w rozmowie z Magdaleną Zbylut-Wiśniewską Anna Dymna. „To się kocha do końca życia i ja tak mam. Co nie znaczy, że nie jest trudno. Operacje, wypadki… ale teatr, teatr mnie zawsze ratował. Ubieram się, maluję, wchodzę na scenę i tu czuję się bezpiecznie. Teatr wyznacza rytm mojego życia już od 50 lat” - dodaje aktorka.

Do 34. roku życia wyglądała nieprzyzwoicie młodo, jak dziewczyna, chociaż była kobietą po przejściach i od siedmiu lat wdową. Aktorką została dzięki sąsiadowi (ekscentrycznemu aktorowi Janowi Niwińskiemu) mieszkającemu w tym samym budynku. To on nastoletniej Ani (jeszcze wtedy Dziadyk) udzielał prywatnych lekcji i przygotował do egzaminów, chociaż początkowo myślała o psychologii.

- Nigdy nie zostałabym aktorką, gdyby nie Jan Niwiński - wspominała w audycji z cyklu "Zapiski ze współczesności" PR II. Jak mówiła, to aktor, który koło Poczty Głównej w Krakowie prowadził własny teatrzyk. - Chyba już od siódmego roku życia byłam pod jego opieką; przypatrywał mi się bacznie także wtedy, gdy na podwórku łaziłam z chłopakami po drzewach... - opowiadała artystka. Jak podkreśliła, wcale nie chciała grać; zamierzała zostać psychologiem. - Złożyłam już nawet papiery na wydział psychologii na Uniwersytecie Jagiellońskim. Ale na korytarzu Niwiński złapał mnie i krzyknął: "Ty masz zdawać do szkoły teatralnej, ty masz predyspozycje!".

Zobacz galerię zdjęć:

+3 zdjęcia +4 zdjęcia
Wykop Skomentuj91
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Kultura