Prof. Dziekan mówi: „Dopóki nie będzie mieszania się sił zewnętrznych w sytuację, to myślę, że Zachód nie ma się czego obawiać. Zazwyczaj tak w krajach arabskich bywa, że są to dosyć burzliwe, ale krótkie - jak oni to nazywają - rewolucje, po których dość szybko wszystko wraca do normy - wyjaśniał Dziekan - Przewiduję, że tak to powinno być. Warunek jest jednak jeden - brak interwencji zewnętrznych, szczególnie z Zachodu.”
I tu po raz kolejny znany arabista się myli. Na szczęście Amerykanie mają swoich ekspertów i zareagowali dość jednoznacznie.
„Popieramy uniwersalne prawa człowieka narodu egipskiego, w tym prawo do wypowiedzi, zgromadzeń i zrzeszania się. Wzywamy władze egipskie, aby pozwoliły na pokojowe protesty i odwołały bezprecedensowe kroki podjęte w celu przerwania komunikacji”- tak brzmi oświadczenie Departamentu Stanu.
Kluczowe słowo, jakie padło "naród egipski" jednoznacznie wskazuje jak Amerykanie chcą, aby ta sprawa została rozwiązana. Nie ma bowiem mowy o „wewnętrznej sprawie Egiptu” czy innej nowomowie „liczymy na pokojowe rozstrzygnięcie konfliktu”. Pada słowo naród egipski ,a naród egipski jest dziś na ulicy.
Prof. Dziekan mówi, że Zachód panicznie boi się powstania państwa egipskiego rządzonego przez radykalny islam. Niestety nie odróżnia, że pod pojęciem Zachód kryją się kraje europejskie i USA. A jak wiedzą wszyscy USA, nawet w epoce Obamy, nie są tak niezdecydowane jak UE. I dlatego USA działają, a nie stoją jak Europa, która tylko patrzy.
Rozumiem obawy prof. Dziekana, że ewentualne poparcie obecnego reżimu Mubaraka może tylko nasilić skale zamieszek, bo część społeczeństwa dojdzie do wniosku, ze Mubarak to kryptoagent, cichy współpracownik Zachodu, dlatego lepiej nie wyświadczać mu niedźwiedziej przysługi.
Niemniej jednak dziś mamy za mało informacji, czy te demonstracje maja podłoże demokratycznych przemian, czy radykalny islamza tym stoi, czy po prostu podwyżki cen żywności spowodowały takie niepokoje, czy wreszcie wszystko to naraz. Nie wiemy też kto za tym stoi i kto jest dziś najlepiej przygotowany do sięgnięcia po władze. Wydaje się ze ElBaradei będzie prezydentem, ale czy on ma wystarczające zaplecze do kierowania państwem? Trochę w to wątpię.
Dlatego uważam, że reakcja Amerykanów była bardzo dobra (rzadko mam okazje pochwalić Obame),natomiast myli się prof. Dziekan, gdy namawia do niewtrącania się do Egiptu. Ludziom demonstrującym potrzebne jest wsparcie. I nie chodzi mi tu o bataliony wojska, czy wysyłanie profesjonalnych organizatorów manifestacji, ale o zwykłe potwierdzenie, że widzimy ich walkę i nie jesteśmy wobec niej obojętni.


Komentarze
Pokaż komentarze (3)