Na wstępie zaznaczę, że definicja wspólnej polityki obronnej w rozumieniu WPBIO ( jeden z filarów UE – Wspólna Polityka Bezpieczeństwa i Obrony) różni się zasadniczo w nazwie i rzeczywistości. Otóż nigdy WPO nie była de facto strategią obrony UE, a jedynie inicjatywą mającą na celu stworzenie korpusu ekspedycyjnego zdolnego do działania w innych rejonach świata. Plany takiej formacji były różne od 60 – 100 tyś. źołnierzy. Plany obrony Europy w postaci planów ewentualnościowych ma tylko NATO.
Pozostawmy na razie politykę obronną, choć niewątpliwie jest ona narzędziem w polityce zagranicznej, i skupmy się na planach stworzenia wspólnoty państw mających te same interesy globalne.
Pytanie zasadnicze jest czy istnieje jakaś średnia złożona z sumy wszystkich narodowych interesów państw członkowskich, którą można by przyjąć jako program polityki zagranicznej Unii?
Wydaje się to mało prawdopodobne, niemniej jednak wcale to nie oznacza, że nie powinno być wspólnej polityki zagranicznej państw Unii.
O ile, bowiem państwa członkowskie różnią się zasadniczo, co do polityki wobec np. Rosji, USA, i Afryki Północnej, to zasadniczo nie różnią się, co do polityki wobec np. Chin, Iranu. I tu jest pole dla możliwości wypracowania wspólnej polityki zagranicznej.
Zatem powinniśmy się skupić na takiej polityce zagranicznej, która jest zbieżna z interesami narodowymi państw członkowskich, a pozostawić państwom te obszary, gdzie nie da się wypracować wspólnego stanowiska.
UE staje się globalnym graczem, raczej bardzo wolno, ale staje. Wcześniej czy później będzie musiał zmierzyć się z Chinami np w Afryce i lepiej, żeby to zrobiła już nią potem.
Oczywiście taka wspólna polityka zagraniczna UE nie jest w interesie USA. Słynne słowa Kissingera o numer telefonu do Brukseli, pod którym dostępna jest osoba odpowiedzialna, tak jak on, za politykę zagraniczną wciąż jest aktualna. USA wola rozgrywać swoje interesy rozmawiając z poszczególnymi krajami unijnymi jak z Niemcami, Brytyjczykami, czy ewentualnie w ramach nacisków na Niemcy z Holandią czy Danią. Łatwiej jest im prowadzić taką rozmowę, bo ich pozycja negocjacyjna jest znacznie wyższa.
Niemniej jednak z naszego punktu widzenia, gdy Polska leży w Europie, a nie na kontynencie amerykańskim inicjatywa zmierzająca do poszerzenia współpracy unijnej jest w naszym interesie. A my powinniśmy tak oddziaływać na innych członków, żeby uwzględnili nasze narodowe interesy we wspólnej polityce.


Komentarze
Pokaż komentarze