Kto ma jeszcze wątpliwości, że za obecną rewolucją w Egipcie stoi co najmniej zezwolenie, jeśli nie pomoc USA (oczywiście możemy zadawać pytanie o skale tej pomocy), może sobie darować dalsze czytania tekstu.
To bowiem nie podlega dla mnie dyskusji. Dość powiedzieć, że większość komentatorów tutaj przytacza porównanie do rewolucji islamskiej w Iranie w ‘79r traktując ją jako wytłumaczenie wszystkiego co dzieje się na bliskim Wschodzie. Prymitywne jak dla mnie.
Wystarczy spojrzeć na demonstrantów w ’79 i tych obecnych. Tamci palili flagi USA, ci nawet nie palą izraelskich nie mówiąc o tym, że większość transparentów jest pisana po angielsku. Jakby chcieli wprowadzić szarłat, to po prostu by mieli takie transparenty nawołujące do tego. A nie pisaliby po angielsku, że Mubarak musi odejść co wskazuje, że szukają oparcia i potwierdzenia swoich aspiracji do świata zachodniego i wskazują drogę, którą chcą podążać.
Jedna stacja nawet porównała, że to co dzieje się w Egipcie jest podobne do tego co w Iranie, ale nie w roku 1979 a 2009 , kiedy wybuchły protesty związane z wyborami.
Nie wdając się w dalszą dyskusję, kto może stać za tą rewolucją zastanówmy się nad motywami. Po co Amerykanie mieliby wymieniać ekipę, która w przekonaniu niektórych i tak jest proamerykańska?
Gdyby to działo się za prezydenta Busha pewnie udzielenie odpowiedzi byłoby łatwiejsze, tymczasem jak wskazał Kagan interes Ameryki jest jeden i niezależnie od tego, która partia sprawuje władze jest on realizowany. Może oczywiście różnić się metodą realizacji tych interesów.
A obecny interes Ameryki mówi, że należy uniemożliwić Iranowi produkcję bomby atomowej zdolnej do zagrożenia Ameryce i jej najbliższych sojuszników.
Prawdopodobnie Amerykanie szykują się do mocniejszego starcia z Iranem i próbują wyczyścić, z nie do końca pewnych sojuszników w świecie arabskim, zaplecze do tej operacji.
Już kilka lat temu Izrael wskazywał, że jeśli wspólnota międzynarodowa (czytaj USA) nie uniemożliwią Iranowi produkcję bomby to oni sami zbombardują ośrodki, w których się ją przygotowuje. Nie jest w interesie USA takie rozwiązanie, bo to postawiłoby ich mocno pod ścianą. Mają, bowiem sojuszników i w państwach muzułmańskich, a jakby Izrael dokonał nalotów na Iran niewątpliwie te państwa zjednoczyłyby się.
Amerykanie doszli do wniosku, że jeśli już ktoś ma zrobić tę mokrą robotę to zrobią to oni, a nie Izrael.
Ponieważ USA mają już doskonałą bazę do operacji wojskowej przeciw Iranowi, postanowili teraz przygotować grunt społeczny do tej operacji. W tym celu chcą skierować uwagę państw i społeczności muzułmańskich na inne cele jak walka o demokracje i na wewnętrzne sprawy, a nie na Iran.
Ewentualna operacja irańska mogłaby jedynie umocnić pozycję Mubaraka. Amerykanie doszli do wnioski, że są w stanie postawić na czele państw muzułmańskich bardziej demokratycznych ludzi (w domyśle również bardziej proamerykańskich), aby przy okazji zbliżyć się do rozwiązania kwestii izraelskiej. Nie ulega wątpliwości, że dotychczasowa przewaga technologiczna Izraela staje się coraz mniejsza i w bliskiej przyszłości nie zapewni już poczucia przewagi.


Komentarze
Pokaż komentarze (2)