Życie duże i małe
Polak jest olbrzym, a człowiek w Polaku jest karzeł. - Norwid @ Polacy są sobie wrogami nieubłaganymi. – Piłsudski @ Tylko głupcy nazywają samowolę wolnością. - Tacyt @ Piekło to ledwie niemożność miłości. - Norwid
54 obserwujących
271 notek
1228k odsłon
9068 odsłon

Ewa Demarczyk - dramatyczny lot Czarnej Komety

Wykop Skomentuj94

Ewa Demarczyk - karierę estradową rozpoczęła wcześnie, bo w wieku 20 lat, w kabarecie krakowskiej Akademii Medycznej „Cyrulik”. Już wtedy przyciągała publiczność takimi utworami jak „Groszki i róże”, „Grand Valse Brillant” czy „Rebeka”. Chciała być pianistką, ale ze szkoły muzycznej przeniosła się na architekturę. Marzyła o medycynie, ale udało jej się skończyć szkołę teatralną. Jak wspominał w jednej z rozmów Święcicki, Demarczyk miała trudności z uzyskaniem dyplomu, bo profesor krakowskiej PWST Danuta Michałowska nie chciała jej wystawić pozytywnej oceny z zajęć z dykcji….

Krótko po tym okazało się, że to nie przeszkodziło jej w osiągnięciu Sukcesu. Na festiwalu w Opolu w roku 1963, śpiewając „Karuzele z madonnami” w aranżacji ZYGMUNTA KONIECZNEGO, pokonała miedzy innymi Bohdana Łazukę i Czesława Niemena, który po raz pierwszy zaprezentował swój przebój „Pod papugami”. Występ Demarczyk był wielkim zaskoczeniem dla polskiej publiczności, która doceniała wówczas przede wszystkim muzykę bigbitową.

Wystarczył rok, by ta nikomu nieznana wcześniej dziewczyna o długich włosach i pięknych oczach przerodziła się w prawdziwą gwiazdę. Dla niej muzyka to był właśnie TEATR. Nie dawała bisów, bo dla niej występ to był zamknięty spektakl. Najlepiej czuła się w bezpośrednim kontakcie z publicznością, nad którą miała totalną władzę. Ktoś kiedyś powiedział, że była jak kapłanka, która na scenie odprawia swoje misterium. Jej koncerty były magiczne - ludzie płakali, wzruszali się... Jak do tego doszło?

TWÓRCZOŚĆ TO JEST TEATR

Ewa Demarczyk -  związała się w latach 60. ze środowiskiem Piwnicy pod Baranami. Tam poznała Zygmunta Koniecznego, który był autorem muzyki do jej najbardziej znanych utworów („Taki pejzaż”, „Groszki i róże” czy „Tomaszów”). -- Do Piwnicy przyszedłem w 1959 roku. Wtedy z muzyków był tam tylko... Krzysio Litwin, który grał na gitarze. Aby się do niej dostać (Piwnicy – red.), musiałem wykonać wiele manipulacji. Na mieście było pełno afiszy, Wiśniak pisał w »Przekroju«, że tam się coś dzieje, że jakieś dziwne napisy, że ludzie z brodami i w swetrach... To było niesamowite – mówił w wywiadzie kompozytor.

Koniecznemu Demarczyk pokazał piwniczny saksofonista Przemek Diakowski, który dostrzegł ją na występie kabaretu „Cyrulik”. -- Warto by ją sprawdzić – powiedział wtedy Diakowski. Razem z Piotrem Skrzyneckim Konieczny poszedł na jeden z występów początkującej Ewy i od razu obaj zrozumieli, że muszą ją zaprosić do Piwnicy. Była zjawiskowa. -- Jako że nasz kabaret był już znany nie tylko w Krakowie, nie mieliśmy żadnego problemu, by namówić ją do przejścia do nas. Co prawda ta perspektywa nie za bardzo się spodobała kolegom z "Cyrulika", ale jakoś sobie w końcu z nimi poradziła – wspominał Konieczny.

Demarczyk po sukcesie w Opolu i rok później w Sopocie zaczęła podróżować po całym świecie. Występowała we Francji, gdzie przyjechała na zaproszenie Brunona Coquatrix, francuskiego impresario. Na pokładzie samolotu, którym miała lecieć do Paryża, w styczniu roku, stewardesa wręczyła jej upominki od dyrektora Olimpii (!) -- Ewa dostała jakieś płyty i gadżety, jak koniak lub whisky. (…) Kilka tygodni później wróciliśmy do Paryża, już na właściwe koncerty. Spędziliśmy tam kilka miesięcy -- wspominał po latach kompozytor.

Choć Demarczyk wiele podróżowała i poznała zachodnie realia życia, nie chciała mieszkać za granicą. Kraków kochała całym sercem. Wieczorem można było ją spotkać przechadzającą się w zakamarkach ulicy Gołębiej czy Brackiej. Uwielbiała zaułek niewiernego Tomasza. Indywidualistka. Trudna we współpracy. Ci, z którymi pracowała, powtarzali: -- Demarczyk? – kapryśna i apodyktyczna – zawsze chciała stawiać na swoim. Lubiła, kiedy wszystko było tak, jak ona sobie zaplanowała. – ROZUMIEM TO, bo tylko w ten sposób mogła mieć pewność, że zrealizuje to, co sobie zamierzyła. A jej celem była absolutna perfekcja – mówił Konieczny. Demarczyk od razu polubiła niepowtarzalny klimat Piwnicy pod Baranami, choć artyści, którzy tam przebywali, niechętnie przyjmowali nowych do swojego środowiska.

Jak się wie, co się chce robić, kompromisy mijają się z celem, bo zawsze wiążą się ze stratą. Ewa Demarczyk mogłaby zrobić większą karierę albo zarobić więcej pieniędzy. Ale wtedy nie byłaby sobą. Nie chciała przenieść się do Paryża, zmieniać repertuaru, do końca śpiewała te same piosenki. Wydała mało płyt, ale zawsze śpiewała tak jak w danej chwili czuła i chciała. Mówiła, że nigdy nie będzie na sprzedaż. I nie była.

Demarczyk i Konieczny tworzyli zgrany duet. Na pozór bardzo różni – ona zdystansowana, stroniąca od ludzi i TOMBAKOWEGO BLICHTRU, on – zawsze w centrum zainteresowania, towarzyski. Demarczyk miała zaufanie tylko do najbliższych przyjaciół, i to im umiała ofiarować całą siebie. Podobno była skłonna, zaraz po tym, kiedy artyści wychodzili z Piwnicy po godz 23. , zaprosić wszystkich do swojego małego mieszkania przy ulicy Wróblewskiego, które dzieliła z matką. Tam zawsze można było liczyć na miskę ciepłej zupy i herbatę...

Wykop Skomentuj94
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Kultura